Forum RPG


You are not connected. Please login or register

Bank Old Whiskey

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Go down  Wiadomość [Strona 2 z 9]

26 Re: Bank Old Whiskey on Sro Sie 15, 2012 8:13 pm

Strażnik, którego nieudolnie atakowała Scarlett, strzelił jej pod nogi, co całkowicie już wystraszyło kobietę. Gdy tej wypadł nóż z ręki, mężczyzna krzyknął, że i ona jest aresztowana.
Po kilku chwilach strażnicy ogarnęli całą sytuację, zabrali bronię napastnikom i mogli ich spokojnie wyprowadzić z banku by zamknąć ich w celi w areszcie.
- No brawo, panie meksykaninie! - zaśmiał się ochroniarz, który go wyprowadził z banku.

[zt]

CZEKAJCIE NA MÓJ POST W ARESZCIE

Zobacz profil autora http://oldwhiskey.my-rpg.com

27 Re: Bank Old Whiskey on Czw Sie 23, 2012 9:36 pm

Huey miał wyjechać z tego miasta cały, zdrowy i bogatszy i wór dolarów. Jak na razie został dźgnięty nożem i wydał ponad połowę swoich oszczędności. Najwyższy czas żeby się odkuć. Potrzebuje kasy - jak każdy. Ale nie każdy jest gotów uciec się do tego co on by tę kasę zdobyć.
Konia zostawił pod bankiem gotowego do natychmiastowej ucieczki. Oba rewolwery naładowane. Jeden w kieszeni spodni gotowy do natychmiastowego wyjęcia. Drugi trzymany za plecami. Plan jest taki: Huey wchodzi do środka i błyskawicznie bada sytuację. Jeśli jest ochrona to sie nie pierdoli i strzela do nich. Ewentualnie przykłada komuś spluwę do głowy. Później dostaje się do gościa zajmującego się forsą i grożąc mu śmiercią prosi o kase. Jeśli zrobi coś nie tak to dostaje kulkę szybciej niż zdąży powiedzieć "pieprzony czarnuch".
Spokojny jak zwykle Huey P. Newton wszedł do banku...

Zobacz profil autora

28 Re: Bank Old Whiskey on Czw Sie 23, 2012 9:51 pm

Czarnoskóry, groźnie wyglądający mężczyzna nie może mieć dobrych zamiarów. Na pewno nie - wiedzieli to i strażnicy, i kasjer.
I, nawet jeśli bank był pusty i nie było za bardzo co z niego wykraść, jeden z ochroniarzy szybkim ruchem odbezpieczył kolta. Jeszcze nie zaczynał celować (skąd mógł wiedzieć, czy czarnuch nie chce wpłacić czegoś na konto, albo co), ale trzymał dłoń na spuście, gotowy w każdej chwili zareagować na podejrzany ruch "klienta".
Prawdopodobnie gdyby był biały, to nawet by nie mruknął.
A kasjer przygryzł nerwowo wargę. Trzeci napad w ciągu paru tygodni to zdecydowanie zbyt wiele jak na jego słabe nerwy, zdecydowanie! Szczególnie że bank był pusty.
- W czym... czym mogę panu pomóc? - zapytał, uciekając wzrokiem przed spojrzeniem bandziora. Raz za razem patrzył z przestrachem na strażnika. - Niestety... Bank jest, tego, no... Całkiem pusty. - chrząknął - Mieliśmy pewne, ekhm, kłopoty.
Zaśmiał sie nerwowo i poprawił kołnierzyk.

Kostki, jesli chcesz kogoś ustrzelić!

Zobacz profil autora http://oldwhiskey.my-rpg.com

29 Re: Bank Old Whiskey on Pią Sie 24, 2012 10:49 am

Tego było kurwa za wiele. Od kiedy obrabowanie kogoś było takim wielkim problemem!? Hueyowi przypomniały się dawne czasy gdy na sam widok broni mężczyźni oddawali forsę a kobiety rozkładały nogi. Ehh, to chyba już nie wróci. Zdegenerowane społeczeństwo. Dokąd zmierza ten parszywy świat?
Huey był wściekły. Nic mu dzisiaj nie wychodziło. Musiał sobie poprawić humor małą strzelaniną. Nic lepiej nie działa przecież niż zagły zastrzyk adrenaliny i poczucie zagrożenia. Wyciągnął broń z za pleców i strzelił w ochroniarza, który sam był gotowy do ataku po czym wyciągnął drugą ręką drugi rewolwer - może się przydać.


kostki wyszly 5 i 1
jesli dobrze rozumiem to trafiłem gościa w przedramiona czy tam dlonie? i teraz on zwija sie z bolu? ;p

Zobacz profil autora

30 Re: Bank Old Whiskey on Pią Sie 24, 2012 11:46 am

Niestety(a może na szczęście?), kula którą wystrzelił czarnoskóry przeleciała dosłownie milimetry nad ramieniem ochroniarza.
Ten jednak wiedział już, że klient nie ma dobrych zamiarów - uniósł broń i wycelował w tego paskudnego czarnucha. Nacisnął spust i pocisk z rewolweru wyleciał z zawrotną prędkością w kierunku bandziora. Chybił jednak.
Drugi z ochroniarzy też nie stał bezczynnie - wyciągnął z kabury rewolwer, wycelował w Hueya i także wystrzelił. Ten miał jednak więcej szczęścia niż swój kompan i jego kula trafiła opryszka w klatkę piersiową, przechodząc przez serce i zabijając go na miejscu,
Na podłodze banku rosła wielka plama krwi. Kasjer patrzył z przestrachem na stygnącego trupa, a ochorniarze gratulowali sobie refleksu.

Zobacz profil autora http://oldwhiskey.my-rpg.com

31 Re: Bank Old Whiskey on Wto Gru 04, 2012 11:03 pm

Pastor przybył do banku Oldwhiskey z postanowieniem które przedsiewziął już jakiś czas temu. Będzie powoli oddawał pieniądze Joy, by spłacić dług za jej wyleczenie. Jasne, że nie mógł zrobic tego osobiście, bo by się wściekła, poza tym wstyd przychodzić z ratą 200 dolarów.
Cóż...pensja nie była wysoka...trochę mu to zajmie
- Proszę wpłacić tą kwotę na konto Joyce Long - powiedział z uśmiechem do bankiera - I bardzo bym prosił o dyskrecję. W razie czego pieniążki wpłacił ktoś panu nieznajomy- mrugnął do niego okiem
Pieniądze zostały wpłacone, czas na Jarmark!

[zt]


_________________

Zobacz profil autora

32 Re: Bank Old Whiskey on Czw Gru 13, 2012 12:22 pm

Budynek tego całego banku był nie pozorny ale to dobrze, Kevin zatrzymał się przed wejściem spojrzał na okna. Podobno nie było chętnych na to stanowisko i podobno jest to niebezpieczne, ale co tam, Kevin miał nie wiele do stracenia.
Wszedł pospiesznym krokiem do środka, zdjął kapelusz i przywitał się z kasjerem.
- Witam, będziemy razem pracować, jestem tym nowym ochroniarzem. - Spojrzał na człowieka za ladą, po czym rozejrzał się dookoła, minimalna ilość okien, jedna lada, kawałek stolika i brak tylnego wejścia. Szybki rekonesans po pomieszczeniu. Wejście na zaplecze za ladą i bardzo dobrze, na zapleczu sejf. Wszystko rozmieszczone jak należy, skromnie i bezpiecznie.
Po odebraniu służbowej broni, Kevin zabrał się za małe przemeblowanie. Zaciągną mały stolik pod okno i ustawił przy nim krzesło, tak że miał widok przez okno na to co się dzieje przed bankiem oraz w środku.
- Tak będzie lepiej - uśmiechnął się do kasjera.
Siedząc na krześle Kevina wchodzący do banku nie mogli w pierwszym momencie dostrzec, dopiero po dojściu do okienka kasy mieli krzesło za plecami, po odwróceniu się w stronę wyjścia można było dostrzec nowego ochroniarza. Z zewnątrz przez okno też nie było widać krzesła i stolika, gdyż znajdowało się w samym koncie pomieszczenia. Jedynie Kevin mógł zobaczyć i to po lekkim wychyleniu się co się dzieje przed budynkiem. Kilka małych elementów strategi przyda się na wszelki wypadek.
- Mam nadzieję, że nie będzie konieczne używanie je tutaj - spojrzał na kasjera odkładając karabin na stół lufą w kierunku wejścia.

[zt]


_________________

Zobacz profil autora

33 Re: Bank Old Whiskey on Pią Gru 28, 2012 8:46 am

Bo bójce przed jadłodajnią lekko się uspokoiło. Kevin jak co dzień przyszedł do pracy, czego ja tu pilnuje. W banku było spokojniej niż na ulicach Old Whiskey. Przywitał się jak co dzień z kasjerem, zajrzał na zaplecze, czy wszystko jest na swoim miejscu, wyjął karabin z szafki, posprawdzał okna.
- Jak tam święta - mrukną do kasjera, po czym usiadł na swoim krześle - u mnie były fajerwerki.
Przed wczesne, ale dobrze że tak się skończyło, mam nadzieję że Django się z tego wykręci.
Spojrzał przez okno banku na główną ulicę, znowu szykowali plac na zabawę sylwestrową, ciekawe co tym razem, po czym wyciągną zgniecioną kartkę a właściwie list gończy Santosa Chaveza - ależ mi się trafiło, czyli jest w okolicach.

[zt]


_________________

Zobacz profil autora

34 Re: Bank Old Whiskey on Pon Sty 07, 2013 2:58 pm

Przez te cztery tygodnie nie wiele się wydarzyło w banku, ale to i dobrze. Tu ma się nic nie dziać, ma siedzieć kasjer i on. Tamten przy okienku a ten na swoim krześle. Aby nie przyrosnąć Kevin od czasu do czasu wychodził z karabinem pod pachą przed budynek, opierał się wówczas o filar podpierający okap przed wejściem i obserwował ulicę spod swojego kapelusza. Po czym wracał do środka, patrząc na rozmownego kasjera.
- Wszystko ok! - zażartował od czasu do czasu, dla rozluźnienia atmosfery, której tam tak naprawdę nawet nie było. Ale to dobrze tak ma być w banku, cisza spokój, od czasu do czasu jakiś klient z paroma dolarami.
Kevin siadł z powrotem na krzesło, położył karabin na stole lufą w kierunku wejścia, oparł się o oparcie by lekko pobujać się na krześle. Solidny wyrób pomyślał, w końcu znał się na tym, krzesła robił od dzieciństwa. Może znowu zacznę.

[zt]


_________________

Zobacz profil autora

35 Re: Bank Old Whiskey on Pon Sty 21, 2013 1:32 pm

Kolejny ciepły poranek. A Daniel w eleganckiej koszuli i krawacie zasuwa do pracy. Śmiałabym nawet zaryzykować stwierdzenie, że ze wszystkich urzędników w mieście pan Harrison nie tylko ubrany był najlepiej, ale i niejedna panna, czy nawet pani wolała patrzeć na jego cudowną twarz, niż gęby innych bankierów, prawników, czy innych. Ale nie żeby Harrison miał o sobie wygórowane zdanie, czy coś...
Luźnym, acz spiesznym krokiem wszedł do banku, skinął głową swojemu współpracownikowi, który poniekąd sprawował nad nim pieczęć, a potem obojętnie przeszedł obok stołu ochroniarza. Jego obecność, czy nieobecność jakoś nigdy zbytnio go nie frasowała. Choć musiał przyznać, że w razie napadu mięso armatnie może okazać się przydatne. Czasami, raczej z rzadka, gdy wybitnie nie miał się czym zająć zamienił nawet słowo, czy dwa z tym człowiekiem. Swoją drogą już wcześniej kojarzył tego człowieka z rancza. Wróćmy jednak do Daniela...
Po zajęciu swego stanowiska pracy wyjrzał za okno i... doszedł do wniosku, że chyba - a raczej na pewno - wyjdzie dziś wcześniej. Znowu.
I tak też zrobił. Gdy tylko uporał się ze wszystkim co miał do zrobienia - a było tego niewiele - opuścił budynek i ruszył w sobie tylko znanym kierunku.
[zt]


_________________

Zobacz profil autora

36 Re: Bank Old Whiskey on Nie Sty 27, 2013 11:04 am

Po spędzeniu wieczoru w saloonie, Michael przekimał się w swoim ciasnym, wynajętym mieszkanku. W sumie kilka godzin snu wystarczyło, aby wyparował z niego cały alkohol (i dobry nastrój). Pozostał tylko niemiły ból głowy, ale Storm starał się go ignorować. Czas zacząć pracę i czas zacząć ją porządnie.
Z przylepionym do twarzy uśmiechem (trzeba wszak wydawać się osobą sympatyczną i profesjonalną) wszedł do odnalezionego wreszcie budynku banku.
Zapoznał się z szefem i kasjerami. Z satysfakcją usłyszał, że szczęście mu sprzyjało-niedawno odszedł poprzedni ochroniarz, więc etat zwolnił się w sam raz na jego przyjazd. Bank, paradoksalnie, wydawał się dość spokojnym miejscem-podobno był tu jeden napad, ale herszta bandytów już dawno zastrzelono. Od tego czasu panowała tu pokojowa atmosfera.
To dość odpowiadało Michaelowi, który pracę traktował jako konieczny sposób na utrzymanie się, a prawdziwej adrenaliny szukał przeglądając listy gończe i słuchając plotek o wioskach Indian.
Przedstawił rachunek za karabin-swoją broń służbową, a po dopełnieniu wszystkich formalności zajął się pracą.
Usiadł na krześle przy oknie, ustawił broń na widoku i obserwował senną okolicę.
Tak, zmagając się z bólem głowy, przesiedział kilka godzin, aż do późnego popołudnia. Z ulgą skończył pierwszy dzień pracy, pożegnał się ze wszystkimi i ruszył dalej zwiedzać miasto.

/zt


_________________

Zobacz profil autora

37 Re: Bank Old Whiskey on Wto Sty 29, 2013 1:05 pm

Michael wpadł do pracy mocno podłamany rozmową z Audrey i bardzo zniecierpliwiony. Kolejne kilka godzin patrzenia się w okno i rozglądania po wnętrzu, a tymczasem czekała go rozmowa z szeryfem...!
I herbata z Fioną, o cholera.
Pięknie, teraz, kiedy chciał się schlać albo iść do szeryfa, będzie musiał poświęcić popołudnie jakiejś herbatce.
Skwaszony usiadł na krześle przy oknie i rozpoczął patrolowanie, usiłując zająć swoje myśli czymś innym niż oskalpowany Henry.
Bezskutecznie.

/zt


_________________

Zobacz profil autora

38 Re: Bank Old Whiskey on Sro Sty 30, 2013 6:05 pm

Dla Małego Johna zabranie połowy nagrody, która podarował Amarancie było niemalże porównywalne do krzyknięcia na nią. Ośmieliłby się porównać to do wymierzenia jej policzka, ale wtedy chyba by nie wytrzymał ze swoimi myślami i zwariowałby biedaczek. Przekroczył próg banku w zastanowieniu, nie będąc do końca przekonanym czy powinien to w ogóle robić. Grzywna jednak wisiała, a jeżeli chciał zapewnić dobry byt swojej kobiecie – musiał zaryzykować i pracować dwa razy ciężej. Słyszał o szykującej się nagonce na dobitkach gangu Whittmore’a, jednak nie zamierzał się w to pakować. Nawet za cenę 1000 dolarów. Zakaz posiadania broni palnej wisiał nad nim pod realną groźbą, więc ni mógł na to sobie pozwolić.
I już wcale nie chodziło o to, że mógłby stracić przy tym życie! O nie, nie o to tutaj wcale chodziło. O to najmniej się w sumie obawiał, przygotowany na taką ewentualność – zabezpieczając się spisanym koślawo testamentem. Własciwie nie miał co tam spisywać, ale nieważne.
Sęk w tym, że wszedł do banku i udał się do jednego z okienek, gdzie kryjąc się pod nieprzychylnymi spojrzeniami wpłacił grzywnę. Dwa ostatnie dni i zatrzasnęłyby się za nim kratki celi. Kobieta zmierzyła go, ale nie powiedziała nic tylko przyjęła pieniądze i pozwoliła mu odejść.

500 $ - czyli połowa za schwytanie Santosa poszła na karę.

zt


_________________

Zobacz profil autora

39 Re: Bank Old Whiskey on Czw Sty 31, 2013 9:34 pm

Zoja wpadła do banku, bo w końcu otrząsnęła się trochę z żałoby i pomyślała, że spłaci ojcu żałobne sukienki, które dla niej kupił. Pewnie będzie mu teraz ciężko samemu, ale jedna z jej starszych sióstr wróciła na stałe do domu z mężem i dzieckiem, więc zawsze ojciec będzie miał towarzystwo.. I pewnie będzie zły, że córka oddaje mu pieniądze, ale Zoi było aż głupio.
Podeszła więc do bankiera i uśmiechnęła się do meżczyzny odruchowo. Ze względu na wcześniejsze niewesołe myśli jej uśmiech był dość smutny.
- Dzień dobry, chciałabym wpłacić 20 dolarów na konto Edwarda Lynch w banku w Phoenix.


_________________

Zobacz profil autora http://www.facebook.com/kokocinska.foto

40 Re: Bank Old Whiskey on Czw Sty 31, 2013 10:04 pm

To niesamowite jak wiele ludzi potrafiło przewalić się przez bank w ciągu dnia. I to w takiej mieścinie jak Old Whiskey! Co działoby się w takim razie w Nowym Jorku? Cóż, na razie Daniel mógł jedynie spekulować, ale miał nadzieję przekonać się kiedyś na własnej skórze. Tak, gdy skończy nauki tutaj na pewno opuści miasto.
Nie, stop. Należy chyba ostudzić nieco ten zapał. Jak ma zrobić karierę w Nowym Jorku, skoro Roisin zapewne nigdy nie zgodzi się opuścić Old Whiskey? Pal licho Roisin! On się stanie dziedzicem całego tego rancza! I za co? Czemu musi być spokrewniony z tymi ludźmi? Nic do was, drodzy Quinally! Danielowi po prostu odrobinkę nie na rękę, że zostanie uziemiony w tym mieście. Ale poza tym ich kocha. Podobno pewne stare indiańskie przysłowie mówi, że im bardziej kogoś kochasz, tym bardziej chcesz go zabić. Więc Daniel musiał bardzo kochać rodzinę.
Tak czy owak z tych ponurych myśli wyrwała go kobieta. Uniósł na nią wzrok i uśmiechnął się lekko na powitanie. Tak, Daniel stanowczo miał słabość do pięknych kobiet. I to na tyle, by zmartwił go uśmiech, który wydał mu się smutny!
- Dzień dobry. Mhm, rozumiem, chwileczkę... - pogrzebał w stercie papierów, ułożonych w kupce na miejscu jego pracy. - Czy mogę poznać imię pani, panienki? - zagadnął nie przestając szukać. - Oczywiście nie pytam z pobudek osobistych - dodał szybko na swoje usprawiedliwienie. - Po prostu będzie panienka musiała... - w tej chwili odnalazł poszukiwaną kartkę i podsunął ją Zoi - tu podpisać.


_________________

Zobacz profil autora

41 Re: Bank Old Whiskey on Czw Sty 31, 2013 10:12 pm

Ha, to po co ma mówić jak ma na imię jak ma sama podpisać? Co on będzie sprawdzał czy pisać umie? Zoja była wykształcona, pisać umiała i po łacinie!
- Zoja Lynch. - odpowiedziała jednak odruchowo, zanim zdążyła pomyślec o tym, że przecież taka informacja zapewne jest Danielowi niepotrzebna.
Pielęgniarka pogrzebała w swojej torebeczce i wyciągnęła z niej swoje pióro. Na szczęście w tych czasach w takich miejscach jak bank stały kałamarze, więc podpisała się bez problemu.
- Proszę. - odsunęła po stole kartkę do bankiera. Później poszukała w torebce pieniędzy i spojrzała na mężczyznę wyczekująco. - Jaka będzie łączna opłata?
Jak tak sobie patrzyła na Daniela to znów przyszło jej na myśl, że przecież coś tam sobie myślała o mężczyźnie, by dzielić z nim życie.. Hmm.. tylko jakoś kandydaci jej nie odpowiadali ostatnio. A może to z nią coś nie tak? Dopiero po chwili zorientowała się, że uporczywie wpatruje się w bankiera ze zmarszczonymi brwiami.


_________________

Zobacz profil autora http://www.facebook.com/kokocinska.foto

42 Re: Bank Old Whiskey on Czw Sty 31, 2013 10:23 pm

Oczywiście, że jest mu potrzebna, by wpisać ją w... dajmy na to statystyki banku, o! Przynajmniej tak zamierzał się wytłumaczyć w razie gdyby Zoja zamierzała dopytywać po co mu ta informacja.
Daniel uprzejmie odebrał od niej dokument i położył na kupce po drugiej stronie biurka.
- To będzie... 20,45$ - odparł.
Gdy ponownie uniósł wzrok na kobietę ta wpatrywała się w niego intensywnie. Mrugnął do niej, ot z czystej ciekawości, jak na taki gest zareaguje. Co było właściwie bardzo głupie z jego strony, ale jak mówiłam - towarzystwo pięknych pań rozprasza uwagę.
- Jakiś problem? - zagadnął ją.


_________________

Zobacz profil autora

43 Re: Bank Old Whiskey on Czw Sty 31, 2013 10:27 pm

- Uhmm.. przepraszam, ile? Nie dosłyszałam pana. - spłoszyła się wyraźnie, gdy Daniel zapytał o "jakiś problem". Przez to zamyślenie wyjdzie na idiotkę! Albo że się wpatruje w niego jak ciele w malowane wrota! Jakby taki ładny był! No, prawdę mówiąc był, ale nie o tym wtedy myślała. - Przepraszam, zamyśliłam się.. - powtórzyła raz jeszcze. Zaczęła pośpiesznie grzebać w małej, skórzanej portmonetce mimo, że nie znała kwoty.


_________________

Zobacz profil autora http://www.facebook.com/kokocinska.foto

44 Re: Bank Old Whiskey on Czw Sty 31, 2013 10:33 pm

Wtem do banku wszedł jakis mężczyzna. Ot, nie wyróżniał się niczym szczególnym. Jego strój nie wskazywał na to, by był osobnikiem wybitnie majętnym, ale nie był również odziany w łachmany. Z twarzy też raczej przeciętniak. No, zresztą, co miałby robić żebrak w banku, prócz wydojenia od zgromadzonych jakichś groszy?
Rozejrzał się po pomieszczeniu i swobodnym krokiem podszedł do panny Lynch. To znaczy, naturalnie, stanął w kolejce do okienka, przy którym stała kobieta. A gdy juz stanął, nieco zbyt blisko, jak na zwyczajne oczekiwanie w kolejce, to Zoja mogła usłyszeć, że coś do niej mówi. Cicho, cichutko, tak, że głównie pielęgniarka mogło to słyszeć.
- Walę sobie konia!

Zobacz profil autora

45 Re: Bank Old Whiskey on Czw Sty 31, 2013 10:43 pm

Zoja najpierw nie zwróciła uwagi na wchodzącego, choć obróciła głowę w jego stronę z czystej ciekawości, by zobaczyć czy to nie jest ktoś kogo zna. Wtedy mogłaby się przywitać.. ale nie, nie znała tego człowieka. Może gdzieś go kiedyś widziała, jednak nie leczyła go ani nie miała z nim żadnego kontaktu. Odwróciła więc znów wzrok na bankiera i czekała na powtórzenie kwoty, jaką ma zapłacić gdy nagle usłyszała ten szept do ucha. Jako, że sama była przewrażliwiona przez zdarzenia z niedalekiej przeszłości.. najpierw niewinnie pomyślała o przemocy wobec zwierząt, ale później.. wizja tego, co ten człowiek robi wykrzywiła jej twarz w grymasie przerażenia i obrzydzenia i Zoja spanikowana odskoczyła w bok, tak by znaleźć się przodem do 'napastnika' i odruchowo cofnęła się kilka kroków.


_________________

Zobacz profil autora http://www.facebook.com/kokocinska.foto

46 Re: Bank Old Whiskey on Czw Sty 31, 2013 10:46 pm

- Dwadzieścia dolarów i czterdzieści pięć centów - powtórzył uprzejmie.
Och, widać ona też była rozkojarzona. Choć Daniel nie podejrzewał nawet, że mógł istnieć inny powód, dla którego Zoja była tak zamyślona, niż jego cudowna twarz. I cudowna koszula i cudowny krawat i cud jego istnienia w ogóle. Ale nie żeby był jakimś narcyzem, czy coś!
Zastukał palcami o drewniany blat swojego biurka i rzucił okiem na mężczyznę, który stanął w kolejce. Potem znów skoncentrował swój wzrok na Zoi. Swoją drogą, czy ten facet nie stał odrobinę za blisko niej?
No, nie jego sprawa. Dopóki jej to nie przeszkadza...
Najwyraźniej jednak przeszkadzało, bo odskoczyła od niego jak oparzona. Zmarszczył brwi, patrząc najpierw na nią, potem na mężczyznę.
- Przepraszam, czy mają państwo jakiś problem?
I gdzie do cholery jest ten przeklęty ochroniarz, kiedy go potrzeba?
- Panno Lynch? - spojrzał na kobietę.
Jeśli dojdzie do mordobicia to oczywiście jemu się dostanie, bo facet był jednak większym dryblasem od Daniela. Oczywiście. Zawsze jego pech. I gdzie są inni bankierzy? Czemu mają przerwę kiedy on pracuje?! Dobra, tak się z nimi dogadał, ale mimo wszystko!


_________________

Zobacz profil autora

47 Re: Bank Old Whiskey on Czw Sty 31, 2013 11:07 pm

- Ależ skąd - odparł mężczyzna najspokojniej na świecie, przenosząc wzrok na bankiera. Nie, wbrew pozorom nie miał wypisane na czole "zboczeniec" i wyglądał na całkiem przyjemnego typa.
- Panienka się może źle czuje? - zagaił wręcz z troską w głosie, dopiero teraz spoglądając na przerażoną twarz panny Lynch.
Oj tam znowu mordobicia, nie może porządny człowiek załatwić sprawy w banku?! Z pewnością mój bohater by się oburzył na takie podłe insynuacje, jakoby miał wszczynać bójki.
- Bo ja panienkę mogę odprowadzić - zaoferował nawet usłużnie, posyłając jej życzliwy uśmiech.

Zobacz profil autora

48 Re: Bank Old Whiskey on Czw Sty 31, 2013 11:27 pm

Tak, oczywiście, że to nie jest narcyzm. W najmniejszym stopniu. Ciekawe czy Daniel ma przy sobie podręczne lusterko? No, to jednak trzeba zostawić na później, bo obrzydzenie Zoi sięgało zenitu. A jej bujna wyobraźnia nie pomagała.
- Ten pan.. on.. powiedział mi ohydną rzecz do ucha! - i o mało co wskazała na niego palcem, jednak dobre wychowanie zwyciężyło.
Zoja rozejrzała się i faktycznie, nikogo oprócz Daniela naokoło nie było, a to nie był dobry znak. Sama pielęgniarka raczej do najsilniejszych nie należała, a poza tym na pewno by nie pomogła.
- Czuję się bardzo dobrze i proszę trzymać się ode mnie z daleka! - spanikowała, cofając się znów, aż oparła się o ścianę. Jeszcze brakowało, żeby wyciągnęła krucyfiks i odganiała się nim jak pochodnią.
Spojrzała się błagalnie na Daniela, bo sama nie miała pojęcia co mogłaby zrobić, a chciała się pozbyć tego człowieka i jak najszybciej stąd oddalić, a miała jeszcze sprawę do wyjaśnienia!


_________________

Zobacz profil autora http://www.facebook.com/kokocinska.foto

49 Re: Bank Old Whiskey on Czw Sty 31, 2013 11:51 pm

Lusterka nie miał, ale na pewno niedługo sobie sprawi! Na razie musiał zadowolić się szybą, która w późniejszych godzinach, gdy zapalił już świecę, odbijała jego odbicie. 
W tym momencie Daniel komplenie zgłupiał. Czy to kobiecie odbiło, czy mężczyzna, który wyglądał na uprzejmego i dobrze wychowanego człowieka faktycznie szepnął jej kilka nieprzyzwoitych słów? W sumie to nic dziwnego - przy jej urodzie, hehe. 
Jednak tak jak wspominałam wcześniej pan Harrison miał słabość do pięknych pań. Do panów raczej niebardzo. Ale nie chciał też odstraszyć potencjalnego klienta. Wszak to on profitował z ilości klientów. 
Odchrząknął więc, a widząc błagalne spojrzenie Zoi poczuł się zobowiązany chronić tę piękną damę i sam wyciągnął krucyfiks, hehe. Nie no, postanowił pomóc na ile mógł, nie tracąc klienta. Grunt to nie robić scen!  
- Cóż... Bądź co bądź teraz kolej jest tej pani, więc niech pan cofnie się o kilka kroków. Wszak nie chcemy żadnych nieprzyjemności, prawda? - tu zrobił przerwę, oczekując na aprobatę tej dwójki. - Panno Lynch - wskazał na miejsce przy swej ladzie, gdzie jeszcze chwilę temu stała Zoja.   


_________________

Zobacz profil autora

50 Re: Bank Old Whiskey on Pią Lut 01, 2013 12:03 am

Mężczyzna posłał Danielowi spojrzenie mówiące mniej więcej tyle co: "ta panienka musi mieć nierówno pod sufitem, że mówi takie rzeczy!", robiąc przy tym tak niewinną i neutralną minę, że naprawdę ciężko było posądzić go o jakiekolwiek nagabywanie.
- Naturalnie, panienko, nie śmiałbym zakłócać panienki spokoju! - zarzekł się po jej, dość histerycznych, słowach.
Potem popatrzył na bankiera, który wyraźnie został nieźle skołowany. Hehehe. Cóż za zabawna historia. Odchrząknął i pokiwał skwapliwie głową, cofając się o dwa kroki, by pielęgniarka mogła spokojnie wrócić na stanowisko przy ladzie. Pytanie tylko, czy faktycznie zaniechał dziwnego zachowania, czy czekał na stosowny moment?...

Zobacz profil autora

Sponsored content


Powrót do góry  Wiadomość [Strona 2 z 9]

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach