Forum RPG


You are not connected. Please login or register

Plac

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 14 ... 24  Next

Go down  Wiadomość [Strona 4 z 24]

76 Re: Plac on Wto Mar 19, 2013 9:18 pm

Gość


Gość
Tomas ujął staruszkę pod rękę i ruszył z nią przez plac. W drugiej ręce trzymał zaś wodze swego wiernego rumaka. Gdy wyszli poza plac, ucałował elegancko pomarszczoną dłoń starszej pani, podziękował za miły spacer i wskoczył na grzbiet karego by odjechać. Staruszka mogła już bezpiecznie trafić do domu.

zt

77 Re: Plac on Wto Mar 19, 2013 9:30 pm

Ach, co za miły młody człowiek! Niewielu takich się spotyka w dzisiejszych czasach. Usatysfakcjonowana, rzuciła pijaczynie groźne spojrzenie.
- Dziękuję, szeryfie. Takich właśnie obrońców, co to potrafią szumowinę rozpoznać, potrzebuje to miasto. - Uśmiechnęła się ciepło do swojego wybawiciela. - Samotny spacer zdecydowanie nie służy moim skołatanym nerwom. - Pokręciła głową. Chwyciła oferowane jej ramię i podążyła z panem Thomasem. Gdy przy pożegnaniu pocałował jej rękę, westchnęła i, mało brakowało, a oblała by się rumieńcem. - Jak i z pana dżentelmen! - powiedziała. - Wszystkiego dobrego! - zawołała na pożegnanie i udała się do domu. Po tej przygodzie zasłużyła na szklaneczkę brandy. Musi kiedyś zaprosić go na ciasto w podziękowaniu za ratunek!

/zt


_________________



W torebce: modlitewnik, Biblia, różaniec, chusteczka, kilka herbatników.

Zobacz profil autora

78 Re: Plac on Nie Mar 24, 2013 6:53 pm

W związku z tym, że w domu nikt nie chciał się z nią bawić, Rosie postanowiła, że wybędzie sobie w miasto, a co! Wzięła swoją skakankę i w podskokach ruszyła gdzieś, gdzie będzie mogła poskakać. Plac był pierwszym miejscem, do którego zawitała i, omijając ludzi, którzy ciągle tędy przechodzili, wydał jej się idealny! Rozwinęła linkę, złapała w dłonie oba jego końce i zaczęła skakać. Nogi jej się plątały, a to, że był jeszcze nieco krzywe, wcale jej nie pomagało!
Jednak w końcu udało jej się wykonać dwa pełne obroty. Teraz robiła to nieco wolniej.
- Szedł chłop... - tutaj wykonała skok. - zrobił krok - kolejny skok, tym razem nieudany.
- Szła baba... zrobiła żaba...
Kolejny skok, nieco ślamazarny. Z wywiniętym na wierzch językiem wszystko jest możliwe.
- Szedł synek...
Tym razem skok wyszedł tak beznadziejnie, że skakanka zaplątała jej się między nogi i dziewczynka upadła! Dzięki Bogu nie zaczęła płakać! Ale jakoś musiała się w końcu podnieść!


_________________


Zobacz profil autora

79 Re: Plac on Nie Mar 24, 2013 7:05 pm

Audrey z błogim uśmiechem na ustach, błąkała się po mieście, w zasadzie to nie wiedząc co ze sobą zrobić. A nuż uda się jej przez przypadek spotkać Benjamina i choć przez chwilę na niego popatrzeć? Dziewczę na to liczyło, chociaż oczywiście głośno się do tego nigdy by nie przyznało! Myśli jednak wciąż krążyły wokół przystojnego mężczyzny, który wyraźnie zawrócił dziewczynie w głowie. Audrey już się nie strofowała. Stwierdziła, że to co w niej siedzi, niekoniecznie musi wyjść na światło dziennie, toteż jedno myślała, drugie robić postanowiła. Chociaż jedna rzecz w tym wszystkim się jej nie podobała. Nie chciało się jej o niczym pisać! A to było złe!
- Szedł synek, zrobił młynek.
Audrey dokończyła słowa Rosemary, która wyłożyła się jak długa, o kilka zaledwie metrów od niej. Nastolatka spojrzała z rozbawieniem na dziewczynkę i parsknęła śmiechem. W końcu taki widok był dość śmieszny, a Audrey nigdy sobie nie odmawiała wesołego śmiechu. Nie ważne, czy był to dorosły, czy dziecko. Aż wspomnieć można o wywinięciu orła przez miejscowego szewca! Audrey jednak i tym razem nie pozostała biernym obserwatorem. Szybkim krokiem podeszła do dziewczynki i nachyliła się, by pomóc jej wstać.


_________________





Zobacz profil autora

80 Re: Plac on Nie Mar 24, 2013 7:21 pm

Podniosła do góry nos z wielką ochotą łapiąc dobrą samarytankę za rękę. Podniosła się i otrzepała kolana.
- Dziękuję! - uśmiechnęła się nieśmiało.
Policzki dziewczynki zaróżowiły się nieco pod wpływem obecności tej dobrej kobiety. W końcu nie na co dzień pomaga się dzieciakom, które przez swoją nieuwagę potknęły się o skakankę. A jeśli się pomaga, to tylko z litości. A ta pani się tak miło uśmiechała!
Teraz to nie wiedziała, co ma robić! Bo w sumie teraz tak stały. rosie patrzyła na nią z dołu próbując przypomnieć sobie jej twarz, ale... nie, nie znała jej.
- A ja pani nie znam - odpowiedziała cicho.


_________________


Zobacz profil autora

81 Re: Plac on Nie Mar 24, 2013 7:30 pm

Audrey pomogła dziewczynce wstać i wyplątać się z więzów złośliwej skakanki, która niechybnie czaiła się na nogi Rozalki już od wyjścia z domu. Nastolatka cieszyła się, że nie ma przed sobą dziecka do beks należącego, bo prędzej ominęłaby go szerokim łukiem niż zdecydowała się na pomoc. Ohh jak Audrey nie lubiła małych dzieci! Całe szczęście, że dziewczynka stojąca przed nią, była już dość duża i nie wyglądała na kogoś, kto rozpacza z byle powodu. Jaka był wtedy Audrey, to już z pamięci jej dawno uleciało. Wiadomym było jednak, że za skakanki to Ona się chwytać nie lubiła. Kończyła zwykle podobnie co Rosemary dziś.
- Nie ma za co. A ja Cię znam!
Audrey zaśmiała się, słysząc jak dziewczynka zwraca się do niej 'Pani'. Dłonie na biodrach opierając, pokręciła głową i dłuższą chwilę wyraźnie miała z tego niezły ubaw. Co z tymi ludźmi? Dorośli mają ją za dziecko, dzieci za dorosłą. Audrey już się gubiła.
- Jesteś krewną Quinallych, prawda?


_________________





Zobacz profil autora

82 Re: Plac on Nie Mar 24, 2013 7:46 pm

Rosie zebrała z ziemi skakankę, ale tym razem złożyła ją na dwie części i mocno chwyciła, żeby skakanka nie rzuciła się na jej niewinne stópki! Zakołysała się lekko na boki przypatrując się z zaciekawieniem dziewczynie. Każda osoba, która była znacząco wyższa od Rose, byłą dorosła! Nieważne czy ten ktoś miał 60 czy 16 lat! Z resztą, dla takiej mrówki jaką była Rosie, wszystko wydawało się ogromne!
- Zna mnie pani? - otworzyła szeroko usta.
Od razu przyszło jej na myśl, że Audrey mogła ją widzieć, kiedy jechała ostatnio na swoim kucyku do domku na drzewie! A co, jeśli ją śledziła aż do domku i znała jego położenie? Co będzie?!
- Tak, ciocia Patty to moja ciocia! - odpowiedziała z brakiem jakiegokolwiek sensu. - A wujek Robert to mój wujek! I jeszcze jest Biddy. Biddy to moja starsza siostra!


_________________


Zobacz profil autora

83 Re: Plac on Nie Mar 24, 2013 9:45 pm

Danielle musiała zrobić zakupy. Postanowiła, że skoro obiecała to ugotuje ten obiad. Potrzebowała do tego jednak zaopatrzyć się w parę niezbędnych artykułów. Nie wiedziała, czy na gospodarstwie kawalera znajdzie wszystko co niezbędne.
Szła sobie przez główny plac i w głowie powtarzała listę zakupów. Cały czas targały nią również wątpliwości, ale starła się je ignorować. Będzie się trzymała podjętych decyzji nawet jeżeli napawają ją strachem.


_________________

 

Zobacz profil autora

84 Re: Plac on Nie Mar 24, 2013 10:03 pm

Przejażdżka konna zdecydowanie poprawiła mu humor. Co prawda po skręcie z opium nadal czuł, że jego zmysły są lekko przytępione, ale nie robiło mu to większej różnicy. Zastanawiał się, czy jak teraz zaleje się w trupa, to w ogóle się obudzi, ale i to nie mogło mu spędzić snu z powiek, więc postanowił skoczyć do saloonu i, jak to zwykle robił, upić się przy barze. I jeszcze mu za to płacili!
Przejeżdżając przez plac dostrzegł samotnie idącą młodą dziewczynę. Uśmiechnął się do siebie i względnie zgrabnie zeskoczył z konia. Zrównał się z nią, ale pozostał w pewnej odległości, by od razu dziewczątka nie spłoszyć. Gdyby miał kapelusz, właśnie by go zdjął.
- Dzień dobry, panienko! - powiedział uprzejmie i ukłonił się nisko, jak to on, niemal teatralnie. - Gdzie też panienka tak się spieszy? - zapytał przyjaznym głosem.


_________________



Zobacz profil autora

85 Re: Plac on Nie Mar 24, 2013 10:17 pm

Nie no znowu facet. Co za miasteczko? Odkąd się tutaj pojawiła, to nie spotkała jeszcze ani jednej kobiety, za to samych facetów. Wiedziała, że jej twarz lubi przyciągać różne dziwne typy, ot choćby jak ten, który się właśnie do niej szczerzył. Ciekawe czy gdyby miała paskudna szramę na buzi, zeza i mysi kolor włosów, to też byliby tacy chętni do poznawania jej.
Danielle rozejrzała się za ewentualnymi drogami ucieczki, gdyby niespodziewanie musiała zmienić miejsce pobytu w związku z kłaniającym się właśnie mężczyzną.\
- Dzień dobry.- odparła spokojnie, ale dłonie się jej zacisnęły na spódnicy. Co go to interesuje gdzie ona idzie? Rzuciła mężczyźnie podejrzliwe spojrzenie, ale odpowiedziała.- Wybieram się na zakupy. Czy on jest pijany?


_________________

 

Zobacz profil autora

86 Re: Plac on Nie Mar 24, 2013 10:37 pm

Był co najwyżej lekko podchmielony, ale na pewno nie był już pijany. Od ostatniej szklaneczki whiskey minęło wystarczająco dużo czasu, by wytrzeźwiał. Co nie zmieniało faktu, że alkohol można było od niego wyczuć.
- Ależ proszę się mnie nie obawiać, jestem niegroźny! - zapewnił, widząc zaniepokojenie dziewczyny. - To służąca nie chodzi za panienkę po zakupy? - zapytał. - Panienka taka śliczna i delikatna, nie można nadwyrężać takich pięknych nóżek. - Przyciągnął do siebie marudzącego na wolne tempo ogiera. - A może podwieźć panienkę na targ i potem do domu? - Uśmiechnął się i wskazał głową prowadzonego konia. - Proszę pozwolić sobie pomóc! - w tym właśnie momencie przypomniał sobie własną obietnicę. Ale przecież pomoc ślicznej panience to zupełnie inna historia, niż jakiemuś gówniarzowi, którego łaskawie pozostawił przy życiu.


_________________



Zobacz profil autora

87 Re: Plac on Nie Mar 24, 2013 10:51 pm

Danielle instynktownie zrobiła trzy kroki do tyłu. Już ona znała tych czarusi i ich gładką gadkę. Niby podwiozę, niby pomogę a potem wiadomo o co im wszystkim chodzi. Niedoczekanie! Ona nie da się nabrać na te słodkie słówka. Nie jest pierwszą naiwną debiutantką by uwierzyć nietrzeźwemu mężczyźnie w jego niby dobre intencje. Chyba naprawdę nie liczył na to, że ona wsiądzie z nim na konia. Pomijając już nawet fakt, że nie potrafiła się w siodle utrzymać. Marzenia ściętej głowy.
-Nie mam służącej.- chociaż może powinna kłamać, że zaraz nadejdzie. Teraz już było za późno.- Dziękuję panu za uprzejmą propozycję, ale dam sobie radę z zakupami sama.


_________________

 

Zobacz profil autora

88 Re: Plac on Nie Mar 24, 2013 11:28 pm

Trevor szedł ulicą, ubrany całkiem zwyczajnie, nikt nie podejrzewałby, że może pracować w cyrku, raczej w stajni, czy na ranczu. Jedynym niepasującym elementem do kowbojskiego ubioru był jego nieodłączny kapelusz. Na jego twarzy malowało się zdenerwowanie.
Ta cholerna bestia szalała w miasteczku, albo gdzieś na obrzeżach, a on nie może nic zrobić. Nie ma pojęcia gdzie szukać. A bezradność była tym większa, że ginęły bliskie osoby. Kurt, pan Fu... Kto jeszcze miał wpaść w zęby Aresa?
Wtem na środku placu zauważył znajomą twarz. To śliczna panienka Audrey rozmawiająca z jakąś dziewczynką. Możliwe, że ją wcześniej widział, ale niestety w cyrku przewija się codziennie tyle dzieci, że nie sposób wszystkich zapamiętać.
Wyjął ręce z kieszeni i z wymuszonym uśmiechem podszedł do dziewcząt.
-Witaj, pani dziennikarko i ty młoda damo.-ściągnął kapelusz, po czym wbił swój wzrok w Audrey.-Czy ja mogę cię prosić na słówko?
Zilder kazał nic nie mówić, ale nie wybaczyłby sobie, gdyby ofiarą Aresa miałaby się stać niewinna dziewczyna. Chyba nie mógłby sobie spojrzeć w oczy.


_________________

Zobacz profil autora

89 Re: Plac on Nie Mar 24, 2013 11:42 pm

Audrey jeszcze szerzej się uśmiechnęła, widząc zdziwienie na twarzy dziewczynki i prostując się, by wyglądać na jeszcze wyższą. Tu miała i tak ułatwione zadanie, bo koczek, który zwykle sobie robiła, optycznie dokładał jej kilka centymetrów więcej. A mała Rose niech się stara, by zadzierać główkę do góry i spoglądać na dziennikarkę amatorkę. O! Ciekawe czy mała byłaby zainteresowana zajęciem Audrey! Już dawno się nikomu nim nie chwaliła, więc może czas najwyższy?
- Twoja siostra jest twoją siostrą?
Audrey nie wytrzymała i parsknęła śmiechem, usta dłonią zakrywając. Ona na pewno nie była taka głupiutka w tym samym wieku będąc! Chociaż swój świat na pewno miała i może przez innych tak nazywaną będąc? Audrey machnęła ręką i poprawiła notesik na szyi, który w zasadzie już dawno nie był otwierany.
- Pozdrów wujostwo od Audrey Cameron. Mój tata jest dziennikarzem i ja też wkró... O! Trevor! Dzień dobry! Na słówko? A coś się stało? Wyjeżdżacie już?!
Audrey z chęcią dziewczynce za chwilę opowie o dziennikarstwie, ale mina i słowa Trevora, tak skutecznie ją zaintrygowały, że pozwoliła sobie na odejście z nim o kilka kroków i wbicie ciekawskiego spojrzenia w jego twarz. No, teraz to Ona musiała zadzierać główkę.


_________________





Zobacz profil autora

90 Re: Plac on Nie Mar 24, 2013 11:49 pm

Zdenerwowany Trevor przełknął ślinę, kiedy zrobili kilka kroków w bok. Rozejrzał się wokół, po czym złapał dziewczynę za łokieć i przysunął bliżej siebie, jednocześnie nachylając się do jej ucha.
-Audrey proszę nie wychodź po zmroku z domu i nie opuszczaj obrębu miasteczka....-wziął wdech, zerkając na moment w jej oczy.-Uciekł... Uciekło nam pewne zwierzę. Niebezpieczne. Dwóch ludzi nie żyje, a ja nie mogę skurwiela znaleźć.-być może nie powinien przy dziewczynie przeklinać, ale jego nastrój nie pozwalał na pohamowanie emocji. Położył dłonie na jej ramionach i spojrzał jej w oczy.-Możesz mi to obiecać? Proszę.


_________________

Zobacz profil autora

91 Re: Plac on Pon Mar 25, 2013 11:15 am

Audrey zorientowała się, że sprawa jest poważniejsza niż wyjazd, gdy chłopak zacisnął dłoń na jej ramieniu i konspiracyjnie się do niej przybliżył. To jakiś żart? Pierwsze słowa zaskoczyły dziewczynę, która spojrzała na Trevora, jakby ten był z jakiejś innej bajki. Uciekło im zwierzę? Stefan? Wiedziała! Nie było jednak teraz czasu na tryumfy. Audrey zrobiła się blada, oczy powiększyły bardziej, a usta otwarły w niemym zdziwieniu.
- Ale jak to nie możecie go znaleźć? To Stefan?
Audrey zamiast odpowiedzieć na pytania Trevora, sama swoje wypowiedzieć musiała, kręcąc głową w niedowierzaniu. Dzikie zwierzę na wolności? Nastolatka zerknęła w jeden i drugi bok, jakby bojąc się, że uciekinier pojawi się za rogiem. Jej wzrok spoczął na dziewczynce z którą rozmawiała.
- Ale trzeba ostrzec mieszkańców. Oni nie mogą nie wiedzieć!
Audrey wystraszona myślą, że krewna Quinalych mogłaby paść ofiarą dzikiej bestii, cofnęła się od Trevora i znalazła przy Rosie z powrotem. Popatrzyła na chłopaka wymownie i odezwała się do dziewczynki.
- Zaprosisz mnie na herbatkę?
Trzeba ją stąd zabrać!


_________________





Zobacz profil autora

92 Re: Plac on Pon Mar 25, 2013 12:45 pm

Trevor z lekkim zdezorientowaniem spojrzał się na dziewczynę, gdy ta spytała się czy to Stefan. Ten potulny lew? On by muchy nie skrzywdził!
-Nie, to nie Stefan, nie mogę ci powiedzieć przepraszam.
Zerknął kątem oka na dziewczynkę, po czym znów przeniósł wzrok na Audrey.
-Nie! Nikt nie może wiedzieć. Audrey błagam! W najlepszym wypadku Zilder wyrzuci mnie z pracy, a w najgorszym...-przerwał w pół zdania i spojrzał się na dziewczynę wymownym wzrokiem. Miał przeczucie, że dyrektor nie cofnie się przed swoimi groźbami. Miał nawet dziwne podejrzenie, że to ten porąbaniec wypuścił Aresa, ale niestety nie miał na to dowodów.
-Pokazałabyś mi gdzie maci tutaj sklep z bronią?-spytał cicho, kiedy skierowali się znów ku Rosie. Uśmiechnął się do małej, udając, że nic się nie dzieje.


_________________

Zobacz profil autora

93 Re: Plac on Pon Mar 25, 2013 6:03 pm

Odniósłszy wrażenie, że panienka się go bała, zrezygnował z dalszej rozmowy. Teraz najwyraźniej nie miało to sensu. Może faktycznie wyglądał niezbyt świeżo?
- Jak sobie panienka życzy. - Ukłonił się nisko i omal nie wypuścił z ręki uprzęży, za którą trzymał niesfornego ogiera. - W razie czego, proszę wołać Kirka Kinkaida, a na pewno się zjawię! - zapewnił. Ta młoda dama na pewno mieszkała w tym mieście, gdyby było inaczej, zapewne zwiedzałabym Old Whiskey, a nie szła po zakupy. Mając nadzieję, że przy następnym spotkaniu jakimś dziwnym trafem będzie w lepszej kondycji, pożegnał się uprzejmie, wskoczył na konia i udał się do saloonu. Wypadało w końcu trochę popracować.

/zt


_________________



Zobacz profil autora

94 Re: Plac on Pon Mar 25, 2013 7:33 pm

Rosie grzecznie użyczyła Audrey temu nieznajomemu... ej, chwila! Widząc, że to pan Treser-Małpki-Jeżdżącej-Na-Rowerku od razu postanowiła się nawet jednym słowem nie wtrącać do ich dorosłej rozmowy. W końcu to było bardzo niegrzecznie! Zajęła się więcej znów swoją szaloną skakanką, tym razem skacząc na niej "na sucho" - czyli nie skacząc, tylko przechodząc przez linkę.
Zatrzymała swoje poczynania, kiedy oboje do niej podeszli. Trochę się zarumieniła, bo jednak dwie dorosłe osoby to za dużo! Popatrzyła najpierw na Audrey, a potem na pana tresera.
- Tak! Herbatkę można wypić u mnie w domu! Ciocia ma dobrą herbatkę! - uśmiechnęła się nieśmiało.


_________________


Zobacz profil autora

95 Re: Plac on Pon Mar 25, 2013 8:40 pm

Audrey zrobiła jeszcze bardziej przerażoną minę, gdy Trevor za insynuował, że dyrektor cyrku może posunąć się do czegoś gorszego. A jeśli jej znajomy z cyrku był w niebezpieczeństwie, to tym bardziej dziewczyna nie była w stanie ukryć tych wszystkich informacji. Chłopak wydawał się zastraszony, co na pewno nie będzie sprzyjać odnalezieniu dzikiej tajemniczej bestii. Co Oni tam w tym cyrku jeszcze mieli?
- Rosemary, chcesz iść ze mną pokazać Trevorowi sklep Boba?
Audrey spojrzała na swą małą towarzyszkę i kiwnęła głową, zachęcając ją do zgodzenia się na mały spacer. Nie chciała jej teraz zostawiać ze świadomością, że za każdym rogiem może czaić się dziki uciekinier. Osobiście na pewno nic by nie pomogła, ale przynajmniej będzie miała spokojne sumienie, gdy odprowadzi Rose do domu.
- A potem pójdziemy na herbatkę, co? Ciocia na pewno się ucieszy! Zdradzę Ci inne wyliczanki!
Próbowała wszystkiego, byle tylko dziewczynka się zgodziła. A jak małą odstawi do domu, szybko się z rancza zmyje, by powiedzieć komu trzeba o sytuacji w mieście.
We trójkę udali się więc w stronę sklepu.

zt


_________________





Zobacz profil autora

96 Re: Plac on Sro Mar 27, 2013 12:27 pm

Gość


Gość
Dwóch mężczyzn wjechało na plac główny w miasteczku Old Whiskey. To tutaj gromadziło się zawsze najwięcej mieszkańców owego miasteczka. Kary ogier na którym siedział szeryf prezentował się równie rewelacyjnie jak jego właściciel siedzący w siodle. Gdyby nie jeden fakt. Szeryf był cały ubryzgany krwią. Czego nie można było również wykluczyć u pana Darcy'ego.
-Panie Darcy proszę pokazać łeb sprawcy całego zamieszania w naszym miasteczku. Morderca już nie zabije nikogo z członków naszych rodzin- powiedział głośno i wyraźnie. Nie potrzebował megafonu by ludzie go słyszeli. Szeryf był zawsze w centrum uwagi.
Trzeba stwierdzić, że pan Corneliusz Darcy również prezentował się elegancko na jego izabelowatej klaczy.
Zaraz trzeba będzie odwieźć pana Hunta do lazaretu, ale o to poprosi Corneliusza, a on tymczasem załatwi inne sprawy.

97 Re: Plac on Sro Mar 27, 2013 12:51 pm

Pierwszy raz jechał gdzieś w takim stanie, w dodatku trzymając przy sobie wielki, koci łeb. Obaj mężczyźni wyglądali tak, jakby własnoręcznie rozprawili się z bestią, bez żadnego użycia broni. Gdy szeryf polecił pokazać wszystkim trofeum, Anglik uniósł zdobycz do góry. Prawdę powiedziawszy, był tym zmęczony. Może i wciąż prezentował się elegancko, ale czuł, jak lepi się od krwi. Dzięki bogu, że nie swojej! Jak dobrze, że już po wszystkim.
- Napiszę o panu wspaniały artykuł, panie Slattery - zapowiedział szeryfowi.- Ta historia jest naprawdę warta opisania.


_________________



odznaki:
Zobacz profil autora

98 Re: Plac on Sro Mar 27, 2013 1:00 pm

Na palcu pojawiło się wielu ludzi, dzierżących w dłoniach lampy i latarnie. Okoliczni pijacy wracajacy z saloonu, panie domu goniące dzieci do spania, czy pracownicy tartaku wracający do swoich żon. Wszyscy zatrzymali się widząc nadjeżdżającego szeryfa wraz ze swoimi kompanami. Gdy okazało się, że trójka chojraków wraca z lasu z takim niezwykłym trofeum, rozległ się okrzyk zachwytu i podziwu, wymieszany z pewnym strachem.
Wszak... toż to jakiś potwór był! ani puma, ani kojot... Cóż to, czyj to straszliwy, zakrwawiony łeb?!
Grupka młodych dziewczyn wyjrzały z zaciekawieniem przez barierki balkonu swego domostwa i pisnęły z przerażenia, a potem zaczęły klaskać w swoje drobne dłonie. Widząc tych bohaterów pantalony im same spadały, a suknie same się podwijały.
Trzy panny machały do pana Darcy'ego i szeryfa, zarumienione, chichoczące historycznie.
W końcu na placu pojawiły się też inne kobiety, starsze i młodsze, które nie kryjąc obrzydzenia, jednocześnie nie mogły oderwać wzroku od trofeum bohaterów miasteczka.

Zobacz profil autora http://oldwhiskey.my-rpg.com

99 Re: Plac on Sro Mar 27, 2013 1:03 pm

Julie z wyjątkowo dobrym humorze, niezapominajką przypiętą do sukni, szła w kierunku Targu. Nagle zrobiło się głośno, kobiety zaczęły piszczeć z...uciechy?
Ruszyła za tłumem, bo był to odruch wręcz bezwarunkowy i...
- Oh mon dieu... - wymamrotała słabo, patrząc jak pan Darcy i pan Slattery, cali obryzgani krwią wjeżdżają do miasteczka z głową....czegoś obrzydliwego, nawet nie chciała wiedzieć co to było.
Nie chciała przepychać się przez tłum, bo to by się skończyło albo kontuzją albo rozerwaniem szwów. Przeszła więc nieco dalej, gdzie było mniej osób.
- Powariowali....obaj...


_________________


Zobacz profil autora

100 Re: Plac on Sro Mar 27, 2013 1:11 pm

Gość


Gość
-Od tej pory mieszkańcy nie musicie się bać niczego w lesie poza indianami, a jeśli coś się będzie działo szeryf Slattery zawsze pomoże!- powiedział głośno, ale jego mina zostawała bez wyrazu. Ani się nie uśmiechał, ani też nie chełpił.
-Dobrze panie Darcy. Liczę na pana. Schowaj pan już głowę, dzieci się wystraszą. Proszę też zawieźć tresera do lazaretu. Dziękuję za pomoc w polowaniu- powiedział słowa, ciszej, już tylko skierowane do dziennikarza.
-Proszę konia zostawić pod biurem szeryfa, później go odbiorę- dodał jeszcze, po czym spiął konia łydkami i pojechał do przodu.
W tłumie dostrzegł panią Lacroix więc podjechał w jej kierunku wolno. Nie ujawniał tego co ma w worku.
-Witam piękną panią. Zapewniam, że krew nie należy do mnie. Doprowadzę się do porządku i niebawem przybędę po panią, by zabrać ją na przyjęcie. Ślicznie pani dziś wygląda, jakoś tak promiennie. Musiała pani dobrze spać- powiedział. Wcześniej jednak nim zaczął z nią rozmowę skłonił jej się lekko, tym samym ściągając kapelusz. Nie wypadało bowiem rozmawiać z damą mając zakrytą głowę.

Sponsored content


Powrót do góry  Wiadomość [Strona 4 z 24]

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 14 ... 24  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach