Forum RPG


You are not connected. Please login or register

Plac

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 13 ... 24  Next

Go down  Wiadomość [Strona 3 z 24]

51 Re: Plac on Wto Lut 19, 2013 6:23 pm

Notesik! No właśnie! Idealny pomysł! Audrey uśmiechnęła się tajemniczo, choć z wesołym błyskiem w oku, mając nadzieję, że Lin zapomni o swym pomyśle i będzie mogła ją zaskoczyć małym prezentem. Ahh dlaczego Ona wcześniej nie pomyślała, że należy wręczać innym upominki. Musi to nadrobić, zdecydowanie! Wywoła radość na twarzy tatusia, zaskoczy Franię i w zdumienie wpędzi Benjamina! O! Idealny plan! Pewnie się nikt z nich nie spodziewa, że ta mała cwaniara może zmienić swe snobistyczne nastawienia!
- To jeśli nie pojawisz się u mnie w ciągu kilku dni, to ja bardzo chętnie Cię odwiedzę, tylko powiedz gdzie! Ahhh bardzo się cieszę, że Cię poznałam, wiesz?! Redakcja to biuro gdzie tworzy się gazetę. Na pewno ktoś Ci wskaże drogę, musisz ją zobaczyć i te wszystkie maszyny!
Audrey była bardzo podekscytowana , co uwidaczniało się w jej postawie i uśmiechu. Zaraz zacznie klaskać jak Lin! Trzeba było powiedzieć, że już dawno nie spotkała tak sympatycznej osoby, która roztaczała tak pozytywną aurę i której tak wiele musiała tłumaczyć. Dziewczę zaśmiało się jeszcze i wysłuchawszy wskazówek jak dotrzeć do pracy Lin, musiała się pożegnać. Jak nic tata zauważy jej nieobecność i będzie marudził! Audrey pomachała i pędem pobiegła do domu.

zt


_________________





Zobacz profil autora

52 Re: Plac on Wto Lut 19, 2013 7:25 pm

Lin i tak nie miała pojęcia, gdzie taki notesik można nabyć, więc pewnie nieprędko pofatyguje się, by się w niego zaopatrzyć. Szkoda, że nie wiedziała jaką nagrodę szykuje dla niej Audrey! Wtedy sama przygotowałaby dla niej jakiś upominek. Chyba, że by zapomniała, co w sumie bardzo prawdopodobne. Niemniej miło mi, że Lin wzbudziła w pannie Cameron gotowość do dzielenia się bliźnimi!
- Pewnie! Chętnie je zobaczę! A do mnie możesz wpaść nawet tak, dostaniesz najlepszą herbatę! Znaczy w herbaciarni, każdy Chińczyk wie gdzie to... to znaczy no wiesz, w chińskiej dzielnicy - dodała, na wypadek gdyby Audrey nie załapała. Choć oczywiście nie było w jej słowach cienia złośliwości. Naprawdę zafrasowana była tym wszystkim. Audrey podsyciła po prostu jej głodnego wiedzy ducha, ot co!
Lin odmachała jej, po czym wsunęła karteczkę z zapisanym na niej własnym imieniem do kieszeni. Pochyliła się, ściągnęła buciki i ściskając je w dłoniach puściła się pędem ku jadłodajni Johnny'ego. Było jeszcze trochę za wcześnie, ale nie zamierzała paradować po mieście w deszczu. Najlepiej już tam pójść! Jeszcze wróciłaby do domu i nie zechciałoby jej się z niego wychodzić w tę ulewę!
[zt]


_________________



Zobacz profil autora

53 Re: Plac on Sro Lut 20, 2013 6:31 pm

Trzeba przyznać, że nasza Julie wybrała fatalną porę na spacery. Wciąż lało nieprzerwanie i nie było nawet nadziei na promyczek słońca. Czyżby pogoda zdawała się z nią solidaryzować?
Szła jednak pod tym parasolem, wcale się nie spiesząc. No bo gdzie mogła pójść? Do wdowy, którą musiała się opiekować i patrząc na nią, przypominać sobie o swojej żałosnej egzystencji? Nie.Przyjaciół żądnych nie miała, ba! nawet koleżanki, z którą mogłaby wypić herbatę. Poznała jedynie tego nieokrzesanego typa Willa Bradleya. Też mi coś....
Lepiej jej było tu, nawet jak była zziębnięta i samotna. I tak długo to nie potrwa, tylko wdowa wyzdrowieje...
Dziwnym i przerażającym było, że planowała swoją śmierć tak pieczołowicie, by tym razem nie popełnić błędu, by nikt jej nie odratował...a najlepiej by nikt jej nie odnalazł.
Tak. To będzie niesamowita ulga.


_________________


Zobacz profil autora

54 Re: Plac on Sro Lut 20, 2013 7:53 pm

"Ciągle pada... Jak wspaniale! Niemal jak w domu... Niestety to szczęście pewnie szybko się skończy... O kałuże! Wreszcie! Skik skik... i na kałużę! Niestety... za stary na to jestem..." - rozmyślał Edward krocząc wśród deszczu. Brak parasola? kto by się tym przejmował! Był przyzwyczajony do takiej pogody bardziej niż do ciągłych upałów. Chłopak zobaczył kobietę pod parasolem.
- To całkiem nie tak! Z takiego dnia nie można cieszyć się pod tą klatką! - powiedział przechodząc obok i przyjaźnie się uśmiechając.

Zobacz profil autora

55 Re: Plac on Sro Lut 20, 2013 8:02 pm

Cóż. Zapewne normalna kobieta poddałaby się temu czarowi, ze śmiechem złożyła parasolkę i biegała z nim po deszczu. Była to jednak Julie Lacroix. Chłodna, dystyngowana i sztywna jak kij w...nieważne.
- Z pewnością...gdybym chciała umrzeć na zapalenie płuc, to bym też tak "celebrowała chwilę" - powiedziała chłodno z delikatnym francuskim akcentem, patrząc jak nieznajomy wariat przemaka do suchej nitki.
- Życie Pani niemiłe? - strząsnęła nieco parasol
Kolejny zakichany optymista, cieszący się z byle głupot. Czemu ją to tak drażniło? Zazdrościła mu ?


_________________


Zobacz profil autora

56 Re: Plac on Sro Lut 20, 2013 8:09 pm

Edward zatrzymał się.
- Zapalenie płuc? No tak... To jest jakiś powód, by nie cieszyć się z deszczu. Może ja też powinienem nieco się uspokoić... Bardzo Panią przepraszam za tę zaczepkę. Po prostu odkąd przybyłem do Ameryki mam tak mało powodów do radości, a ten deszcz... Przypomniał mi czasy gdy wszystko było prostsze. Naprawdę, jeszcze raz przepraszam za tę zaczepkę. - powiedział chłopak mając nadzieję na przyjęcie przeprosin przez nieznajomą.
"Zapalenie płuc... no tak... to faktycznie nie najciekawsza wizja... z drugiej jednak strony... Deszcz zawsze mi służył! To jeden z powodów tej mojej nostalgii... chyba... a może i nie? Kto to wie..."

Zobacz profil autora

57 Re: Plac on Sro Lut 20, 2013 8:25 pm

Och no cóż. W odróżnieniu od Willa ten tutaj był dżentelmenem i umiał się zachować w przypadku gafy.
- Przeprosiny przyjęte - powiedziała mimo to wciąż chłodno. Najwyraźniej taki miała styl bycia
- Jest Pan imigrantem? - zapytała zaciekawiona. Może ktoś z Europy? To byłby wspaniałe. A jak byłby Francuz to już w ogóle by mu chyba padła w ramiona
Chociaż...jak się cieszy z takiej pogody, to pewnie Anglik.
- trzeba przyznać, że Ameryka też niespecjalnie mnie bawi - dodała cicho. - Może wejdzie Pan pod parasol? - przynajmniej choć na chwile przestanie na niego padać.


_________________


Zobacz profil autora

58 Re: Plac on Sro Lut 20, 2013 8:39 pm

- Dziękuję za propozycję, ale czy nie będzie nam pod nim za ciasno? Jestem nieco wyższy od Pani i gdybym wszedł pod parasol, albo bym go zepsuł, albo by Pani zmokła. - powiedział już całkiem poważnie Edward - Oczywiście nie mam nic przeciwko żeby zejść z tego deszczu... pomimo tego, że jestem Anglikiem. Ta pogoda przypomniała mi po prostu ojczyznę... i to, że za nią tęsknię. A Pani? Jeśli wolno zauważyć, Pani akcent także nie brzmi zbyt... amerykańsko.
Chłopak rozejrzał się. Znów stał i rozmawiał z nieznajomą kobietą.
"Los daje Ci tyle możliwości... a ty nie umiesz tego wykorzystać! To już trzecia kobieta, którą los zsyła Ci na środku ulicy! No dobra tym razem to po prostu plac, ale... Zaproś ją gdzieś, porozmawiaj... Herbatki się napij..."

Zobacz profil autora

59 Re: Plac on Sro Lut 20, 2013 8:44 pm

Ach, czyli jednak Anglik ! Szkoda, że nie Francuz...ale pal licho! Grunt, że Europejczyk
- O proszę...Anglia. To tłumaczy Pana...harce....na tym deszczu....Pochodzę z Francji - powiedziała z delikatnym uśmiechem - I proszę wejść pod ten parasol, jakoś damy sobie radę, a jak Pan zejdzie na suchoty, to ja będę czuć się winna.
No dobra, nie czułaby się. Chciała być miła. W końcu to Europejczyk!
- Nie często spotykam tu Europejczyków, jest Pan w sumie pierwszym, którego poznałam.
Ach od razu milej i lżej na duszy, że nie ejst tu jedyna na tym zadupiu zabitym dechami!~


_________________


Zobacz profil autora

60 Re: Plac on Sro Lut 20, 2013 8:58 pm

- Skoro Pani nalega... To z przyjemnością dostąpię tego zaszczytu i dołączę do Pani pod parasolem. Czy mogę? - spytał chłopak zbliżając się i dając jasno do zrozumienia, że chce przytrzymać parasol - Chociaż tyle mogę zrobić. Więc mówi Pani Francuzka... To faktycznie pocieszające spotkać kogoś z Europy. Chociaż... przed wyjazdem do Ameryki uznałbym pewnie, że Francja to całkiem daleko. Może ma Pani chęć na herbatę? Tak w ramach podziękowania za uratowanie mi życia. - tu chłopak się uśmiechnął - Kto by chciał umrzeć na zapalenie płuc?
"Europejka... Francuzka... można powiedzieć, że mieszkaliśmy prawie po sąsiedzku..."

Zobacz profil autora

61 Re: Plac on Sro Lut 20, 2013 9:03 pm

Gdy się zbliżył, uderzyło ją jak chłopak młodo wyglądał. W tym deszczu, z większej odległości wyglądał na starszego. Jednak z bliska, patrząc na jego twarz, pomyślała, że nie może mieć więcej niż 20 lat. No góra 25 !
Od razu poczuła się stara
- Herbatę? - zapytała cicho
Willowi dość nieuprzejmie odmówiła, no ale to był Europejczyk! Miło będzie posłuchać trochę o tym bliskim jej sercu kontynencie. Łaknęła jakichkolwiek informacji. Anglia była całkiem blisko.
- Cóż....no skoro to w podziękowaniu za uratowanie życia...to czemu nie? - wręczyła mu parasol i chyba pierwszy raz pdoczas tej rozmowy uśmiechnęła się, co odmłodziło ją o dziesięć lat.


_________________


Zobacz profil autora

62 Re: Plac on Sro Lut 20, 2013 9:12 pm

- Słyszałem, że jest tu herbaciarnia, ale Pani zna pewnie miasto lepiej ode mnie. No tak... Czy nietaktem byłoby spytać jak długo mieszka Pani w tym miasteczku? - zapytał chłopak kierując się jednocześnie do wschodniej dzielnicy, oczywiście tempo nie było szybkie, od zwykły spacerek, a po za tym... trzeba się cały czas troszczyć o to, żeby na rozmówczynię nie padał ten śmiercionośny deszcz.
"Jak ona ma na imię... Zaraz... Nie przedstawiłem się!"
- Proszę mi wybaczyć kolejną gafę z mojej strony! Zaprosiłem Panią na herbatę, by podziękować Pani za schronienie pod tym parasolem, a nawet się nie przedstawiłem! Edward Baskerville. Cały czas zapominam o tej podstawowej wręcz rzeczy. Pomijając to wszystko... Czy mogłaby mi Pani opowiedzieć co nieco o Francji? Nie miałem okazji jej zwiedzić... kiedyś planowałem to zrobić, ale... wystąpiły pewne trudności.

Zobacz profil autora

63 Re: Plac on Sro Lut 20, 2013 9:22 pm

Julie kiwnęła głową i ruszyli w kierunku herbaciarni.
Cóż...o jej imię nie zapytał, więc póki co pozostanie uroczą nieznajomą, ha !
- Bardzo mi miło panie Baskerville - jego nazwisko brzmiało tak...dostojnie. To nie mogło być nazwisko jakiegoś...kucharza albo stajennego, coś czuła, że ma przed sobą kogoś z bogatą historią.
- Mieszkam tu parę miesięcy - w sumie przestała liczyć, ile tu właściwie jest. Tu przybrała nieco rozmarzoną minę.
-Francja...to przepiękny kraj...- tu zaczęła opowieść o swojej ojczyźnie, zbliżając się coraz bardziej do Herbaciarni

[zt]


_________________


Zobacz profil autora

64 Re: Plac on Sro Lut 20, 2013 9:42 pm

"Francja musi być piękna, czego dowodem jest dama przede mną... No cóż... szkoda, że nie zwiedziłem tego kraju." - Edward w myślach komentował wypowiedzi jego rozmówczyni, nie zabrał jednak głosu, aż do herbaciarni. Cały czas okazywał zainteresowanie(i to nie sztuczne!) rozmową. Uważał jednocześnie na sprawy podstawowe... parasol i tempo marszu. "Oj chłopie... ty podrywaczu! Ot pies na baby... szczek, szczek! A tak na serio to chyba znudzony byłem... tak zaczepić nieznajomą! To przecież w ogólnie nie ja! Trzeba to będzie wyjaśnić..."

[zt]

Zobacz profil autora

65 Re: Plac on Nie Lut 24, 2013 9:51 am

Xianmei nie mogła do końca pogodzić się ze śmiercią Vincenta, wciąż czuła się z tym źle i niezwykle samotnie w tym niezbyt dużym mieście. Była przekonana, że pan Kevin rozgada wszystkim o jej złodziejskim fachu i lada moment dostanie lanie od ojca. Całkiem porządne zresztą, o ile nie stwierdzi że ma dość już jej dziwnych zachowań.
Po raz pierwszy od kilku tygodni od śmierci przyjaciela postanowiła udać się na plac i usiąść na ławce, jak to zazwyczaj robiła, czekając na jego przyjście. Wiedziała, że dzisiaj tego nie zrobi. Ani jutro nikt nie podejdzie i nie poduczy jej języka. Jej życie stało się dość monotonne i zaprzestała nawet podrywania innych mężczyzn, którzy wydawali się jej nieatrakcyjni. Bo jakaż to radość zarośniętego i śmierdzącego kowboja podrywać? Ani to krzty kultury nie ma, ani stosownych oszczędności na koncie. Westchnęła cicho, wygładzając po raz kolejny materiał sukienki na udach. Siedziała jak zwykle prosto i dumnie, chociaż na jej twarzy widoczny był wyraźny smutek.


_________________

Zobacz profil autora

66 Re: Plac on Wto Mar 19, 2013 7:19 pm

Po odprowadzeniu wdowy Duncan do domu, pan Darcy postanowił skrócić sobie drogę do hotelu i przejść przez plac. Wesołym krokiem, posuwając się bardziej zygzakiem nić prosto pozwolił sobie nawet zagwizdać pod nosem melodię jednej z piosenek śpiewanych przez kobietę. Nawet nie zauważył człapiącej przed sobą starszej kobiety. A to dziwne, ponieważ powinien wyczuć bijącą od niej aurę świątobliwości. Na bank wracała z kościoła, innej opcji nie ma.


_________________



odznaki:
Zobacz profil autora

67 Re: Plac on Wto Mar 19, 2013 7:27 pm

Wracając z wieczornego nabożeństwa, Hyacinth postanowiła poszukać swego wnuka w tym opuszczonym przez Boga miasteczku. Szła przez plan z jednej strony przerażona wszelakim elementem, pałętającym się po ulicach o tej porze, z drugiej jednak niemal naładowana świętością czuła się niepokonana. W końcu Najwyższy miał niemal obowiązek bronić ją, najwierniejszą z owieczek, przed wszelakim złem tego świata, skoro już i tak zesłał na nią ciężką próbę w postaci najpierw męża, potem syna, a w końcu wnuka.
Rozglądała się w poszukiwaniu małego Bo, ale nie mogła go nigdzie dostrzec. Za to jej wzrok padł na eleganckiego mężczyznę, który, gdyby nie zionęło od niego alkoholem, wydałby się jej naprawdę porządnym człowiekiem. Przycisnęła torebkę mocniej do boku, wyprostowała nadwyrężone ciężką pracą w domu plecy i nieco przyspieszyła kroku.
- Pijany, to na pewno i złodziej! - powiedziała głośno i pokręciła głową. Wtem, zauważyła coś kątem oka. Zatrzymała się, przekonana, że to ten nicpoń Bo. Wiedziała, że gdzieś tu się musi włóczyć!


_________________



W torebce: modlitewnik, Biblia, różaniec, chusteczka, kilka herbatników.

Zobacz profil autora

68 Re: Plac on Wto Mar 19, 2013 7:37 pm

No oczywiście, że usłyszał tę okropną uwagę ze świątobliwych ust kobiety. Owszem, zionął jak gorzelnia, ale wdowie Duncan to jakoś nie przeszkadzało. Może dlatego, że od niej też zalatywało zapachem tytoniu i alkoholu?
- Ależ, szanowna pani! - odpowiedział uprzejmie. A język mu się na szczęście nie plątał.- Jakiż tam złodziej...
Przecież nie był żadnym złodziejem. Mało tego, obracał się w całkiem doborowym towarzystwie, które na pewno nie kradło. Chyba, że sobie dowcipy.
- Czy coś się stało? - zapytał widząc, że babcia się zatrzymuje.


_________________



odznaki:
Zobacz profil autora

69 Re: Plac on Wto Mar 19, 2013 7:48 pm

Zaskoczona, że ten pijak i szubrawca śmiał się do niej odezwać, odwróciła się szybko do niego, wściekła na jego bezczelność.
- Jak śmiesz zaczepiać starszą kobietę, bezbożniku! - wrzasnęła. - Pijak i darmozjad! - Chwyciła pewniej torebkę w dłoń i zamachnęła się, celując prosto w głowę swojego (na pewno!) oprawcy. - Nie pozwolę ci się okraść! - krzyczała.


_________________



W torebce: modlitewnik, Biblia, różaniec, chusteczka, kilka herbatników.

Zobacz profil autora

70 Re: Plac on Wto Mar 19, 2013 7:55 pm

Gość


Gość
Tomas właśnie wracał do domu. Jego kary przyjaciel ostatnio bardzo wyładniał przez te ciągłe wyjazdy. Rzadko kiedy bowiem właściciel Drakestara poruszał się o własnych nogach. Najczęściej spotykano go na końskim grzbiecie.
Usłyszał wrzaski wiec ściągnął wodzę i pognał zwierzę w tamtym kierunku.
-Do licha, co to za wrzaski o tej porze?- krzyknął już z oddali, jednakże gdy podjechał bliżej i zatrzymał gwałtownie konia, przyjrzał się sytuacji.
-Proszę pani, co się stało?- zapytał patrząc na staruszkę uważnym wzrokiem, przy tym co chwilę kątem oka zerkając na mężczyznę.
-Czemu bije pani tego mężczyznę?- zadał drugie pytanie, zaraz po pierwszym.

71 Re: Plac on Wto Mar 19, 2013 7:59 pm

- Przecież ja szanownej pani nie...- nigdy nie dokończył tego zdania. Tak mocnego ciosu już dawno nie otrzymał. Wywrócił oczami, niebo zawirowało nad jego głową. Zdawałoby się, że mógłby policzyć wszystkie gwiazdy. Zobaczył też aureolę nad głową agresorki i padł na ziemię trzymając się za głowę. Aż dreszcz wstrząsnął jego ciałem, dodatkowo chyba nabił sobie siniaka na kolanie. Ileż ta stara kobieta miała siły!
Co ona nosiła w tej swojej przeklętej torbie? Cegły?!


_________________



odznaki:
Zobacz profil autora

72 Re: Plac on Wto Mar 19, 2013 8:12 pm

Dostał za swoje! Hyacinth aż westchnęła, widząc, jak mocny cios udało jej się zadać. Ma się tę wprawę.
- Och, jak to dobrze, że pan szeryf przyjechał! - powiedziała słabym głosem. - Toż ten pijak chciał mnie zaatakować! A już na pewno okraść! - lamentowała. - Musiałam się bronić! A ja, stara kobieta, biedna i schorowana, tylko wnuczka mego kochanego szukam, bo gdzieś go zabawy poniosły. Idę tu sobie spokojnie, szukam dziecięcia, a ona tak zachodzi mnie od tyłu! - Podniosła ręce i spojrzała w niebo. - Panie, dzięki ci za tę siłę, żem obronić się mogła!


_________________



W torebce: modlitewnik, Biblia, różaniec, chusteczka, kilka herbatników.

Zobacz profil autora

73 Re: Plac on Wto Mar 19, 2013 8:18 pm

- Jakie napadać?! - krzyknął Anglik wciąż trzymając się za głowę. Dobry boże, ale bolało.- Pytałem, czy coś się stało!
No i jeszcze tego brakowało, by ktoś do nich podszedł. Powoli zaczął podnosić się za nogi, jednak nie było to łatwe. Cios był naprawdę mocny. Darcy mógłby przysiąc, że słyszy gdzieś dzwony kościelne. Gwiazdy wciąż wirowały. Slattery wirował, babka wirowała, wszystko wirowało. Koń zastępcy szeryfa również.
- Nienormalna! - syknął pocierając miejsce, w które otrzymał cios.


_________________



odznaki:
Zobacz profil autora

74 Re: Plac on Wto Mar 19, 2013 8:22 pm

Gość


Gość
-Zawsze jestem tam gdzie mnie potrzebują pani Bucket. Odprowadzę panią do domu dobrze?- spojrzał na kobietę, uśmiechając się do niej.
Potem spojrzał na mężczyznę i przyjrzał mu się uważnie.
-Nie wygląda groźnie. Pan oddali się grzecznie i zostawi staruszkę w spokoju i jej nie niepokoi. Alkohol czuć od pana na kilometr- powiedział pewnym siebie, ale odrobinę też proszącym tonem.
Zeskoczył z gracją z konia i podał babci swoje ramię.
-Idziemy pani Bucket?- zapytał z uśmiechem na twarzy.

75 Re: Plac on Wto Mar 19, 2013 8:38 pm

Co za zniewaga. Darcy jednak wcale o tym nie myślał. Krew w jego żyłach pulsowała, głowa bolała. Z trudem stanął na własnych nogach, chwiejąc się lekko. Ostrość wzroku powoli wracała.
- Niech ta pani mnie lepiej przestanie niepokoić. Tak tłuc bogu ducha winnych ludzi... - co za potwora chodziła po tym mieście! Machnął jednak ręką i się oddalił w stronę hotelu, w którym mieszkał.
Gdyby tylko wiedział, że dostał w głowę wielkim pismem świętym chyba by się przeżegnał.

ZT


_________________



odznaki:
Zobacz profil autora

Sponsored content


Powrót do góry  Wiadomość [Strona 3 z 24]

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 13 ... 24  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach