Forum RPG


You are not connected. Please login or register

Biuro burmistrza

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 11 ... 19  Next

Go down  Wiadomość [Strona 4 z 19]

76 Re: Biuro burmistrza on Pią Sty 25, 2013 12:32 pm

Go??


Gość
Ach, nerwy zawsze wszystko psują. Jednak Temperton starał się sprawiać wrażenie niewzruszonego, choć oczywiście wychodziło mu to tylko w małym stopniu. Mimo to starał się uśmiechać.
- Rozumiem, nie chcę jednak zabierać panu zbędnego czasu, na pewno ma pan dużo obowiązków - odparł spokojnie Blake, przyglądając się uważnie reakcjom mężczyzny. Drgnął niespokojnie, ale oczywiście rozumiał obawy ojca, choć sam nim nigdy nie był.
- Oczywiście. Ja mogę tylko zapewnić, iż będę się starał zaopiekować nią najlepiej jak umiem, ale naturalnie, że nie musi mi pan wierzyć na słowo. W końcu tu chodzi o pana dziecko. Moi rodzice obrazili się na mnie, kiedy im obwieściłem, że chcę tutaj osiąść na stałe. Na początku miałem im to za złe, ale ostatnio zrozumiałem, że się o mnie martwią - powiedział, choć sam nie wiedział, czemu zebrało mu się na jakieś zwierzenia. Może jednak burmistrz nie będzie miał mu tego za złe?
Zastanawiał się też, czy mówić mu coś o kupnie domu, ale mogłoby to zostać źle odebrane. Zresztą, powinien chyba wiedzieć, bo to tutaj się załatwia wszelakie formalności. - W każdym razie jestem gotowy, by poddać mnie próbom - dodał na koniec, uśmiechając się szerzej. Chyba chciał tym rozładować trochę atmosferę.

77 Re: Biuro burmistrza on Pią Sty 25, 2013 12:37 pm

Burmistrz zagryzł dolną wargę i mrużąc oczy, świdrował wzrokiem kandydata na narzeczonego. Wreszcie ośmielił się zadać bardziej konkretne pytania.
- Za co będziesz ją utrzymywać? Gdzie dasz jej dom? Planujesz mieć z Natalie dzieci? Masz za co je utrzymać? Co z praktykami i twoją pracą? Masz plany tu zostać czy wyjechać do większego miasta, doktorze Temperton?
Może na raz było ich za dużo, jednak te kwestie były niezwykle ważne dla Hawtona.
Przecież Natalie to jego ukochana córeczka!

Zobacz profil autora

78 Re: Biuro burmistrza on Pią Sty 25, 2013 12:52 pm

Go??


Gość
No dobrze, wszystko cudownie, ale ten natłok pytań! Blake musiał naprawdę wytężyć umysł, by spamiętać je wszystkie i na pewno na każde odpowiedzieć. Na szczęście jakoś przesadnie głupi nie był, więc sobie mniej więcej poradził z tym wszystkim.
- Zostałem zatrudniony jako lekarz, więc zapewne będę ją utrzymywał z tejże pensji. Praktyki mi się już zakończyły, więc jestem pełnoetatowym doktorem, zarabiam więc więcej, także i na utrzymanie każdego członka rodzinny powinno wystarczyć - wyjaśnił wpierw wątpliwości odnośnie jego pracy. - Bo oczywiście bardzo chciałbym mieć dzieci - dodał naprędce, choć nie wiedział, czy chciałby mieć je już teraz. Chociaż... czemu nie? - Wyjeżdżać nie chcę i zrobię wszystko, aby móc tu zostać, jednak wie pan, że los lubi czasem płatać figla. Jednak wyjazd sądzę, że będzie ostatecznością. No, chyba, że Natalie bardzo by chciała wyjechać, to inna kwestia - dopowiedział jeszcze, choć osobiście wątpił, aby panienka Hawton chciała osiedlić się gdzie indziej.

79 Re: Biuro burmistrza on Pią Sty 25, 2013 12:57 pm

Hawton nagle zerwał się z krzesła, uderzył pięścią w stół i srogo popatrzył na Tempertona. Z jego ust wydobył się srogi ton, który mógł przyprawić o dreszcze.
- Doktorze Temperton! Jak bardzo panu zależy panu na Natalie? Jak bardzo chce się pan jej poświecić? Jak bardzo pan ją kocha?!
wyglądał na zniecierpliwionego i zezłoszczonego, chociaż mogła to być tylko poza... a może jednak nie?
a może nie chciał wydawać ukochanej córeczki za mąż?
Blake musiał chyba pogodzić się z tym, że w każdej chwili burmistrz albo go wyzwie na pojedynek albo wyrzuci z biura.

Zobacz profil autora

80 Re: Biuro burmistrza on Pią Sty 25, 2013 1:35 pm

Go??


Gość
No dobrze, może krzyku się spodziewał, ale wstawania, bicia pięścią w stół? Nie, zdecydowanie nie. Dlatego mimowolnie drgnął nerwowo, kiedy burmistrz dostał dziwnego ataku furii. Hm, może on kochał swoją córkę aż za bardzo?
Blake wpatrywał się w niego ze zdumieniem, jednak na litość Boską, nie będzie się darł na burmistrza!
- Panie Hawton, proszę się uspokoić, sądzę, że możemy porozmawiać kulturalnie - odparł na to Temperton, starając się zachowywać spokojnie. Choć po chwili zmarszczył gniewnie brwi. - Gdybym jej nie kochał i nie zależałoby mi na niej, zapewne siedziałbym teraz w San Francisco, mając zapewnioną ciepłą posadkę lekarza wpływowych ludzi, a nie mieszkałbym w zapyziałym Oldwhiskey, usuwając kule z nóg pożal się Boże kowbojów i badając krocze kurtyzan z pobliskiego saloonu - zaoponował, denerwując się coraz bardziej. Ojojoj, chyba jednak nie będzie mu dane zostać mężem w najbliższym stuleciu, hehe. Pomimo to postarał się zebrać w sobie, i uspokoić się choćby na koniec tej fatalnej rozmowy. Mięśnie twarzy w końcu rozluźniły się. - Ale nie przeszkadza mi to, nie przeszkadzało mi nic tutaj, bo Natalie sprawiała, że byłem najszczęśliwszy na świecie. Jeżeli uważa mnie pan za niegodnego kandydata na męża córki, to trudno. Ja się łatwo nie poddaję, w przeciwnym razie nie skończyłbym studiów medycznych. Dlatego będę próbować, może kiedyś się pan do mnie przekona - zakończył więc spokojnie całą tą dziwną sytuację, po czym uśmiechnął się blado i wstał. - Tymczasem miłego dnia panie Hawton, z pewnością do zobaczenia - dodał jeszcze na zakończenie, by skierować się do drzwi. O ranyboskie co on narobił.

81 Re: Biuro burmistrza on Pią Sty 25, 2013 1:47 pm

Nagle burmistrz zaczął się głośno śmiać.Tak, jakby właśnie zobaczył najlepszą komedię na deskach Londyńskiego teatru. Rechotał tak dosyć długo, trzymając się za swój spasiony brzuch.
- Podoba mi się pana szczerość i zawziętość! - powiedział, ocierając łzy z oczu. - Tak, panie Temperton, zgadzam się! Czemu miałbym się nie zgodzić? Głupi nie jestem!
Podszedł do mężczyzny i poklepał go po ramieniu a potem gwałtownie objął.
- Głupi byłbym, gdybym takiego zięcia nie brał! - odparł, jakby łamiącym się ze wzruszenia, głosem. - Blake! Mogę tak mówić? Mów mi tato!

Zobacz profil autora

82 Re: Biuro burmistrza on Pią Sty 25, 2013 1:55 pm

Go??


Gość
No dobra, tego to się Temperton nie spodziewał. Zresztą, burmistrz był przekonywujący - miał w sobie przecież mnóstwo charyzmy! Jak tu mu w takim razie nie wierzyć? Ale mimo to, Blake'owi zrobiło się oczywiście głupio, bo dał się podejść. Ale może właśnie o to chodziło? Aby w ten sposób go sprawdzić? W każdym razie w końcu lekarz również zaczął się śmiać. O rany, ale się zbłaźnił! No nic, najwyżej go będzie gnębił tym wspomnieniem podczas rodzinnych obiadów, hehe.
Mimo tego obejmowania i wzruszenia i zdecydowanie wesołej atmosfery, Tamperton nie był w stanie wydusić z siebie ani słowa. W każdym razie również poklepał pana Haw... tatę? Po plecach.
- Jasne - odparł w końcu, ale wciąż niepewnie. Może to jednak kolejny żarcik? Cholera wie! Teraz Temperton będzie zagubiony w towarzystwie burmistrza, hehehe. - W każdym razie dziękuję - wydukał w końcu, nie będąc pewnym, co się robi w takich sytuacjach.

83 Re: Biuro burmistrza on Pią Sty 25, 2013 2:07 pm

-No, synu! - dodał żwawo Hawton, odsuwając się od lekarza. - Idź! Idź świętować i wybierać pierścionek! A ja przekażę wieści żonie i zaczniemy organizować wesele! oczywiście koszty bierzemy na siebie i nie ma dyskusji!
Zaśmiał się ponownie, znowu klepiąc po ramieniu swojego przyszłego zięcia.
- Natalie nie mogła lepiej trafić! - dodał jeszcze i po chwili aż się rozpłakał. Machnął jednak na to ręką i kazał się Blake'owi tym nie przejmować. Ot, zwykła reakcja na wieść, ukochana córeczka wychodzi za mąż!

Zobacz profil autora

84 Re: Biuro burmistrza on Pią Sty 25, 2013 2:13 pm

Go??


Gość
Właśnie, pierścionek! Rany, zapomniał o nim zupełnie. Tak, tak, właśnie tak, musi iść po pierścionek, tak. To właśnie zaczęło mu teraz zaprzątać głowę.
WESELE. Ślub już niedługo, musi iść do pralni, musi wszystko załatwić, o rany. Skoro nie ma dyskusji, to on nie będzie dyskutował, szczególnie, że aż tylu pieniędzy to nie miał. Wszak kupił już dom. Właśnie, od momentu zakupu jeszcze tam nie był, musi posprzątać, nie wpuści przecież żony do zakurzonego budynku, nie, nie!
- Tak, tak - pokiwał głową na wzmiankę o pierścionku, trochę nieprzytomnie, ale to chyba ze szczęścia i ulgi, jaką poczuł. - Idę wszystko co niezbędne załatwić. Jeszcze raz dziękuję! - dodał na zakończenie i po pożegnaniu się z tatą (? musi się do tego chyba przyzwyczaić!), pognał na zewnątrz!

z/t

85 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 28, 2013 10:47 am

Przy biurku sekretarza siedział młody mężczyzna. Jak zwykle o tej porze dnia przeglądał dokumenty z archiwum. "Taa... działo się w tym miasteczku, oj działo..." - pomyślał Edward przekładając kolejne notki. Nagle chłopak przerwał pracę. Rozejrzał się po pomieszczeniu. "Kto pięć lat temu pomyślałby, że skończę w małym miasteczku... Przerzucając papierzyska i czekając aż coś się wydarzy... Z drugiej jednak strony... Anglia nie jest wcale lepsza, pracowałbym tam pewnie na poczcie, albo wciągnął się do innej słabej roboty, ewentualnie... Mogłem żebrać u przyjaciół ojca, bo na brata nie mogę liczyć... Może to i lepiej że tu przyjechałem. Poznam ludzi, dorobię się... No i tylko dzięki swojej pracy! Tu moje nazwisko i tytuł nic nie znaczy... A właśnie robota!" - po tych przemyśleniach Baskerville zabrał się do dalszego przeglądania i segregowania dokumentów. Chłopak nie miał na dziś nic więcej do roboty, a po za pracą nie miał jeszcze innych rozrywek... Może kiedyś znajdzie sobie tutaj jakieś hobby?

Zobacz profil autora

86 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 28, 2013 11:02 am

Dzisiejszy poranek był dla wielu ciężki. Wczorajsze pijaństwo na weselu lokalnego szeryfa odbiło się na wielu; dlatego też ulice Old Whiskey dzisiaj były jakieś takie... puste? Cisza i spokój mogły świadczyć o tym, ze goście wczorajszej imprezy wreszcie mogli złożyć swoje głowy na poduszki.
Niestety nie wszyscy dzisiaj smacznie pochrapują w łóżku do południa. Sekretarz pana burmistrza miał pełne ręce roboty - jako, ze sam Billy Hawton odpoczywał po wczorajszej popijawie, to młody pan Baskerville sam musiał zająć się wszystkimi sprawami urzędniczymi. Nie mógł liczyć na żadną pomoc.
A los był tak przewrotny, ze akurat dziś by mu się przydała...
Do biura burmistrza weszła (a raczej wpadła jak burza) wdowa Mayer. Dumnie wskoczyła do holu, w swojej czarnej, szerokiej sukni i wielkiej fryzurze przypominającej bezę. Z wysoko uniesioną głową, spojrzała na młodego sekretarza i spiorunowała go wzrokiem. W rękach trzymała jakieś papiery, które po chwili z impetem rzuciła na biurko.
- Chciałabym zgłosić skargę! - rzuciła gniewnie i rozsiadła się na niewielkim krześle.

Zobacz profil autora http://oldwhiskey.my-rpg.com

87 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 28, 2013 11:12 am

"Zaraz skończę i pójdę do domu... Zaraz skończę i pójdę do domu... Zaraz skończę i pójdę do domu..." - powtarzał sobie w myślach sekretarz. Przeliczył się... Do holu wpadła kobieta wykrzykując coś o jakiejś skardze i rzucając bezczelnie papierami.
- Huh... - odsapnął Edward - To znakomicie się składa... Przyjmowanie skarg to akurat moja praca. Może Pani spo... a nie ważne. - powiedział beznamiętnie chłopak widząc, że kobieta uprzedziła jego myśl i usiadła na krześle("Widać nie jest tu pierwszy raz..." - przemknęło chłopakowi przez myśl) - Jakiego rodzaju to skarga i na kogo?
Czekając na odpowiedź chłopak wziął do ręki papiery przyniesione przez znamienitą interesantkę i zaczął je przeglądać.

Zobacz profil autora

88 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 28, 2013 11:21 am

Wdowa Mayer poczerwieniała na twarzy. Wzięła głęboki oddech i już po chwili z jej ust wydobył się potok skrzeczących słów.
- Wczoraj, jak pan zapewne wie, odbyło się wesele naszego szanownego szeryfa! - zaczęła, zaciskając pięści - Ha, żadne wesele tylko burda! Pijacka bura, proszę pana! A wszytko to przez tych przeklętych Quinallych! Na ich ranczu to wszytko się działo! Chlanie do rana, głośna muzyka... ludziom spać nie dawali! Całą noc tylko pijani ludzie wędrowali z miasteczka na ranczo i... i nie dawali spokoju szanowanym obywatelom, co im w głowie żadne takie... orgie! Tfu, tfu!
Kobieta stawała się coraz bardziej purpurowa na twarzy. W dodatku opluwała wszystko wokół siebie gdy z taką pasją opowiadała o weselu pana Fassbendera.
- To skandal! Dlatego składam skargę na państwa młodych, bo powinni przypilnować wszystkiego... na państwa Quinally...bo oni byli gospodarzami, no i na pastora, że w ogóle na to pozwolił!! W swojej parafii!

Zobacz profil autora http://oldwhiskey.my-rpg.com

89 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 28, 2013 11:43 am

Kobieta nie owijając w bawełnę zaczęła składać skargi, jedna po drugiej... Ze słów kobiety można było wywnioskować jedno, to była gruba impreza. "A ja jak zwykle nie poszedłem... no, ale czy ktoś mnie zaprosił? Nie mam tu przyjaciół..." - pomyślał Edward słuchając uważnie argumentów kobiety, gdy ta skończyła odczekał chwilę i powiedział:
- Oczywiście przyjmę skargę jednak moim zdaniem nie wiele da się zrobić. Jak Pani trafnie zauważyła było to wesele szanowanego szeryfa. Jak mniemam zaproszony został także burmistrz i cała śmietanka miejska lubująca się w tych skandalicznych przyjęciach... nie to złe słowo. W tych skandalicznych spędach! Bo jakże inaczej można nazwać takie zachowanie jak tylko nieludzkim? Zmierzam do tego, że skarga nie odniesie pożądanego skutku, ze swojej strony mogę tylko zapewnić, że mi także się to wszystko nie podoba, ale... Osoby przebywające na tym spędzie będą miały większe poparcie niż ja czy Pani. Może napije się Pani czegoś i razem pomyślimy nad jakimś innym rozwiązaniem? Wody, herbaty, czy czegoś mocniejszego na uspokojenie skołatanych nerwów?
Młody sekretarz starał się nadać swojemu głosowi ton, który uspokoi interesantkę,ale także sprawi, że zacznie ona się zastanawiać nad tym, czy skarga jest najlepszym wyjściem. W końcu... skarga to kolejne papierki do przekładania, a to oznacza więcej pracy...

Zobacz profil autora

90 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 28, 2013 11:56 am

Wdowa Mayer nagle przywaliła pięścią w stół. Uderzenie było tak duże, że wszystkie ołówki spadły z blatu.
- Co mnie obchodzi, ze burmistrz był na tym weselu?! - wrzasnęła. Usta jej napuchły, taka samo jak bordowe już policzki. - Na niego też skargę dam! Ale najpierw na tę szmatę Quinally! Pan siada i pan pisze! Nie zostawię tak tego! Ta bab nie będzie się panoszyć w moim mieście i organizować takich wesel... razem z tym swoim mężem zabijaką hazardzistą! O, na niego też skargę, za granie w karty na pieniądze! Już, pan siada i pisze!
Wdowa Mayer przypomniała teraz wielkiego, napuchniętego płaza, który swoim długim jęzorem macha na wszystkie strony, opluwając wszystko wokoło.

KOSTKI.
Rzucasz jedną kostką na cechę CHARYZMA.
Jej wynik podstawiasz we wzór mnożnika:

C + M * K6 > X

Gdzie:

C -cecha czyli charyzma
M – to mnożnik, który wynosi dla każdego 5
K6 – to wynik rzutu kostką
X – poziom trudności przez MG dla danego zdarzenia

Poziom trudności to 70.

Po obliczeniu wyniku piszesz posta.
Jeśli uda ci się mieć wyżej niż 70 - uspokajasz wdowę Mayer, która przestaje już tak krzyczeć i się rzucać. Jeśli wynik będzie niższy niż 70 - Mayer jeszcze bardziej na ciebie wrzeszczy.

Zobacz profil autora http://oldwhiskey.my-rpg.com

91 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 28, 2013 12:36 pm

Czterdzieści jeden to za mało, więcej by się chciało...

Kobieta rozwrzeszczała się jeszcze bardziej. "A mogłem zostać w Anglii... Ma kobieta głos... ciekawe czy śpiewa?" - Edward, jak to Edward, patrzył się niemal tępo na krzykacza i myślał co by tu teraz zrobić.
- Huh... - chłopak po chwili odsapnął i wyjął wszelkie niezbędne przybory do pisania - Proszę uszanować powagę tego miejsce i nieco się uciszyć. Ja naprawdę nie mam problemów ze słuchem... badali mnie... Po drugie słowa typu "szmata" nie będę przeze mnie tolerowane. Jeszcze przed chwilą stałem całym sercem po Pani stronie, ale teraz mam wątpliwości. No dobrze, proszę dyktować treść skargi.
Mówił nadal spokojnie Edward, choć sam myślał o złożeniu skargi na zakłócanie porządku publicznego przez tę babę. "Ciekawe czy to się kwalifikuje pod ciężkie warunki w miejscu pracy... A to wszystko za tę marną pensyjkę... Zamiast czytać książki powinienem był strzelać... miałbym broń i sprawy interesantów rozwiązywałyby się szybciej... Albo nie wywoływałyby u mnie takiego zdenerwowania..."

Zobacz profil autora

92 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 28, 2013 1:04 pm

Wdowa, dumna ze swojej siły perswazji, zaczęła dyktować treść skargi. Edward był zmuszony do tego by wypisywać ręcznie wszelakie obelgi na panią Quinally i jej męża. Cóż słuchanie takich słów jak "nieodpowiedzialne matoły", "demoralizujący młodych głupcy" i "niechodzące do kościoła pomioty szatana" nie należało do najprzyjemniejszych.
Tak się nasza wdowa nakręciła w wymyślaniu skarg i obelg że dostała... hiperwentylacji. Zaczęła głośno i szybko oddychać, aż jej twarz zmieniała barwę z czerwonej na siną! Padła na ziemię, a huk upadku chyba było słychać na samym ranczu Quinallych. Chwilę potem zapadła cisza, a wdowa nieruchomo leżała na ziemi w gabinecie sekretarza.

Zobacz profil autora http://oldwhiskey.my-rpg.com

93 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 28, 2013 1:36 pm

"Wreszcie cisza!" - ucieszył się Edward a jego twarz po raz pierwszy zmieniła dzisiaj wyraz, a mianowicie jego usta rozciągnęły się w lekkim uśmiechu, który jednak po chwili znikł. "No tak... pech od urodzenia... Jak mi tu wykituje to będzie cienko..." - pomyślał chłopak i podszedł do (miejmy nadzieję trupa) nieruchomego ciała. "Może to tylko omdlenie?" - pomyślał chłopak oglądając ofiarę i sprawdzając czy to coś jeszcze żyje(człowiek tak nie krzyczy). "Aż chce się ją ocuć paroma kilkoma razami w twarz..." Podczas tej akcji chłopak nie zapomina o najważniejszym.
- POMOCY! - wrzasnął parę razy Edward, w końcu ktoś musi pójść po lekarza, a i chorego samego zostawiać nie można.

Zobacz profil autora

94 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 28, 2013 1:53 pm

Go??


Gość
Tymczasem Blake będąc w drodze po odbiór pierścionka, szedł dosyć szybko, mając nadzieję, że raczej nikt go nie zauważy - dość miał wrażeń jak na jeden dzień, chciał się odprężyć załatwiając sprawy związane z oświadczynami. W końcu trzeba było odebrać pierścionek! Oby Natalie się podobał...
Jednak jego rozmyślania przerwał jakiś mężczyzna, który kojarząc Tempertona jako lekarza, postanowił go wezwać. Rzekomo wdowa Mayer (bo któż by jej nie znał!) zemdlała w biurze burmistrza. Hmmmm, chyba Blake ma pecha do tej kobiety, znów przychodzi mu ją ratować! Jednak jego obowiązkiem jest pomaganie tutejszej społeczności, więc no. Ruszył szybko do pomieszczenia. Mają szczęście, że akurat miał swoją torbę przy sobie!
Kiedy nieznajomy osobnik zaprowadził go do kobieciny, nakazał młodziakowi stojącemu obok się odsunąć. Zlustrował panią Mayer wzrokiem, sprawdził oddech i... uznając, iż tego nie ma, przystąpił do reanimacji.

ooc: O FUUU.

95 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 28, 2013 1:59 pm

Faktycznie, wdowa nie oddychała. Nie pozostało więc nic innego jak stara, sprawdzona metoda usta-usta. Odważny był ten nasz doktor, który za wszelką cenę chciał odratować wdowę. Cóż by to była za strata dla miasta gdyby opuściła nas taka zacna kobieta!
Na szczęście po krótkiej akcji ratowania kobiety ta zaczęła łapać hausty powietrza. Gdy się ocknęła i zobaczyła nad sobą Bleke'a zbliżającego swoje usta do jej...
Zerwała się i przywaliła mężczyźnie pięścią w nos.
Doktor mógł poczuć metaliczny smak krwi w ustach, która zaczęła mu spływać po wargach z nosa. Nie tylko Blake został ukarany za swe postępowanie. Edward został zwyzywany od góry do dołu niezwykłą ilością przekleństw, jednocześnie kobieta groziła mu, ze go zniszczy za te zniewagę.
Jeszcze chwila a rzuci się i na niego!

Zobacz profil autora http://oldwhiskey.my-rpg.com

96 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 28, 2013 2:09 pm

Go??


Gość
Niestety, nie było to najprzyjemniejszym doświadczeniem w karierze Blake'a, ale co zrobić, skoro taki zawód sobie wybrał! Pocieszał się, że to mógł być jakiś śmierdzący pijak spod saloonu, więc nie było tak źle... ugh, mhm. Dobrze, chciał za wszelką cenę obrócić tę sytuację na swoją korzyść. Tak, uratowałeś jej życie, tak, właśnie tak. Och, czemu to nie pomagało?
Już miał kontynuować reanimację, kiedy wdowa nagle się przebudziła. Temperton nie zdążył zarejestrować co się działo, dopiero kiedy poczuł ostry ból i krew ściekającą po twarzy, zorientował się, co się stało.
Odskoczył od kobiety jak oparzony, lecąc do tyłu, jednak oparł się jedną ręką, dzięki czemu nie położył się na plecach. Ta baba do miała parę w łapie, słowo daję...
Resztkami zdrowego rozsądku powziął, by otworzyć torbę i znaleźć tam gazę, którą wytarł twarz, a nową przyłożył do krwawiącego nosa. Wciąż jednak siedział na ziemi. Drugi raz pomaga tej babie, aby nie umarła, a ta się tak odwdzięcza! I jeszcze wrzeszczy na tego młodzika. Nie miał pojęcia, co między nimi zaszło, ale znał panią Mayer na tyle, by wiedzieć, że zapewne przesadza.
- Pani Mayer, na litość Boską, proszę się uspokoić, my tu chcemy pani pomóc... - mruknął w końcu, kiedy jako-tako doszedł do siebie. Spróbował też wstać.

97 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 28, 2013 2:22 pm

Na szczęście do biura przybyło wsparcie, a więc Edward mógł się odsunąć i pozwolić działać zawodowcom. "A więc to tak się udziela pomocy w takich sprawach... muszę dobrze się przyjrzeć i wszystko zapamiętać... No przynajmniej jak najwięcej." - pomyślał chłopak widząc lekarza reanimującego tego babsztyla. "To zdecydowanie zły dzień... ale może się poprawić... może się mu nie udać..." - myślał sekretarz obserwując całe zajście. Niestety dzień miał stać się jeszcze gorszy... Wdowa odzyskała siły i szybko to wykorzystała. "Niezły cios..." - pomyślał Baskerville, a uśmiech i grymas podziwu przemknął przez jego twarz. "Teraz znów ja... co ja biedny zrobiłem! Tylko by na mnie wrzeszczała i wrzeszczała..." - te myśli to jedyna reakcja chłopaka na wyzwiska kierowane pod jego adresem. Pewnie wszystko trwałoby tak jeszcze chwilę, doktor na ziemi, wrzeszcząca wdowa, niewzruszony Edward, ale nie... Lekarz chciał wstać. W takim wypadku jedyną prawidłową reakcją była tylko próba pomocy. To też Edward szybkim krokiem podszedł do poszkodowanego i wyciągnął do niego pomocną dłoń(pomocny Edward!).

Zobacz profil autora

98 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 28, 2013 2:27 pm

Wdawa wstała na swe grube i koślawe nogi, wciąż histeryzując i przeklinając. Potem skoczyła w stronę Edwarda i w swojej wściekłości zaczęła go okładać pięściami po głowie. Może ciosy nie były za mocne ale na pewno irytujące.
- Wy zboczeńcy!! - wrzeszczała - Chcieliście mnie zgwałcić!! Ja wam pokażę gdzie wasze miejsce.. Pomocy, gwałcą!!

RZUT KOSTKĄ DLA KTÓREGOŚ Z WAS

1,4 - Wdowa znowu dostaje hiperwentylacji i traci przytomność. Na szczęście oddycha.
2,3 - Wdowa znowu dostaje hiperwentylacji i zaczyna się dusić. Upada i znowu jest nieprzytomna i na bezdechu.
5,6 - Wdowa okłada pięściami Edwarda po czym rozkwasza mu pięścią nos.

Zobacz profil autora http://oldwhiskey.my-rpg.com

99 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 28, 2013 2:42 pm

Go??


Gość
Och, cóż za pomocny człowiek! Pomaga biednemu lekarzowi wstać. I prawie się to udało, gdyby nie ponowne ataki wdowy. Że jej się to nie nudzi? I w ogóle to aż dziw, że jeszcze żyje! Chociaż już wielokrotnie śmierć się po nią upominała...
Tak też było i tym razem, albowiem zaraz po okładaniu pięściami tego nieszczęśnika stojącego obok, kobieta tak się zdenerwowała, że ponownie dostała hiperwentylacji. W dodatku zanim Blake podjął odpowiednie kroki, ta padła na bezdechu na ziemię. Niby to chwila odpoczynku, ale jest przecież lekarzem... w ogóle o Bogowie, za co znów?! Przecież ma już przetrącony nos!
Chwilę się ociągał, nie będąc pewnym, czy chce ponownie dostać w ryj.
... a może zawrą z tym chłopakiem pakt, że nic się już nie dało zrobić i...
O BOŻE TEMPERTON O CZYM TY MYŚLISZ.
Spokojnie, w końcu znów przyklęknął przy wdowie i rozpoczął reanimację. O fuuu po raz drugi!

100 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 28, 2013 2:50 pm

Kobieta podniosła się i znów zaczęła krzyczeć. Krzykom nie było końca... no na szczęście był. Wdowa znów padła na ziemię. "Dobre i to..." - chłopak odsapnął i znów zaczął się przyglądać jak doktor próbuje przywrócić do życia tę wnerwiającą babę.
- Przydałyby się jej jakieś leki na uspokojenie... Może mogę jakoś pomóc? - spytał chłopak uważnie obserwując poczynania Pana medycznego - Przynieść wody, zawołać kogoś jeszcze? - W głosie chłopaka było słychać lekką panikę? A może to tylko zaciekawienie sytuacją...

Zobacz profil autora

Sponsored content


Powrót do góry  Wiadomość [Strona 4 z 19]

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 11 ... 19  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach