Forum RPG


You are not connected. Please login or register

Biuro burmistrza

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 11 ... 19  Next

Go down  Wiadomość [Strona 3 z 19]

51 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 07, 2013 6:28 pm

Kiedy został odwołany, a na środek sali Smith, Mały John miał wrażenie jakby ktoś podcinal mu nogi i zamierzał je zjeść żywcem. Stał twardo na ziemi wpatrujac się bez słowa w podłogę aż do momentu, w którym mężczyzna przyznał się do przekazania broni. Ba! Więcej! Przyznał się do wydania jasnego przekazu, aby bronił pani Whittmore. W tym momencie właśnie Mały John wpatrywal się w lekkim oslupieniu w mężczyznę, który właśnie oddalal jego szyję od stryczka.
Kiedy sędzia zadał pytanie, Mały John spojrzał w stronę Canizasa w jakąś nadzieja. Był w szoku i w końcu Pokiwal przecząco głową.
- Nie, proszę wysokiego sądu. - Powiedział polszeptem, po czym odchrzaknal i powtórzył to wyraźniej.
Nadzieja rosła. Cholera. Rosła!


_________________

Zobacz profil autora

52 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 07, 2013 6:34 pm

- W takim razie jest pan wolny, panie Smith. – odparł sąd.
Titus zrobił krok w tył, ukłonił się na pożegnanie i zaczął iść w stronę wyjścia. Nie zamierzał zostawać na całej rozprawie. Zrobił to, co do niego należało. Reszta jest w kwestii sądu.
Gdy tylko zamknęły się za nim drzwi, sąd powołał kolejnego świadka na środek… Patricka Canizasa.
Sąd kazał przedstawić się świadkowi i opowiedzieć czym się zajmuje. Po czym zadał kluczowe pytanie:
- Co pan robił w restauracji „Fairy” dnia 24 grudnia 1896 roku?

Zobacz profil autora http://oldwhiskey.my-rpg.com

53 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 07, 2013 7:07 pm

Patrick ubrany był w garnitur od Mev, żeby sprawiać dobre wrażenie. Takiego to dużo osób mogło mu pozazdrościć.
Stanął na środku, z wiecznym, irytującym niektórych, uśmiechem na ustach. Ukłonił się kolejno sędziemu, prokuratorowi i burmistrzowi Hawtonowi, a następnie posłał uśmiech do Johna.
- Patrick Canizas, trzydzieści lat, pracuję w tym mieście jako weterynarz. - ach, musiał się przyzwyczaić do tej kamiennej twarzy sędziego.
- Wysoki sąd pozwoli, że przedstawię całą historię. A więc, jak każdy wie, jestem człowiekiem. Ludzie mają to do siebie, że muszą spożywać posiłki. - utrzymywał uśmiech, ale nie chciał wybuchnąć śmiechem. Patrick! To poważna sprawa! Jesteś w sądzie, a nie na scenie kabaretu!
- Właśnie więc po taki posiłek udałem się do restauracji "Fairy". Dziwnym trafem, nie dotarła do mnie wiadomość o wcześniejszym jej zamknięciu, więc nie zauważyłem niczego dziwnego w tym, że w środku byli mężczyźni. Ci uprzejmi panowie zaczęli się wulgarnie do mnie odzywać. Z góry słyszałem zaś niepokojące dźwięki. Od razu domyśliłem się, że coś może być nie tak. Więc gdy już zaczęli grozić mi bronią, wyciągnąłem swoją i chciałem wystrzelić w kierunku jednego z nich a następnie... sam padłem trafiony kulą w bark. - chlip, twoja historia mnie wzruszyła, ale nie przeszkadzaj sobie. Mów dalej.
- Wtedy z pomocą przyszedł mi pan Titus Simon Smith, lecz i on został raniony, w nogę. Zdołaliśmy zastrzelić dwóch bandytów, a następnie przyszedł do nas John Smallwood. Pan Smith rzucił Johnowi broń. My pobiegliśmy na górę, a on sam został na dole z krwawiącą nogą.
I zaprzeczam temu, że zostawiliśmy go bez pomocy medycznej, ponieważ kątem oka widziałem kogoś, kto zaczął zajmować się panem Smithem.
Razem z oskarżonym wbiegliśmy więc do gabinetu pani Whittmore i tam stał kolejny bandyta, celujący w właścicielkę restauracji. Zacząłem z nim rozmawiać, aby nie krzywdził kobiety, lecz ten nie był przekonany i chwilę potem... wystrzelił prosto we mnie. Zostałem ugodzony nabojem w tą samą rękę i wtedy zemdlałem. To tyle faktów. - uśmiechnął się do Johna i wrócił wzrokiem do sędziego.
- Wysoki sądzie. Chciałem jednak coś jeszcze dodać. A mianowicie, zawdzięczam temu człowiekowi życie. On właśnie uratował mnie i panią Whittmore.
On jest moim przyjacielem. Poświadczyłem, że nic mu się nie stanie. Czuję wobec niego dług wdzięczności. Może wiele osób jest wstrząśniętych tym, że przyjaźnię się z człowiekiem o innym odcieniu skóry niż ten przepisowy. Dla prawdziwej przyjaźni nie ma ograniczeń, takich jak kolor skóry, czy narodowość. Wiele osób z tej sali, pewnie nie dotknęło by nawet kijem czarnego człowieka. To jest złe postępowanie. Wszystkich powinno traktować się równo, mimo iż są odmienni od nas w większym lub mniejszym stopniu. To tak samo, jak dyskryminować ludzi za to, że mają na przykład zielony, a nie niebieski kolor oczy, albo czarne, a nie blond włosy.
John jest człowiekiem o złotym sercu i nie skrzywdził by nikogo bez potrzeby. Wstawiam się za nim swoją osobą.
To tyle, co mam teraz do powiedzenia i czekam na ewentualne pytania. - ukłonił się sędziemu i poszerzył uśmiech.


_________________



Zobacz profil autora

54 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 07, 2013 7:18 pm

- Panie Canizas... - zaczął sąd, zachrypniętym głosem, gdy tylko weterynarz skończył swoją przemowę. - Sąd interesuje tylko i wyłącznie fakty a nie pańskie sympatie i przyjaźnie. Niech pan uwagi o znajomości z panem Smallwoodem zachowa na kiedy indziej i skupi się na tym, co sąd interesuje.
- Tak panie Canizas. - wtrącił prokurator. - Proszę mi powiedzieć, czy kiedy pan wraz z oskarżonym wszedł na górę, do gabinetu pani Whittmore, rozpoznał pan w twarzy denata twarz poszukiwanego przestępcy? I czy w trakcie rozmowy z nim widział pan, by ten bezpośrednio celował w oskarżonego z lufy swojego rewolweru, bezpośrednio grożąc mu?

Zobacz profil autora http://oldwhiskey.my-rpg.com

55 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 07, 2013 7:29 pm

Tak, mordę miał co najmniej jak seryjny morderca, psychopata, gwałciciel, pedofil i pijak razem wzięci. Dobrze że przynajmniej tłum go nie zlinczował za sympatię do czarnoskórego.
- Nie rozpoznawałem go. Ale przez chwilę widziałem w jego postawie zawahanie, ponieważ najpierw wycelował w oskarżonego, a ułamek sekundy później już we mnie. Ani on, ani ja nie mogliśmy zareagować, a potem już wiemy jak się skończyło. - uśmiech nadal nie znikał z jego twarzy.


_________________



Zobacz profil autora

56 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 07, 2013 7:39 pm

- Jednak nie jest w stanie powiedzieć, czy to pan Smallwood był celem dla denata, tak? Dziękuję wysoki sądzie nie mam więcej pytań! - obwieścił z dziwną dumą prokurator. Sąd po tych słowach chrząknął i nad czymś wyraźnie się zastanawiał.
- To wszystko panie Canizas. Może pan odejść. Teraz na świadka wezwiemy panią Beatrice Whittmore...
Gdy tylko kobieta weszła na salę, w pomieszczeniu rozległy się szepty i komentarze ludzi zgromadzonych na rozprawie.
Patrzcie to ta... ta od bandyty..!
- Cisza! - zawołał sędzia po czym zaprosił kobietę na środek sali i kazał się przedstawić. Potem, tak jak w przypadku innych osób zadał kluczowe pytanie:
- Co pani robiła dnia 24 grudnia w swojej restauracji, pani Whittmore?

Zobacz profil autora http://oldwhiskey.my-rpg.com

57 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 07, 2013 7:54 pm

Co za stresująca sprawa. Jakby mało miała stresów w ciągu ostatnich... miesięcy. Kobieta zatrzymała się w wyznaczonym miejscu, próbując zignorować szepty, które rozeszły się po sali. Odetchnęła głębiej dla uspokojenia, podała wszystkie konieczne informacje o sobie i... zamilkła na dłuższą chwilę.
- Wysoki sędzio, z racji tego, że budynek restauracji stanowi nie tylko miejsce mojego zarobku, lecz także mieści moje mieszkanie... - zaczęła, ale urwała, posyłając przepraszające spojrzenie sędziemu.
- Był dzień przed Bożym Narodzeniem i z tej przyczyny zwolniłam pracowników do domu znacznie wcześniej, niż zazwyczaj. Wywiesiłam na drzwiach tabliczkę informującą o zamknięciu lokalu, ale zapomniałam zamknąć drzwi... Zresztą, większość ludzi respektuje tę informację.
Znów zamilkła. Miała mówić dalej? Przypominać sobie o tym wszystkim i opowiadać na głos, przy wszystkich? Dreszcz mimowolnie przeszedł przez jej ciało.
- Zamierzałam udać się do gabinetu, bo miałam jeszcze trochę pracy, a wtedy usłyszałam, że ktoś wchodzi do środka i... i zobaczyłam trzech mężczyzn. Powiedzieli, że przyszli po dług, a gdy próbowałam pobiec na górę, strzelili tuż obok mnie i... I powiedziałam, że pójdę po te pieniądze, ale jeden z tych mężczyzn poszedł ze mną, a dwóch zostało na dole... - im dalej ciągnęła historię, tym bardziej się ona rwała, a Beatrice większość czasu wpatrywała się w punkt przed sobą, nie będący żadnym z ludzi przed nią.


_________________


Wiem jak ułożyć rysy twarzy, by smutku nikt nie zauważył.
Zobacz profil autora

58 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 07, 2013 8:00 pm

- Niech pani powie... rozpoznała pani w twarzach mężczyzn kogoś znajomego? - zapytał sędzia. Pogładził się po ogolonym policzku i kontynuował zadawanie pytań:
- Pani Whittmore, czy to prawda, że pani świętej pamięci mąż miał zatarg z prawem? Czy Al Whittmore prowadzić gang? I czy ci trzej mężczyźni współpracowali z pani mężem?

Zobacz profil autora http://oldwhiskey.my-rpg.com

59 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 07, 2013 8:06 pm

Pokręciła głową, ale zaraz się wyprostowała i poprawiła, udzielając słownej odpowiedzi.
- Nie, wysoki sądzie. Żaden z nachodzących mnie mężczyzn nie był mi znany.
Wysłuchała kolejnych pytań i aż jej się słabo zrobiło. Nie sądziła, że będą pytać o takie rzeczy, skoro sprawa dotyczyła tego czarnoskórego mężczyzny. Znów chwilę milczała, nim zebrała myśli.
- Cóż, jest to prawdą, aczkolwiek gdy poznałam Ala Whittmore'a, to był już zamknięty rozdział jego życia i nie rozmawialiśmy o tym... Nie wiem, czy ci mężczyźni z nim kiedykolwiek współpracowali, wysoki sądzie.


_________________


Wiem jak ułożyć rysy twarzy, by smutku nikt nie zauważył.
Zobacz profil autora

60 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 07, 2013 8:09 pm

- Czyli nic nie wiedziała pani o kryminalnych powiązaniach pani męża? - zapytał sąd - A ci mężczyźni, wspominali coś o pani mężu? Czego dokładnie od pani chcieli i co dokładnie pani chcieli zrobić? Proszę dokładnie opisać to, co stało się w pani gabinecie zanim wkroczył pan Canizas i oskarżony.
Na sali wyczuwało się napięcie i wyczekiwanie... co jakiś czas ktoś coś szepnął do sąsiada, by skomentować całą tą farsę... Ach, pani Whittmore przez najbliższe tygodnie będzie na językach wszystkich wokoło!

Zobacz profil autora http://oldwhiskey.my-rpg.com

61 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 07, 2013 8:24 pm

Beatrice wysłuchała słów sędziego i znów przeszedł ją dreszcz. Splotła ściśle palce obu dłoni i rozejrzała się, nieco nerwowo, po sali, gdy znów rozległo się szemranie zgromadzonych. Już czuła się słabo, a co dopiero, gdy będzie musiała dokończyć opowieść o tamtych wydarzeniach...
- Nie, nie wiedziałam - powiedziała pewnie. Gdzieś w głębi duszy znów poczuła żal do zmarłego męża, że pozwolił jej żyć w takiej niewiedzy, sprowadzając tym samym szereg nieszczęść na jej głowę, którą przecież chciał jedynie chronić.
- Zawsze chodziło o dług. O tysiąc dolarów. Nigdy nie mówili więcej, prócz tego, że chcą tych pieniędzy z powrotem i, że śmierć mojego męża nie zwalnia mnie od jego spłacenia...
Westchnęła i mocniej zacisnęła na sobie palce. Spuściła wzrok, wbijając go w blat przed sobą i tak właśnie powróciła do przerwanej wcześniej historii.
- Miałam nadzieję, że mężczyzna weźmie pieniądze i odejdzie, mogłam dać mu nawet więcej, wszystko co miałam... Ale on zamknął drzwi i zagrodził mi drogę ucieczki, i... - głos zaczął lekko drżeć, więc potem mówiła coraz ciszej, mając jednak nadzieję, że sędzia usłyszy, co ma usłyszeć. - Pobił mnie i zwyzywał, i... - zawahała się chwilę, nim przeskoczyła do dalszego ciągu opowieści. - Słyszałam wtedy jakieś hałasy na dole i strzały, a potem... musiałam stracić przytomność.
Beatrice uniosła głowę i spojrzała na sędziego.


_________________


Wiem jak ułożyć rysy twarzy, by smutku nikt nie zauważył.
Zobacz profil autora

62 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 07, 2013 8:35 pm

Sędzia milczłą dłuższą chwilę zastanawiając się, czy dalej ciągnąć pytania o gang Whittmore'a. Teoretycznie nie było to częścią sprawy, jednak coś urzędnikowi tu nie pasowało...
- Czyli nie widziała pani momentu zabicia denata? - zapytał w końcu, omijając pytania o dług Al'a Whittmore'a. Jednak Beatrice mogła być pewna, że mężczyzna sprawę tę zapamięta i zacznie węszyć.
- Proszę się zastanowić, to bardzo ważne. Czy widziała pani moment zabicia bandyty, który panią pobił?

Zobacz profil autora http://oldwhiskey.my-rpg.com

63 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 07, 2013 8:43 pm

Sędzia milczał, a Beatrice czekała z niezbyt radosną miną. Raczej jak na ścięcie. Na szczęście mężczyzna zostawił wątek jej zmarłego męża i długu. Cóż, a skoro kazał jej się zastanowić, to... się zastanawiała!
- Nie, wysokie sądzie - powiedziała w końcu.
Zastanawiała się, czy powiedzieć, co widziała, ale to mogło nie przedstawić oskarżonego w najlepszym świetle. W związku z tym milczała, wpatrując się w urzędnika i oczekując jeszcze jakichś pytań, albo zezwolenia na odejście.


_________________


Wiem jak ułożyć rysy twarzy, by smutku nikt nie zauważył.
Zobacz profil autora

64 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 07, 2013 8:54 pm

- Dziękuję, nie mam więcej pytań. – odparł sędzia i oparł się wygodniej o swoje krzesło.
- Jeśli mogę, wysoki sądzie… - odezwał się prokurator, wychodząc zza swojego biurka. – Jak widzi sąd, mamy tutaj bardzo prosta sytuację. Nawet mimo, iż świadek w postaci pani Whittmore nie może powiedzieć, ze widziała śmierć denata, to mimo wszystko mamy dowody na to, iż ofiara zginał właśnie przez pana Smallwooda. To on posiadał broń, z której wystrzelono śmiertelny pocisk., sam właściciel rewolweru to potwierdza, ba! Oskarżony nawet nie zaprzecza! Mamy co najmniej dwóch świadków, którzy mówią o tym, że pan Smallwood wszedł na górę do gabinetu. Mamy zeznania pana Canizasa mówiącego o tym, że oskarżony wystrzelił. Mamy słowa samego oskarżonego, że tak, to on strzelał! Ale nie chciał zabić… ale zabił, wysoki sądzie, zabił człowieka! Nawet jeśli był to przestępca, nawet jeśli świadek Whittmore utrzymuje, ze był to pełen agresji człowiek, który ją pobił… pan Smallwood nie miał prawa strzelać do niego i sądzić go sam, odbierając mu życie!
Prokuratom z dumą i pewnego rodzaju wyższością spojrzał w stronę Małego Johna.
- Prawda jest taka, że oskarżony powinien wezwać szeryfa i oddać sprawę w ręce urzędników państwowych a nie samemu wbiegać z bronią palną do restauracji i odgrywać bohatera. Wysoki sądzie, dlatego podtrzymuję wniosek o to, by skazać oskarżonego… nie, może nie na karę śmierci, z uwagi na to, ze tak, faktycznie denat był zbrodniarzem. Ale proszę o dwadzieścia lat więzienia za samosąd i zabójstwo białego mężczyzny.
Zapadła cisza… można było słyszeć tylko świst oddechu sędziego, który z wielką uwagą wpatrywał się w Małego Johna.
- Tak, rozumiem… jednak nie mogę wydać wyroku teraz, czeka nas jeszcze jedno przesłuchanie. Zgłosił się do ans świadek, który uważa, ze ma istotne informacje dotyczące tej sprawy. Jednak nim wezwę… Em… - tu sędzia spojrzał na kartkę, która leżała przed nim na biurku – Doktora Artura Promnitza to chcę zapytać oskarżonego, czy chce coś nam jeszcze powiedzieć?

Zobacz profil autora http://oldwhiskey.my-rpg.com

65 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 07, 2013 9:04 pm

Mały John słuchał tych wszystkich osób na Sali nie wiedząc czy szala zwycięstwa przechyla się na jego strone czy przeciwnika. Zaciskał i rozluźniał na przemian dłonie, w jakiś sposób musząc odreagować swój stres związany z tą całą sprawą. Denerwowało go, ze tak wszystko się przeciąga, ale dzięki temu mógł wyjsć z tego cało – z głową na karku.
Opuścił głowę podczas przemowy oskarżyciela, chociaż na końcu języka krążyly mu nieprzychylne słowa dotyczące mężczyzny. Co jakiś czas zerkał na jedynego człowieka, któremu zaufał i który czuł względem Johna dług wdzięczności, ba! nazwał go swoim przyjacielem i obiecał honorem uratować go z tego procesu. To właśnie Patrick Canizas powodował swoją osobą, że ciemnoskóry mężczyzna trzymał język za zębami.
Podniósł jednak podbródek kiedy mężczyzna zmienił informację z kary śmierci na więzienie. 20 lat więzienia? Takiego obrotu sprawy Mały John nie przewidział, a zdziwienie na jego twarzy było aż nadto widoczne. Przełknął ślinę, ale zaraz zacisnął szczęki mocniej aż zęby mu zgrzytnęły i rysy twarzy wyostrzyły.
Potem odezwał się sędzia i w jego stronę spojrzał Mały John, zaciskając zęby. Istotne informacje? Kto to był? Doktor? DOKTOR! W nim ostatnia nadzieja, ale Kidy padło pytanie, Mały John wypalił gniewnym tonem:
- Tak, proszę wysokiego sądu. Chciałbym się zwrócić bezpośrednio do pana oskarżyciela, który widzi okazję do poniżenia czarnej rasy i nie zawraca sobie głowy wysunięciem wniosku o zatrzymanie pana Canizasa czy pana Smitha, skoro obaj przyznali się do zabicia bandytów! Dlaczego więc oni otrzymali nagrodę za ich śmierć, a ja zostałem oskarżony? Bo broniłem pobitej kobiety i postrzelonego mężczyzny? Bo zareagowałem, kiedy ktoś prosił o pomoc?! Już wystarczająco dużo mi zabraliście! Wolę zawisnąć na stryczku niż gnić w więzieniu! – Im więcej mówił, tym jego ton głosu stawał się ostrzejszy i mniej przyjemny, donośniejszy.


_________________

Zobacz profil autora

66 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 07, 2013 9:11 pm

Sędzia począł stukać o blat stołu swym młotkiem, by przywołać do porządku Małego Johna a także i widzów na Sali. Ci, nie omieszkali krzykiem komentować słów czarnoskórego mężczyzny.
- Cisza! Cisza mówię! Panie Smallwood, radziłbym trzymać język za zębami. Sąd zdaje sobie sprawę, że padły tu oskarżenia o zabójstwo ze strony dwóch świadków i dlatego tylko i wyłącznie w gestii pana prokuratora jest to, co dalej z tym zrobi. Pan nie powinien się w to mieszać, tylko spokojnie czekać na wyrok w swojej sprawie! – zauważył sąd, po czym powrócił do uciszania widowni.
Gdy tylko udało się okiełznać złość gapiów, sędzia poprosił na salę nie kogo innego jak doktora Promnitza…

Zobacz profil autora http://oldwhiskey.my-rpg.com

67 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 07, 2013 9:35 pm

Doktor wszedł na salę, z jakimiś papierami pod pachą. Spokojny, dziwnie zadowolony z siebie, przywitał się i z oskarżonym, i z panem prokuratorem. Ukłonił się przed wysokim sądem, po czym jak na odprawie wojskowej stanął na baczność.
- Doktor nauk medycznych, Artur Promnitz, wiek czterdzieści jeden lat. Zajmuję posadę lekarza w Old Whiskey i to ja nadzorowałem prace nad ciałem denata. Jeśli można to tak nazwać.
Postukał obcasem o podłogę i chrząknął kilka razy nim zaczął ponownie mówić.
- Zgłosiłem się, gdyż do niedawna miałem pewne wątpliwości jeśli chodzi o tę śmierć… to znaczy zabójstwo, które w sumie takim zabójstwem nie było.
- Co pan sugeruje?! – przerwał mu prokurator. – Jak to nie zabójstwo?
- No, cóż, śmiem twierdzić, ze nie do końca! – odparł Promnitz po czym poprawił druciane okulary na swoim nosie. – Zaraz po tym jak wezwano medyków do rannych poproszono mnie tez o oględziny ciała. Na pierwszy rzut oka ktoś mógłby stwierdzić, że faktycznie, denat zginął od kuli. Jednak po dalszej sekcji zwłok to nie było już takie oczywiste!
Zaczął grzebać w swojej teczce, szukając w niej potwierdzenia swoich słów.
- Proszę, zrobiłem nawet zdjęcie, znaczy, poprosiłem redaktora lokalnej gazety by swoim aparatem zrobił zdjęcie ciała. – Odparł i pokazał sędziemu fotografię. – Proszę spojrzeć, ta czerwona plama, to jest miejsce po kuli. Widać, ze trafiła ona w brzuch i to dało mi do myślenia.
- To znaczy? – zapytał sąd, przyglądając się fotografii.
- Cóż, z tego co ja wiem, a także parę setek innych lekarzy, postrzał w tę część ciała nie skutkuje śmiercią natychmiastową.
- Jak to? Co pan insynuuje? – Prokurator zaczął się nerwowo dopytywać.
- Ciosy w brzuch są na tyle interesujące, ze skutkują krwotokiem do wewnątrz. Tak tez było tutaj. Gdyby denat nie wypad z okna mógłby umierać nawet kilka godzin. Ba, byłby w stanie jeszcze chodzić, czy się bronić. Śmierć i agonia nadeszły by o wiele później.
Sala zawrzała. Ponad gwarem zaskoczonych osób rozległo się stukanie sędziowskiego młotka.
- Niech pan mówi dalej . zachęcił sędzia.
- Gdy przybyłem na miejsce stwierdziłem natychmiastowy zgon mężczyzny, to znaczy ofiary. Nie ma co do tego pomyłki, sprawdzałem dwa razy. W takim razie to nie mógł strzał w brzuch spowodować śmierci denata… twierdzę, ze to właśnie upadek z okna go zabił, a dokładniej to skręcenie karku, które potwierdziłem przy późniejszych oględzinach.
Ludzie aż piszczeli z zaskoczenia.., czyli co? May John niewinny? Jak to nie było zabójstwa, jak Nawet oskarżony się do tego przyznał!
- Panie doktorze, chce nam pan tu wmówić, ze to nie oskarżony jest winny śmierci denata?
- Tak, to chcę powiedzieć. – odparł. – Nawet jeśli jest winny postrzałowi w brzuch, to nie była to w tamtym momencie rana śmiertelna. Jestem nawet na tyle bezczelny by stwierdzić, ze denat byłby w stanie przeżyć ten postrzał, gdyby, oczywiście, nie skręcił karku wypadając z okna.
- W takim razie, co pan powie na temat tego, ze to postrzał był przyczyną tego upadku? – wciąż dociekał prokurator, który chciał, by wyszło na jego.
- Tak myślałem, ze pan o to zapyta. – odparł doktor i pogładził się po policzku. – Cóż, powiem panu, ze gdy podszedłem do ciała czułem od niego całą gorzelnię, więc jako medyk mogę stwierdzić upojenie alkoholowe. Więc jestem daleki od przesądzania czy cios kuli był przyczyną upadku. Mogło to spowodować równie dobrze pijaństwo i amok alkoholowy.
Prawnik aż poczerwieniał ze złości, a sędzia ponownie zaczął uciszać salę.
- Odważna Reza, doktorze. – zauważył wreszcie wysoki sąd, kiwając głową. – Ale wszystko brzmi logicznie i nie mamy podstaw panu nie wierzyć. Jednak pytanie, czemu pan tak późno o tym powiedział?
- Bo nie uważałem tego za istotne w dniu, w którym zostałem wezwany. – zauważył wprost Promnitz. – Wtedy miałem na głowie pacjentów a potem nikt nie raczył mnie poinformować o rozprawie. Dowiedziałem się z dzisiejszej gazety. Naprawdę nikt ze śledczych nie chciał przyjść spytać o opinię. Ale jak wysoki sąd widzi, jestem i mówię prawdę. Stawiam na szalę swoje wieloletnie doświadczenie i praktykę, wiec mam wiele do stracenia kłamiąc.
Sędzia zamilkł i zastanowił się przez chwilę, w końcu uznając, ze nie ma więcej pytań.
- A pan, panie Smallwood? Chce o coś zapytać?


_________________

 

Zobacz profil autora

68 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 07, 2013 9:40 pm

Mały John z bijącym mocno sercem wysłuchał sędziego, który uspokajał go i dawał jasno do zrozumienia, że ma się zamknać. Tylko w całkiem kulturalny sposób. Mężczyzna więc z niecierpliwoscią obserwował przybycie doktora, skinął mu głową na powitanie i słuchał.
Słuchał.
Z każdą chwilą czuł rosnące zdziwienie i szok, który zahamował resztę emocji. Pokręcił przecząco głową na pytanie sędziego.


_________________

Zobacz profil autora

69 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 07, 2013 10:00 pm

Chwilę nie wiedział na jakim gruncie stoi, ale po zeznaniach doktora Promnitza... aż go zatkało. Nie wiedział co powiedzieć.
Dobra nasza, takie dowody są niepodważalne!
Patrick uśmiechnął się do Johny'ego i odezwał cicho.
- Wygramy to. - a był tak szczęśliwy, jak nigdy dotąd.
Poprzysiągł na honor, a obietnica pewnie będzie dotrzymana. Dobrze że ta sprawa się kończy, choć przed przeczytaniem wyroku, Patrickowi trzęsły się ręce, a stres sięgnął zenitu.


_________________



Zobacz profil autora

70 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 07, 2013 10:16 pm

Prokurator dwoił się i troił by przekonać sędziego do swoich racji. Jednak fakty stały po stronie obrony i to im przychylił się w końcu sąd musiał ogłosić wyrok.
- W imieniu stanu Arizona, ogłaszam, że John Smallwood jest niewinny zabójstwa Samuela Danielsa. Jednocześnie uznaje go winnym za poważne ranienie Samuela Danielsa. Zważając jednak na okoliczności, czyli obronę własną oraz innych ludzi znajdujących się w tym czasie na miejscu zbrodni, sąd odbiega od karania za pośrednie przyczynienie się do śmierci denata. Tym samym skazuje Johna Smallwooda na karę 500 dolarów grzywny oraz zakaz posiadania broni na najbliższe pięć lat. Grzywna powinna być wpłacona do burmistrza miasteczka Old Whiskey w czasie nie dłuższym niż miesiąc od wydania wyroku. Inaczej akra może zostać zmieniona na trzy miesiące aresztu. Zamykam rozprawę.

PATRICK CANIZAS DOSTAJE + 1 DO INTELIGENCJI, + 1 DO CHARYZMY
BEATRICE WHITTMORE DOSTAJE + 1 DO INTELIGENCJI
TITUS SMITH : + 1 DO INTELIGENCJI

WSZYSCY DOSTAJĄ + 10 DO HONORU ZA STAWIENIE SIĘ W SĄDZIE I UCZCIWE ZEZNAWANIE I WSTAWIENIE SIĘ ZA MAŁYM JOHNEM!

Zobacz profil autora http://oldwhiskey.my-rpg.com

71 Re: Biuro burmistrza on Wto Sty 08, 2013 1:20 pm

Mały John słuchał wypowiedzi doktora wciąż nie wierząc w słowa, które ratowały go od stryczka na najbliższe kilka godzin. Został uniewinniony, dzięki czemu mógł wyjść z budynku jako wolny człowiek. Tylko grzywnę musiał zapłacić, ale trafi do aresztu. Od złego wolałby to drugie, ponieważ prawda była taka, że nie miał przy sobie aż tylu pieniędzy. Cześć dał Canizasowi na przechowanie, a cześć Amarancie. Jak więc miał ich poprosić o zwrot? Nie, to w ogóle nie wchodziło w rachubę, po prostu spędzi trzy miesiące w areszcie. Może wtedy całą sprawa ucichnie i nieprzychylni mu ludzie zapomną chociaż trochę?
Tak, bezpieczniej byłoby w areszcie.
Opuszczając salę, rozmawiał z Patrickiem, gorąco mu dziękując za podtrzymywanie nadziei na dobre zakończenie. Nie chciał dzielić się z nim swoimi obawami dotyczącymi linczu.
Połowa drogi już za nim, może z ta druga sam będzie w stanie sobie poradzić.

z/t


_________________

Zobacz profil autora

72 Re: Biuro burmistrza on Pią Sty 25, 2013 11:24 am

Go??


Gość
Ech. Przychodzą w życiu takie chwile każdego mężczyzny, że musi zrobić coś, czym rzeczywiście zasłuży na miano prawdziwego mężczyzny. Blake niby tego bardzo chciał, ale z drugiej strony się obawiał. Obawiał się odpowiedzi burmistrza, Natalie i w ogóle całej tej sytuacji, która miała niebawem nastąpić. Temperton nie był jednak aż tak pewny siebie, za jakiego się uważał. Jednak chęci miał tak wielkie, że postanowił, iż nie będzie się poddawać. Trzeba spróbować i zaryzykować, a nuż się uda!
Z takim więc nastawieniem przygotowywał się w mieszkaniu - wszak chciał zrobić dobre wrażenie na panu Hawton! Lekarz przecież nie mógł wyglądać jak obdartus, choć trzeba przyznać, że powoli brakowało mu garniturów. Tak, zapewne trzeba je wyprać, tylko trzeba wpierw umieć!
Dobra, bo teraz to chyba zabrzmiało, że plany matrymonialne Blake'a są spowodowane nieumiejętnością prania ubrań - nic z tych rzeczy! Po prostu oznacza to, iż musi jeszcze załatwić sprawy w pralni, a i tak miał teraz dużo do załatwienia - dostał pożyczkę, więc kupuje dom. To samo w sobie było zakładaniem, iż mu się uda! Albo, że po prostu nie ma ochoty mieszkać w zdezelowanej chatce.
Dotarł w końcu tam, gdzie miał dotrzeć i zapukał do drzwi. Cóż, był trochę stremowany!

73 Re: Biuro burmistrza on Pią Sty 25, 2013 11:52 am

Drzwi otworzył sam burmistrz. Billy widząc prze sobą nie kogo innego jak samego Blake'a, uśmiechnął się szeroko. Poklepał przyjaźnie mężczyznę po ramieniu i zaprosił do środka.
- Czym mogę służyć, mój drogi? - zawołał, szybko zbierając z biurka stertę gazet sprzed kilku dni. - Siadaj, siadaj, wybacz ten bałagan młodzieńcze, ale... ach trudno tak bez pomocy w tym biurze.
Faktycznie, lokal burmistrza nie wyglądał do najlepiej zadbanych i wysprzątanych. tony kurzu fruwały w powietrzu, dusząc gardło i noc. Stare zasłony nie dopuszczały światła do gabinetu, chociaż pewnie zasunięte były po to, by nie było widać brudnych okien.

Zobacz profil autora

74 Re: Biuro burmistrza on Pią Sty 25, 2013 12:11 pm

Go??


Gość
Wdech i wydech, nie mdlej! Tak pomyślał sobie Blake, kiedy burmistrz otworzył mu drzwi. Jednak aby zatuszować lekkie poddenerwowanie uśmiechnął się, po czym przywitał z mężczyzną. Hm, chciał dobrze wypaść, a jak tak rzucił szybko okiem na otoczenie, to miał wrażenie, że tu nie pasuje. Ale bałagan! Od tego można dostać duszności. Jednak Temperton postanowił nie wychylać się z morałami na ten temat, o dziwo!
- Rozumiem, nic się nie dzieje - odparł uprzejmie. Tak, co prawda on z doktorem Promnitzem sprzątali, jednak bez Zoi trwałoby to zdecydowanie dłużej a i pacjentów było sporo, więc mogliby się nie wyrobić.
Czym może służyć? Hm, dobre pytanie! Zgodą najlepiej HEHEHEH. Tak, Blake postanowił, iż wyłoży kawę na ławę, aby oszczędzić burmistrzowi czasu.
Ale najpierw usiadł.
- Jak pan wie, to dla Natalie tutaj wróciłem, bo kocham ją i chciałbym założyć z nią rodzinę. Dlatego przychodzę do pana, aby prosić pana o rękę pańskiej córki - wypowiedział szybko te słowa, tak się biedak zestresował. Miał jednak nadzieję, że pan Hawton nie będzie miał mu za złe takiego szybkiego przejścia do konkretów. Jednak sądził, iż burmistrz jest dosyć zajętym człowiekiem i nieładnie byłoby mu zajmować dużo czasu, owijaniem w bawełnę.

75 Re: Biuro burmistrza on Pią Sty 25, 2013 12:18 pm

- Cóż... - odparł burmistrz. - Ja...sądziłem, ze najpierw się napijemy kawy, ale jeśli tak pan stawia sprawę..!
Wyglądał na zaskoczonego, ale na szczęście nie było w nim ani złości ani gniewu. nie sprawiał wrażenia, jakby zaraz miał wyrzucił Tempertona ze swojego gabinetu. Zamiast się na niego wydrzeć, spokojnie usiadł i posłał mu lekki uśmiech.
- dobrze pan wie, ze trudno jest się rozstać z jedyną córka, prawda? - zapytał cicho. - Musze być pewien, ze dobrze się pan nią zaopiekuje...
Blake musiał być przygotowany na to, że Hawton nie powie od razu "tak".

Zobacz profil autora

Sponsored content


Powrót do góry  Wiadomość [Strona 3 z 19]

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 11 ... 19  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach