Forum RPG


You are not connected. Please login or register

Biuro burmistrza

Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 10 ... 19  Next

Go down  Wiadomość [Strona 2 z 19]

26 Re: Biuro burmistrza on Czw Gru 20, 2012 12:17 am

- Postaram się! - odparła.
Jednak nie była pewna, czy panie z koła gospodyń się zgodzą na ten pomysł. Natalie wciąż miała w pamięci te pamiętne spotkanie, na którym doszło do bójki. Natalie wciąż nie do końca ogarniała swym umysłem, jak do tego wszystkiego mogło dojść.
I co teraz miała powiedzieć biedna Hawtonówna? Nie mogła obiecać, że nigdy się nie zmieni, bo nie wiedziała, co życie jej przyniesie, może zmusi ją do zmiany.
- Oj, tato, niech tata nie płacze, bo zaraz i ja się rozpłaczę - odparła.
Zbierało jej się na płacz, zbierało, a to wszystko przez kochanego ojca!


_________________



dreams don't carry quite the weight they used to have
Zobacz profil autora

27 Re: Biuro burmistrza on Czw Gru 20, 2012 9:04 am

- Oj moje słońce, już nie płaczę! - pociągnął nosem Billy i otarł łezkę z oka. - Ach, to może Natalie, pomożesz mi udekorować świątecznie biuro? Mój współpracownik znalazł stare pudło z ozdobami, może je gdzieś powiesimy? Tu zawsze jest tak ponuro i smutno. Niech wejdzie trochę życia!
Po tych słowach sięgnął do szafki przy biurku i faktycznie, wyciągnął wielki karton z mnóstwem świecących bibelotów. Łańcuchy, figurki, świecie, obrusiki z motywami świątecznymi... czego tam nie było!

Zobacz profil autora

28 Re: Biuro burmistrza on Czw Gru 20, 2012 7:55 pm

I Natalie powstrzymała się od płaczu. Przypomniała sobie o herbacie, która teraz pewnie już wystygła. Ale nie żałowała, rozmowa z ojcem była jej potrzebna, jak tlen prawie!
- Tak, tak, tato, tata mógł wcześniej o tym mówić, już dawno bym to zrobiła! - odparła.
A potem zabrała się do pracy. Przejrzała wszystkie ozdoby, co było, dokładnie, zastanowiła się chwilę, a potem... potem zaczęło się. Kręciła się po pomieszczeniu jak fryga, ozdabiając je, według swojego gustu. Starała się zrobić to, by było widać szyk, elegancję i estetykę, a nie upstrzone byle co.


_________________



dreams don't carry quite the weight they used to have
Zobacz profil autora

29 Re: Biuro burmistrza on Czw Gru 20, 2012 8:09 pm

- Pięknie, pięknie! - zaśpiewał wesoły Billy, widząc jak córka ozdabia jego gabinet. - Jak myślisz, twojej matce spodoba się pomysł udekorowania biura? A mieszkańcom? Och, a może powinienem w gazecie wydać specjalne życzenia dla obywateli? Och, Natalie, pomożesz mi napisać takie życzenia? Ty zawsze masz dobre pomysły!
I nie czekając wiele, usiadł przy biurku, wyciągając kałamarz oraz puste kartki papieru.
- Możesz mi dyktowac... och jak ślicznie zawiesiłaś te łańcuchy pod sufitem!

Zobacz profil autora

30 Re: Biuro burmistrza on Czw Gru 20, 2012 8:23 pm

- Nie wiem, czy mamie się spodoba, ale może komuś tak, bardzo by mnie to cieszyło, tak jak cieszy mnie, że tacie się podoba - odparła, nadal przystrajając wnętrze biura ozdobami.
- Tak, tak, musi tata wydać takie życzenia! - zaaprobowała ideę ojca. - Ale że ja? - zdziwiła się nieco, ale zaraz zgodziła się. - Dobrze, tylko tata mnie poprawi, jak coś będzie tak nie urzędowo.
Czuła, że lepiej będzie, jeśli ona to zrobi, niż jej matka. Matka to wymyśli nie wiadomo co, a Natalie... lepiej chyba znała te miasteczko, jego mieszkańców i wiedziała, że do wielu trzeba zwracać się prosto i szczerze.
- Z okazji nadchodzących świąt Bożego Narodzenia chciałbym życzyć wszystkim mieszkańcom dużo zdrowia... - zaczęła dyktować, powoli kończąc już dekorowanie biura.


_________________



dreams don't carry quite the weight they used to have
Zobacz profil autora

31 Re: Biuro burmistrza on Czw Gru 20, 2012 8:37 pm

Billy uważnie pisał każde słowo dyktowane przez córkę. Jak dziecko w szkole, piszące dyktando. Jednak taki podział ról w tej sytuacji w ogóle mu nie przeszkadzał.
- Ach, Natalie! - przerwał na chwilę Billy, sięgając do szuflady biurka po raz kolejny tego dnia i wyjmując z niego pudełeczko zapakowane w czerwony papier.
- Możesz otworzyć wcześniej.
Wstał i podał dziewczynie podarunek, który, jak się okazało, był perłowym naszyjnikiem.

Zobacz profil autora

32 Re: Biuro burmistrza on Czw Gru 20, 2012 9:13 pm

Gdy skończyła dekorowanie biura, stanęła przed ojcem i dyktowała mu, co miał pisać. Tak lepiej się jej myślało, gdy stała. Nie spodziewała się jednak, że ojciec jej wręczy prezent. Nie spodziewała się też, jaki to miał być prezent.
- Dziękuję, tato, ale nie trzeba było, naprawdę - odparła.
A potem szybciutko rozpakowała prezent, była ciekawa, co też tam było. Oczy jej rozbłysły, jak zobaczyła... perłowy naszyjnik. Nie wierzyła w to, co widziała.
- Tato... - wydusiła z siebie, a potem wręcz rzuciła się na swego ojca, tak mu chciała podziękować.


_________________



dreams don't carry quite the weight they used to have
Zobacz profil autora

33 Re: Biuro burmistrza on Czw Gru 20, 2012 9:17 pm

- Oj, no bo mnie udusisz! - zaśmiał się Billy. - No, załóż to na siebie i idź paradować po mieście! Aż żal by było chować tak przyozdobioną szyję w domu!
Cofnął się a gdy trzeba było, pomógł Natalie zapiąć naszyjnik.
- Pięknie... - odparł, ocierając łzy wzruszenia. - Naprawdę, aż szkoda by taki skarb się marnował. Idź, zaczaruj tego swojego doktorka, bo warto! A potem założysz te perły na swój ślub!

Zobacz profil autora

34 Re: Biuro burmistrza on Czw Gru 20, 2012 9:30 pm

- Tato, tacie tyle zawdzięczam, nie wiem, jak się tacie mam odwdzięczyć, tata powie - powiedziała, może zachowując się, jakby była młodsza, niż jest... ale tak się czuła w obecności ojca, jakby miała lat kilkanaście, a nie dwadzieścia trzy. I niewielkie nadzieje na zamążpójście.
- Jeśli do niego dojdzie, tato, jeśli do niego dojdzie - odparła nieco smutno.
Cóż, powoli kiełkowała w niej myśl, że chciałaby mieć rodzinę, męża, a z czasem i dzieci, już nie czuła, że to tylko jej obowiązek. Może do tego dojrzała?


_________________



dreams don't carry quite the weight they used to have
Zobacz profil autora

35 Re: Biuro burmistrza on Czw Gru 20, 2012 9:36 pm

- Najważniejsze, ze jesteś, córeczko! - powiedział z pogodnym uśmiechem i ucałował dziewczynę w czoło. A potem poklepał po policzku, mówiąc, ze powinna iść do domu, pobyć trochę z matką.
- Powiedz jej, ze przyjdę dziś wcześniej - powiedział cicho, ale wciąż jakoś wesoło. - A jutro wielki dzień! Święta! Ach, naprawdę, nawet mimo humorów twojej matuli jestem w stanie się w ten dzień cieszyć!

Zobacz profil autora

36 Re: Biuro burmistrza on Czw Gru 20, 2012 9:51 pm

- Tak, mama ma swoje humory, ale gdyby ich nie była, to nie byłaby mamą - stwierdziła Natalie. - I powiem, powiem, mama się ucieszy! - dodała.
A potem jeszcze raz przytuliła się do ojca. A gdy już przestała go ściskać, to podziękowała jeszcze raz wylewnie, pożegnała się i wybiegła szybko i radośnie z pomieszczenia. Święta się zapowiadały radośnie...
I tyle ją widzieli!

[zt]


_________________



dreams don't carry quite the weight they used to have
Zobacz profil autora

37 Re: Biuro burmistrza on Nie Sty 06, 2013 7:54 pm

Patrick całą drogę myślał o spotkaniu z Blair. Boże i co teraz? Dobra, mniejsza o to, teraz są inne sprawy. Burmistrz i nagroda. Swoją drogą, nigdy nie widział burmistrza i znajomość z nim może pomogła by mu w... paru sprawach. Szczególnie, że w głowie weterynarza rodził się malutki plan.
W końcu trzeba zabezpieczyć swoją przyszłość.
Przeszedł się po najwyraźniej pustej poczekalni i przeglądnął ogłoszenia. O, po tej akcji w restauracji nawet o nim w gazetach pisali. A to ci niespodzianka!
Patrick więc, zapukał do drzwi, uchylił je i wyjrzał z nich tylko głową.
- Przepraszam, można? - uśmiech nadal i wiecznie gościł na jego twarzy.


_________________



Zobacz profil autora

38 Re: Biuro burmistrza on Nie Sty 06, 2013 8:16 pm

Burmistrz jak zwykle był zajęty nic nie robieniem. Dlatego tez nie przeszkadzało mu to, ze ktoś go odwiedził. Z radością i uśmiechem zaprosił więc Patricka do środka!
Wskazał weterynarzowi krzesło przy swoim biurku i zachęcił do tego, by rozsiadł się wygodnie. Szczerząc nierówne i żółte zęby zapytał, w czym może służyć.
W końcu, w końcu ktoś ma do niego jakiś interes!

Zobacz profil autora

39 Re: Biuro burmistrza on Nie Sty 06, 2013 8:24 pm

Patrick z uśmiechem zajął wyznaczone miejsce i rozsiadł się wygodnie. Tylko bez przesady, żeby nie wyglądać jak flejtuch.
- Dzień dobry. Ja po odbiór nagrody. Wiem, że sprawa powinna być załatwiana u szeryfa, ale z szeryfem... można powiedzieć że nieco się posprzeczaliśmy. - zaśmiał się. Hah, jeszcze Patricka o kłamstwo oskarżał. A to hultaj!
- No i skierował mnie do pana osoby. Chodzi o tych bandytów z restauracji "Fairy", kiedy to bandyci odwiedzili panią Beatrice. - oczywiście nadal utrzymywał uśmiech. Burmistrz wydawał się już teraz, ciekawym człowiekiem.
Zobaczymy co dalej.


_________________



Zobacz profil autora

40 Re: Biuro burmistrza on Nie Sty 06, 2013 8:37 pm

-A.. a to pan! - zawołał nieco zmieszany burmistrz i podrapał się po brodzie. Chwile milczał, zastanawiając się, co odpowiedzieć. był zaskoczony, ze mężczyzna przyszedł prosić o pieniądze.
Sięgnął do szuflady w biurku i zaczął czegoś w niej szukać.
- Ach, nagroda... znaczy, biuro burmistrza dysponuje teraz tylko... stu dolarowym banknotem... - odparł bez ogródek.

Zobacz profil autora

41 Re: Biuro burmistrza on Nie Sty 06, 2013 8:51 pm

Tak, tak, to ja. A czemóż to burmistrz był tak zaskoczony?
Chociaż, szczerze powiedziawszy to Patrick był równie zaskoczony nagrodą, no ale cóż, lepsze sto dolarów w garści niż Javier w swojej kryjówce, nieprawdaż? Chociaż, do planów Patricka przydało by się trochę pieniędzy.
Wstał z krzesła, wziął nagrodę i z uśmiechem na ustach już chciał wychodzić, gdy wymyślił coś. Może sprawi burmistrzowi złośliwy uczynek? A może lepiej mieć w nim swojego przyjaciela.
- Do zobaczenia Panie Hawton miłego dnia. - ukłonił się, uśmiechnął i chwilę potem zniknął za drzwiami.

/zt


_________________



Zobacz profil autora

42 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 07, 2013 2:14 pm

Nadszedł ten czas - dzień sądu nad Małym Johnem. Ten czarnoskóry obywatel miasteczka Old Whiskey miał stanąć przed obliczem sądu oskarżony o zabójstwo. Chociaż wielu wiedziało, że zbrodnia ta była wynikiem afektu i obrony własnej oraz innych – prawo było nieugięte. Należało postawić tego człowieka przed obliczem sędziego, który miał wydać, podobno, sprawiedliwy wyrok.
Biuro burmistrza Hawtona na dzisiejszy dzień zmieniło swoją rolę. Za biurkiem urzędnika zasiadał sędzia, który w niewielkiej salce miał przesłuchiwać świadków i słuchać wyjaśnień oskarżonego. Kto chciał, mógł oczywiście brać udział w rozprawie jako widz, jednak musiał się liczyć z małą ilością miejsca.
Przecież najważniejsze było to, by pojawili się tutaj świadkowie a nie żadni plotek gapie.
Sędzia, który przybył aż z Yumy, ze srogą miną rozglądał się wokoło. Obok niego siedział wystraszony burmistrz, pan Hawton, który jako reprezentant władz miasteczka miał kontrolować przebieg procesu – jednak za wiele do gadania nie miał. Sędzia cały czas przypominał o swojej niezawisłości i niezależności i o tym, że wyrok i tak zależy od niego.
Gdy wprowadzono oskarżonego, Małego Johna, oczy wszystkich wróciły się najpierw ku niemu, a później na gburowatego sędziego.
Naprzeciw czarnoskórego mężczyzny stał oskarżyciel – ubrany pozornie schludny garnitur i gładko ogolony, jednak gdyby się mu przyjrzeć można było dojrzeć znaczącą różnicę między nim a naprawdę majętnymi ludźmi. Mimo wykształcenia, prokurator zapewne nie cieszył się zbyt dobrą passą o czym świadczyła znoszona marynarka i matowe, zniszczone już latami buty. Mężczyzna, widząc na sobie wzrok innych, przygładził swoje włosy.
Sędzia natomiast nie okazywał takiego zdenerwowania jak strona oskarżająca. Jego pokerowa twarz nie zdradzała żadnych emocji, tym bardziej ton głosu. Gdy zaczął mówić wszystkich zebranych przeszedł dziwny dreszcz niepokoju…
Nawet prokurator był przelękniony surowością Wysokiego Sądu, co dało się usłyszeć w drżącym głosie mężczyzny, gdy ten odczytywał akt oskarżenia.

- Oskarżam obecnego tutaj, Johna Smallwooda, o zabójstwo białego mężczyzny. W dniu 24 grudnia 1896 roku, czarnoskóry napastnik zastrzelił mężczyznę w restauracji „Fairy”, kierując się swoim strachem i burzliwymi emocjami. Mimo, iż zbrodnia w afekcie, była ona zupełnie bezpodstawna i niepotrzebna. Mężczyzna postanowił wydać samosąd i nie czekając na pomoc stróżów prawa sam dokonał egzekucji białego mężczyzny. Mimo pobudek takich jak strach i chęć ochrony życia innych osób znajdujących się w pomieszczeniu nie godzę się na to, by czyn ten został zapomniany. Oskarżam zatem Johna Smallwooda o zabójstwo i żądam dla niego kary najwyższej, czyli śmierć przez powieszenie. Moją decyzję uzasadniam następująco: mężczyzna nie był bezpośrednio atakowany, a denat nie celował w oskarżonego, przez co nie można mówić o obronie własnej. Po drugie można ten czyn zakwalifikować jako samosąd, czyli wydanie wyroku przez osobę do tego nieuprawnioną…

PRZEBIEG PROCESU:

- na samym początku Mały John składa wyjaśnienia, zadawane są pytania przez Mistrza Gry
- Mistrz Gry powołuje świadków, wysłuchuje ich i zadaje pytania
- Każde wtrącenie się i złamanie porządku rozprawy będzie karane
- Mały John ma prawo odnosić się do każdego zaprezentowanego dowodu
- Mały John ma prawo zadawać pytania świadkom
- Nie można odmówić składania zeznań (chyba, ze jest się najbliższą rodziną)
- Składanie fałszywych zeznań będzie karane


Zobacz profil autora http://oldwhiskey.my-rpg.com

43 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 07, 2013 2:31 pm

Dzień sądu w końcu nadszedł i mimo, że Patrick Canizas przygotował go na przebieg rozprawy, Mały John nie mógł wyeliminować strachu. Weterynarz był jedynym jego obrońca i w nim pokladal swoją największą ufność, ponieważ bez jego wstawiennictwa szybko przywita się ze stryczkiem.
Czuł na sobie nieprzychylne spojrzenia kiedy wprowadzono go do domu burmistraz oraz surowe spojrzenie sędziego, który raczej nie chciał mieć z nim niczego wspólnego. Pokerowa twarz nie dawała mu zbyt wielu szans na dobry obrót sprawy, a jedynym pocieszeniem było to, że najważniejsi dla Malego Johna ludzie byli w bezpiecznej odległości i siedzieli spokojnie w swoich domach. Amaranta miała zapewnioną dobra przyszłość, mogła skorzystać z pieniędzy w czarną godzinę, a pan Patrick też trochę dolarów od niego dostał. Nawet, jeśli się nie uda...będą mieli jakąś rekompensacje.
Wszedł pokornie do pomieszczenia że schylona głową i wysluchiwal cierpliwie oskarżenia, chociaż krew się w nim burzyla. Oskarżyciel miał rację, ale naginal prawdę do własnych potrzeb. Za rada pana Canizasa, Mały John powstrzymywał swój język przed odezwaniem się i zaprzeczeniem. Nie chciał być pozbawiony prawa głosu, więc zaciskal tylko wargi i pięści, aż poczuł nieprzyjemny bol w dłoniach.
Czekał, aż dane mu będzie odpowiedzieć na pytania sędziego. W końcu nadszedł czas, kiedy mógł przejść do wyjaśnień.
- Proszę pana sędziego. - Tak, Pan Canizas naprowadzil Malego Johna jak się zwracać do poszczególnych osób i nie wyjść na zbyt dużego prostaka.
- Szedłem ulica z pracy do domu, kiedy usłyszałem strzały. Myślałem, że komuś coś się dzieje złego, więc wszedłem do środka. A tam był pan Titus Smith i pan Patrick Canizas. Padł strzał i że schodów spadł bandyta. Pan Smith był postzrelony w nogę i rzucił mi swój rewolwer. Pan Canizas popędził mnie na górę, bo tam pani Whittmore została i był ostatni bandyta. Kiedy weszliśmy, pani Whittmore była związana i pobita, a ten człowiek groził że ją zabije. Chciałem rzucić broń, ale pan Canizas zaczął z tamtym panem rozmawiać. I w pewnym momencie padł strzał i pan Canizas padł na podłogę. Potem ja wystrzelilem, bo pani Whitmore była nieprzytomna. Nie chciałem tego człowieka zabić, zaplatal się w zasłonę i wypadł przez okno. Bronilem pana Canizasa i pani Whitmore, która mogła zginąć gdybym nie wystrzelił! - Mówił co jakiś czas szybciej, przeskakujac z bandyty na pana, powtarzając się i poddając emocjom. Starał się mówić to, co radził mu pan Canizas, który poprawił jego wyjaśnienia kilka dni wcześniej.
Kiedy skończył, czekał na reakcje tłumu i pytania sędziego.


_________________

Zobacz profil autora

44 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 07, 2013 4:24 pm

- Mówi się: Proszę wysokiego sądu - upomniał Johna sędzia, który przez cały czas miał tą samą, niewzruszoną minę. Nie zmienił wyrazu twarzy nawet gdy słuchał wyjaśnień mężczyzny...
- Skąd pan wiedział, ze ci mężczyźni to bandyci? Rozpoznał pan ich na liście gończym? Znał ich osobiście? Skąd miał pan przesłanki, że ci, którzy znajdowali się w restauracji byli notowani za jakieś przestępstwa? - zapytał sędzia, po czym w milczeniu wyczekiwał odpowiedzi. Tak samo jak cała sala.

Zobacz profil autora http://oldwhiskey.my-rpg.com

45 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 07, 2013 4:33 pm

- Przepraszam, proszę wysokiego sądu. - Poprawił się, kiedy znów oddano mu głos i miał odpowiedzieć na całą serię pytań. Nie miał pewności, że postępuje słusznie, więc odpowiedź z pewnością go pograzy.
- Dowiedziałem się, że byli poszukiwani listem gończym dopiero od szeryfa. Mężczyźni mieli chyba chusty na twarzach, a pan Smith i pan Canizas z pewnością nie stali po ich stronie. Nie wiedziałem co zastane na górze, ale kiedy zobaczyłem panią Whitmore, nie miałem wątpliwości że to jacyś przestępcy wyjeci spod prawa. Nie znałem tych panów osobiście, ale jestem pewnien, że mieli złe nastawienie do pani Whitmore! Pan Canizas próbował z nim rozmawiać, ale zamiast odpowiedzi otrzymał strzał w swoją stronę. - Odbiegl od tematu, czując silną potrzebę przedstawienia się w dobrym świetle.


_________________

Zobacz profil autora

46 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 07, 2013 4:43 pm

Sąd zadał kolejne pytanie:
- Czy wspomniany przez pana Titus Smith czy Patrick Canizas powiedzieli panu w tym dniu, ze ci mężczyźni to przestępcy? Czy z ich ust padło określenie, "bandyci", "złodzieje" czy "gangsterzy"? Proszę też powiedzieć, co zobaczył pan na piętrze restauracji, co mogło sugerować panu, ze ma do czynienia z kimś kto łamie prawo? Proszę opisać to dokładnie przed sądem.

Zobacz profil autora http://oldwhiskey.my-rpg.com

47 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 07, 2013 5:13 pm

Mały John odczuwał przemozona chęć odpowiedzenia w nieprzyjemny sposób mężczyźnie zadajacemu pytania. Wziął kilka wdechow zgodnie z rada weterynarza i odpowiedział wpatrujac się przestrzeń przed swoimi stopami.
- Nie, nie powiedzieli. Dopiero gdy przybył lekarz i zszedlem na dół, poinformal mnie o tym jeden z szeryfow, który przybył na miejsce. Użył stwierdzenia "bandyta" i list gończy. Nie wiem czy pan Canizas czy pan Smith powiedzieli to podczas napadu, nie pamiętam. - Przynal się że spuszczona głową, wiedząc że jego sytuacja wcale się nie polepsza.
- Kiedy wszedlismy na górę, zastaliśmy związana panią Whittmore, pobita i pobrudzona własną krwią. Mężczyzna celowal w nią. Pan Canizas próbował porozmawiać z mężczyzna, ale ten wycelowal w niego i strzelił. Pan Canizas upadł na ziemię, a ja wystrzelilem. Ten mężczyzna jak strzelał do pana Canizasa to odsunla się od pani Whittmore. Nie chciałem go zabić, tylko powstrzymać, aby nie zrobił nic złego więcej. - Powiedział i dopiero wtedy podniósł wzrok.


_________________

Zobacz profil autora

48 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 07, 2013 5:30 pm

Po sali przeszedł szmer. Ludzie obecni na rozprawie zaczęli szeptać między sobą, komentując to, co powiedział John. Zniecierpliwiony sędzia zastukał młotkiem, by przywołać ludzi do porządku.
- Nie mam więcej pytań, pan Smallwood powiedział chyba wszystko co miał do powiedzenia. Informuję tez, ze pan jako oskarżony ma prawo do komentowania dowodów i odnoszenia się do zeznań świadków... a teraz poproszę by na salę wszedł świadek... Titus Simon Smith.

Zobacz profil autora http://oldwhiskey.my-rpg.com

49 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 07, 2013 5:59 pm

Gdy został wywołany na świadka, Titus Smith pokuśtykał w głąb sali, wspierając się drewnianą laską. Stanął przed sądem, nie patrząc ani na prokuratora, ani też na samego oskarżonego, chociaż to w jego sprawie miał zeznawać. Wyglądał na obojętnego, może i znudzonego, jednak nie sprawiał wrażenia osoby, która by miała milczeć.
- Godność?
- Titus Simon Smith, syn Victora Smitha.
- Wiek i zawód?
- Czterdzieści jeden lat, ochroniarz w saloonie pana Belasco.
Oczywistym było, ze obecność Smitha na sali wywoła pewne kontrowersje i komentarze ze strony widowni, dlatego też zaraz po wypowiedzi świadka sąd był zmuszony uciszyć zgromadzonych.
- Niech świadek powie, co robił dnia dwudziestego czwartego grudnia w godzinach wieczornych w restauracji „Fairy”?
- Wysoki sądzie… - zaczął powoli Smith, opierając się o laskę, stojąc przed biurkiem sędziego. – Przechodziłęm niedaleko i usłyszałem jakieś hałasy z potem strzały. Dobrze wiedziałem, że o tej porze restauracja powinna być zamknięta, wiec się zdziwiłem…
- Skąd pan wiedział o zamknięciu restauracji?
- Cóż, była wigilia i już wcześniej pani Whittmore zapowiedziała, ze tego dnia zamknie swój interes wcześniej. Zapewne chciała spędzić ten dzień nie na pracy a na wieczorze z przyjaciółmi.
- Pani Whittmore, czyli właścicielka tak? – spytał prokurator, który drapał się z zaciekawieniem po brodzie. – Zna ją pan dobrze?
- Na tyle, by stwierdzić, ze krzyki i odgłosy strzałów z głębi jej restauracji są oznaką czegoś złego, wysoki sądzie. – odpowiedział Smith, zwracając się do sędziego. – Pani Whittmore ma tu restaurację od przeszło dziesięciu lat. Zdarzało mi się tam jadać, wiem jak wygląda właścicielka, ba, nawet nie raz zamieniłem z nią słowo. Tak, mogę z całą pewnością stwierdzić, ze znam właścicielkę.
Sędzia pogładził się po swoich siwych włosach i zacmokał pulchnymi ustami, spoglądając uważnie to na Titusa a to na oskarżonego.
- Czy gdy wszedł pan do restauracji – zapytał – czy widział pan już w niej oskarżonego?
- Nie. – Zaprzeczył Smith – Mały John, czyli pan Smallwood wszedł po mnie, gdy rozpoczęła się kolejna strzelanina a ja zostałem ranny w nogę. Gdy ja wchodziłem pierwszy raz do restauracji byłem tam tylko ja i pan Canizas. Gdy jeden z bandytów zaczął do nas strzelać, a ja zostałem ranny, pojawił się oskarżony.
- I co wtedy?
- Rzuciłem mu swoją broń i powiedziałem, ze na górze powinna być pani Whittmore. Kazałem jemu i panu Canizasowi sprawdzić, czy nic jej nie jest.
- Skąd przypuszczenia, że mogła być w niebezpieczeństwie?
Smith zastanowił się przez chwilę, zagryzając dolną wargę.
- Cóż... – zaczął powoli. – W restauracji było już dwóch uzbrojonych po zęby mężczyzn, a pani Whittmore raczej nie miała gdzie uciec, sądząc po Tm, że mieszkanie jej znajduje się tuż nad restauracją. Więc albo byłaby na głównej Sali gdzie ja, lub na górze, w gabinecie czy mieszkaniu. Tak wywnioskowałem.
Zapadła cisza. Prokurator krążył wzdłuż swojego niewielkiego biurka, które zostało tu specjalnie dostawione na potrzeby procesu. Po chwili jednak jakby go coś olśniło i zapytał:
- Czy pan wiedział, ze ci mężczyźni to bandyci?
- Tak. – odparł szybko Smith, spoglądając na prawnika. – Tak, wiedziałem.
- Skąd?
Smith milczał chwilę jakby bojąc się odpowiedzi na to pytanie, jednak wiedział, ze musi to z siebie wydusić.
- Od pana Francisa Belasco.
Ktoś pisnął na Sali, jakby wymówienie nazwiska alfonsa było równoważne z bluźnierstwem. Sędzia zastukał swym młotkiem.
- A skąd on o tym wiedział?
- Z listów gończych, które mi pokazywał. – odpowiedział szczerze Smith. – Kilka dni wcześniej rozmawialiśmy o… o nagrodach za przestępców w Arizonie. Akurat zdobył nowe listy gończe… nic wielkiego, takie same wisiały w biurze szeryfa. Stąd ich poznałem i wiedziałem, ze to bandyci. Dlatego też nie zawahałem się dać broni do ręki pana Smallwooda. By bronił pani Beatrice.
- A pan sam nie mógł jej obronić? – dociekał prokurator.
- A jak pan myśli? – odpowiedział pytaniem zniecierpliwiony już Smith – Postrzelono mnie nogę, tę samą, którą miałem ranną dwadzieścia lat temu i która zrobiła ze mnie kalekę. Wiec jak pan sądzi? Nie, nie mogłem przejść ani jednego kroku, bo wykrwawiałem się na śmierć. Dlatego też oddałem rewolwer panu Smallwoodowi. To wszystko co mam do powiedzenia.


_________________



Zobacz profil autora

50 Re: Biuro burmistrza on Pon Sty 07, 2013 6:15 pm

- To sąd decyduje, czy ma pan jeszcze coś do powiedzenia. – Zareagował nagle sędzia, podpierając się ręką o blat starego, zniszczonego biurka. Billy hawton, burmistrz, przyglądał się wszystkiemu z niemałą ciekawością, ale i strachem w oczach.
- Powiedział pan, ze rozpoznał pan bandytów. – Wtrącił się prokurator. – Przypomina sobie pan ich nazwiska?
- Nie wiem, nie przywiązywałem wagi do tego… - odparł mało grzecznie Smith.
- To ja panu przypomnę. Tom Dalton, Rob Griffin i Samuel Daniels. Przypomina sobie pan już? O ile ja dobrze pamiętam, te trzy nazwiska to nic innego jak członkowie gangu niejakiego Al’a Whittmore’a, prawda?
Smith zacisnął na lasce swoją pięść, mrużąc ze złości oczy. Dobrze wiedział, do czego to wszystko zmierza.
- A niech pan przypomni, jak ma na nazwisko właścicielka restauracji?
- Dobrze wiem co chce pan zainsynuować. – odezwał się Smith. – Tak, Al Whittmore był mężem pani Beatrice, ale to chyba nie świadczy o niczym? Co, nagle ci bandyci przyszli odwiedzić żonę szefa na popołudniowej herbatce?
- Proszę się uspokoić, bo nałożę na pana karę! – zagroził sędzia. – A pan, panie prokuratorze, proszę nie wchodzić na tematy nie związane ze sprawą. Czy są jeszcze jakieś pytania?
- Nie, ja dziękuję.
- A czy pan Smallwood, chce zadać pytanie świadkowi?

Zobacz profil autora http://oldwhiskey.my-rpg.com

Sponsored content


Powrót do góry  Wiadomość [Strona 2 z 19]

Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 10 ... 19  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach