Forum RPG


You are not connected. Please login or register

Jadłodajnia Amaranty

Idź do strony : 1, 2, 3 ... 9, 10, 11  Next

Go down  Wiadomość [Strona 1 z 11]

1 Jadłodajnia Amaranty on Sob Sie 24, 2013 7:39 pm

Jeśli jesteś głodny i istnieje poważna groźba tego, że mógłbyś nie przeżyć swoich osobistych prób kulinarnych, to znak, że musisz odwiedzić „Jadłodajnię u Amaranty”!

Oczywiście, to nie Paryż i radzimy zapomnieć o wnętrzach wymuskanych wprost do granic przyzwoitości, niemniej jednak przybytkowi Johnny’ego niczego nie można zarzucić.
Miejsce cieszy się tym większym szacunkiem, iż utrzymuje przy życiu lwią część mieszkańców miasta, którzy nie odróżniają rondla od patelni (czyli przewagę szalonych poszukiwaczy złota, nieogolonych kowbojów, i całą resztę, którzy nie czują się kobietami).
Smaczny i niedrogi posiłek zapewnia wdzięczna, pulchna  kucharka – jest to jedna z tych osób, których imienia nikt nie zna, choć każdy czuje się, jakby był z nią na „Ty”.
Owa tajemnicza dama przeżyła w tym miejscu już niejedną wiosnę, dlatego też może służyć cenną informacją, zwłaszcza na temat samego terytorium – o informacje innego rodzaju lepiej pytać w Saloonie, gdyż jak argumentuje – już dawno poczuła się na tyle stara, aby nie nadążać za wszystkim co się tutaj dzieje.
Chociaż to niewielka knajpka, to ma swój urok. Wszystko jest takie domowe, ciche, spokojne, ułożone i czyste. Białe obrusy i koronkowe firanki. Świerże kwiaty na każdym stoliku, na ścianach haftowane obrazy. A w powietrzu ten pyszny zapach!
Jeśli jednak wolisz jeść na świeżym powietrzu – to nie problem. Przed Bistrem jest przestronny taras z wystawionymi stolikami dla tych, którzy jedząc chcą oglądać żyjące miasteczko.


CENNIK:

Stek z rusztu, ziemianki, fasolka – dolar
Słodkie ziemniaczki – 50 centów
Fasolka – 25 centów
Kurczak w sosie własnym, fasolka – dolar i 50 centów
Marchewka z groszkiem i białą bułką – 25 centów
Grochówka – 15 centów
Zupa fasolowa – 15 centów
Zupa ziemniaczana – 10 centów
Naleśniki, 2 sztuki – 25 centów
Chleb kukurydziany z fasolką – 25 centów
Słodka szarlotka – 25 centów
Pączek z lukrem – 5 centów
Gotowana kukurydza i ziemniaki – 50 centów
Jajecznica - 6 centów
Omlet - 7 centów
Jajka na bekonie - 5 centów

Kawa czarna - 3 centy
Kawa biała - 4 centy
Herbata - 2 centy
Herbata owocowa - 3 centy
Woda - 1 cent



"Jadłodajnia u Amaranty" to była "Jadłodajnia u Johnny'ego". Amaranta Iguaran wykupiła lokal dnia  29 listopada 1897.


- Nie wiem czy umiem obiecywać. - Powiedział szczerze i strzepnął popiół z papierosa na spodeczek filiżanki, w której była kawa Any. 
Wzruszył tylko ramionami.
- Nie nauczyłaś się, że ja nigdy nie dotrzymuję słowa? - Zaśmiał się. - U mnie możesz być jednego pewna, ze trzymam drzwi w domu otwarte i rewolwer przy łóżku. 
I tego, ze ciebie nigdy nie zapomnę, dodał w myślach, ale tka jak ona - pewnych rzeczy nie chciał mówić.
Usłyszał wrzaski z zaplecza, ale gówno go to obchodziło.

Johnny był wściekły. Zarówno na Sophie jak Amelię, ale cóż - ufał bardziej grubej kierowniczce.
Chwycił więc tylko Sophie za rękę i wyprowadził z zaplecza przez tylne wyjście.
- Od dziś szukasz nowej pracy. - warknął. - Nie będzie mi tu więcej kłótni, urlopów i obijania się, smarkulo! I jestem pan Johnny, do kurwy nędzy!
Otworzy drzwi i pchnął dziewczynę na zewnątrz, prosto na śmietnik.


_________________



Zobacz profil autora

2 Re: Jadłodajnia Amaranty on Sob Sie 24, 2013 7:51 pm


Anę już dawno przestały interesować nie jej sprawy, więc można by powiedzieć, że nawet jeśli cokolwiek słyszała, nie dawała tego po sobie w żaden sposób poznać. Jedyne czym się zainteresowała to swoją filiżanką.
- Nie strzepuj tego na mój spodeczek – rzuciła sfrustrowana, a że jej słowa zabrzmiały iście komicznie nawet jej poważna mina nie przebiła się przez ten feralny charakter wypowiedzi.
- Wkurzasz mnie… o czym to ja…?
Aaa, no tak. Miała mu coś powiedzieć na poważnie, ale w tym momencie mogła tylko warknąć ze zdenerwowaniem:
- Jeśli ją naprawdę kochasz to nie spieprz tego, tylko dlatego, że boisz się, że nie wiesz jak to się skończy. Nikt nie wie – wzruszyła ramionami i zgarnęła swoją kawę do siebie, dopijając ją.
- Bo być może nie będzie mnie żeby Ci spuścić manto jeśli to zrobisz. Nie myśl jednak, ze Cię to minie. Wiem gdzie Twój dom i wiem gdzie Twoja sypialnia, a co ważne, wiem, że rewolwer, który tam trzymasz… wcale nie umiesz z niego korzystać, Tito – zadrwiła z niego.
W zasadzie jeszcze nigdy nie widziała go z bronią w ręku.


_________________


Zobacz profil autora

3 Re: Jadłodajnia Amaranty on Sob Sie 24, 2013 8:02 pm

Negatywne emocje, od jakiegoś czasu tlumione lekami, napłynęły do Sophie i wyleciały jak fajerwerki w niebo. Byłą zbyt słaba, żeby odepchnąć od siebie Johnny'ego, więc poleciała prosto na śmietnik, zanurzając kolana w resztkach jedzenia, a dłonie w jakimś lepiącym się płynie.
Zacisnęła zęby tak mocno, że przez chwilę myślała, że zaraz jej popękają. Była wściekła, wściekła i upokorzona. Wolałaby już dostać po ryju (po to zawsze może zwrócić się do Shane'a). Leżała w śmietniku, jak jeden ze śmieci. Nie czuła już takiej bezsilności, jak wtedy kiedy Zidler wziął ją siłą, ale chęć mordu.
Na tyle, ile mogła, zerwała się na równe nogi. Wzięła garść śmierdzacych resztek i cisnęła nimi prosto w twarz Johnny'ego.
- To popierdoleńcu, ty gnoju jebany, ty złamasie! - Zaczeła krzyczeć i rzuciła się na niego, okładając go pięściami. W straciu nie miała szans, ale nie myślała teraz racjonalnie. Chciało jej się wyć, ale wyć nie mogła, bo uważała płacz za oznakę słabości. Lepiej spuszczać z siebie emocje lejąc innych jak leci.


_________________



I'm like cat here, a no-name slob. We belong to nobody, and nobody belongs to us. We don't even belong to each other.
Zobacz profil autora

4 Re: Jadłodajnia Amaranty on Sob Sie 24, 2013 8:25 pm

- Cóż, nie mam zamiaru niczego spieprzać. - Mruknął, i zdjął ze spodeczka filiżankę. Odstawił ją na bok, po czym przysunął do siebie ten niewielki talerzyk, by ponownie strzepnąć na niego popiół z papierosa. 
- Wiesz co,m chyba mój syn to dowód na to, ze umiem jeszcze strzelać. - Zaśmiał się. Och, jakiż on był ostatnio dowcipny!

Johnny się wściekł. Bardzo. Nikt nigdy go chyba nie widział w takiej furii. Chwycił dziewczynę za ramiona, odrzucił, a ta wpadła ponownie na śmietnik. Lecz na tym nie poprzestał. Podszedł do niej, kopnął w brzuch, a potem miedzy żebra.
- Jak mnie nazwałaś, gówniaro?! - Krzyknął. 
Gruba Amelia wyjrzała, lecz zamiast zareagować - wróciła na zaplecze zamykając za sobą drzwi.
- Pożałujesz tego! - Opluł dziewczynie twarz a potem przykucnął i walnął pięścią w nos. Kilka razy obił jej buzię, aż w końcu wstał, kopnął w tyłek i wrócił do jadłodajni.
Sophie straciła przytomność i leżała wśród resztek...


_________________



Zobacz profil autora

5 Re: Jadłodajnia Amaranty on Sob Sie 24, 2013 8:44 pm

Prychnęła patrząc na niego z politowaniem, jakby chciała spytać z powątpiewaniem: „Naprawdę?”.
- Albo umiałeś. Ile on ma lat? Wiele się mogło zmienić od tamtego czasu, stary pryku.
Odstawiła swój w połowie jeszcze pełny talerz na bok i westchnęła ciężko.
- Liczyłabym raczej na spadek formy, kochanie. Jeśli spada proporcjonalnie do rośnięcia Twojego kiepskiego poczucia humoru, na Twoim miejscu zaczęłabym już teraz płodzić więcej dzieci – rzuciła wrednie i przeciągnęła się widocznie bardziej rozluźniona niż wcześniej.


_________________


Zobacz profil autora

6 Re: Jadłodajnia Amaranty on Sob Sie 24, 2013 8:58 pm

Danielle szła przez miasteczko z uśmiechem na buzi, jak zresztą przystało na młodą i szczęśliwą żonkę, a może była szczęśliwa, bo wyrwał się spod kurateli mamusi Michaela, która ją na zakupy chciała zabrać. Nie miała pojęcia co się jej nie podobało w jej praktycznych strojach. Samej Dani wystarczały one w zupełności.
Przechodząc obok jadłodajni usłyszała jakieś krzyki i wrzaski. Męki głos przeklinał kogoś. Dani zagryzła wargę ze zdenerwowania i nie wiedziała co zrobić. W końcu jednak obeszła jadłodajnię i zza rogu ostrożnie spojrzała. Wrzeszczącego mężczyzny nie było, ale za to na ziemi w resztkach jedzenia leżała zakrwawiona dziewczyna. Wyglądała jak by ją ktoś właśnie pobił. Na szczęście napastnika nigdzie nie było widać.
Danielle podbiegła do leżącej dziewczyny i lekko potrząsnęła ją za ramię.
-Proszę pani, proszę pani.- wyjęła chusteczkę i usiłowała wytrzeć jej krew z buzi.


_________________

 

Zobacz profil autora

7 Re: Jadłodajnia Amaranty on Sob Sie 24, 2013 9:24 pm

Sophie była nieprzytomna - może to i lepiej? Nie czuła bólu, smrodu jedzenia, którym była oblepiona, nie czuła upokorzenia. Do czasu... Budząc się poczuła krew spływającą jej do gardła. Gwałtownie skreciła głowę w bok, żeby ją wypluć, odkaszlnąć, lecz to było bardzo złe posunięcie. Poczuła rozrywający ból w brzuchu, na wysokości żeber... Z resztą jej twarz i głowa też cała pulsowała od bólu.
Zawyła cicho, bo głębokiego oddechu wziąć nie mogła i uchyliła oczy. Nie poznała kobiety, która nad nią stała i to wystarszyło już zdezorietnowaną Sophie. Jak długo tu leżała po tym jak... Johnny! Johnny ją pobił, ten kutas niemyty!
- Zostaw mnie - jęknęła i odepchnęła ją słabo ręką. Odepchnęła to nawet za dużo powiedziane - po prostu położyła na kobiecie brudną dłoń, która zaraz zjechała na dół.


_________________



I'm like cat here, a no-name slob. We belong to nobody, and nobody belongs to us. We don't even belong to each other.
Zobacz profil autora

8 Re: Jadłodajnia Amaranty on Sob Sie 24, 2013 9:37 pm

Dziewczyna wyglądała naprawdę strasznie i ta krew, którą wypluła albo raczej, która wypłynęła jej z ust. Dani była coraz bardziej przestraszona. Rozejrzała się niespokojnie dookoła, czy przypadkiem napastnik nie wróci. Była tu jednak tylko ona i ta nieszczęsna dziewczyna, która jęczała.
Danielle musiała się pochylić by zrozumieć ten bełkot, który wyrwał się z ust nieznajomej.
- Nie mogę pani tutaj zostawić. Potrzebuje pani lekarza.- Pani Storm znowu delikatnie przetarła twarz dziewczyny. - Da pani radę usiąść?- zapytała, chociaż blondynka wcale nie wyglądała, jak by była wstanie.
Dani wahała się co robić. Mogła pobiegnąć po lekarza i sprowadzić go tutaj. Z drugiej strony nie chciała zostawiać nieznajomej samej.
Pogładziła ją po jasnej głowie.
-Wszystko będzie dobrze.


_________________

 

Zobacz profil autora

9 Re: Jadłodajnia Amaranty on Sob Sie 24, 2013 10:18 pm

Sophie na pewno by się ucieszyła. Ostatnimi czasy brakowało jej twarzy kolorów, czerwień na pewno ją ożywiła!
Lekarz? Nie, nie, nie chciała lekarza! Ani Promnitza, który kojarzył się jej tylko z jej martwym dzieckiem, ani ze śliczną Judith, która tylko będzie święci triumfy. Narkotyki są złe, morfina nie jest dla ciebie dobra, jestę doktorę... Nie, Sophie nie mogła pozwolić sobie znowu na to, żeby ktoś się nią zajmował. A co z ją życiową dewizą?
No, dobra. Nie miała żadnej, ale gdyby miała, brzmiałaby pewnie jak uliczny wierszyk trudnej młodzieży, który szedł jakoś tak: umiesz liczyć - licz na siebie, twoje szczęście innych jebie. O tak, Sophie byłaby wyśmienitym dresem blokowiska z osiedla Patologii.
- Nie, nie lekarza - jęknęła i znów wyciągnęła rękę do nieznanej kobiety, któej obraz rozmazywał się w szarych oczach Sophie.
Było jasne, że w tym stanie raczej nie usiądzie, a tym bardziej nie pójdzie nigdzie o własnych siłach. Pytanie tylko, czy bezpiecznym było zostawienie tutaj dziewczyny, kiedy na ulicach panoszyło się tylu mętów, którzy mogli ją dodatkowo ograbić, zgwałcić, zabić?


_________________



I'm like cat here, a no-name slob. We belong to nobody, and nobody belongs to us. We don't even belong to each other.
Zobacz profil autora

10 Re: Jadłodajnia Amaranty on Sob Sie 24, 2013 10:30 pm

- A co, chcesz być potencjalną matką? - zaśmiał się, gasząc papierosa.
Z kieszeni spodni wyciągnął pieniądze i położył na blacie.
- Znaj łaskę pana, zapłacę ci za ten obiad. - mruknął i pogładził się po brodzie. - I nie śmiej mi odmawiać, masz, prezent na urodziny. Kiedykolwiek je masz. 
Spojrzał w stronę zaplecza.
- Cóż, jak zwykle, miła atmosfera tu panuje. - skomentował krzyki.


_________________



Zobacz profil autora

11 Re: Jadłodajnia Amaranty on Sob Sie 24, 2013 10:39 pm

- Naprawdę powinna pani się udać do lekarza. Może mieć pani coś złamanego, albo uszkodzonego.- Danielle chwyciła szczupłą dłoń dziewczyny i delikatnie uścisnęła ją jak gdyby chciał jej dodać otuchy.
Nie mogła tutaj tak zostawić tej biedaczki. Co tu zrobić, co tu zrobić? Umysł Danielle pracował na zwiększonych obrotach.
W końcu wyszła zza jadłodajni i poszukała pomocy. Przemogła swój strach przed mężczyznami i zatrzymała jednego z wozem. Wytłumaczyła, że przyjaciółka miała wypadek i potrzebna jej pomoc. Na szczęści trafiła na miłego, który położył nieznajomą na wozie i zawiózł do domu Stormów. Dani sam anie wiedziała czego bardziej się bała obcego mężczyzny na koźle czy tego, że blondynka umrze bez pomocy.
Nie miała też pojęcia, co powie mamusia Michela, na to, że przyprowadziła, a właściwie przywiozła obcą kobietę do domu.


----> Dom Michaela


_________________

 

Zobacz profil autora

12 Re: Jadłodajnia Amaranty on Sob Sie 24, 2013 10:49 pm

Sophie niewiele już słyszała, bo z bólu i szoku zaczęła odpływać. Całe szczęście, że była już całkowicie nieprzytomna - znów - kiedy dotykał ją jakiś obcy facet. No i pjechali w siną dal,a  dokładniej do domu Stormów.
zt


_________________



I'm like cat here, a no-name slob. We belong to nobody, and nobody belongs to us. We don't even belong to each other.
Zobacz profil autora

13 Re: Jadłodajnia Amaranty on Sob Sie 24, 2013 11:02 pm

Przewróciła oczami na jego słowa.
- Tak, kurwa, byleby dzieciak niczego po Tobie nie odziedziczał – zakpiła, wstając z miejsca. Spojrzała przy okazji w przelocie na pieniądze stawiane przez mężczyznę na blacie.
- A płać. To z Twojej winy nie dostałam tego, co sama zamówiłam.
Po tych słowach wyminęła Smitha, gładząc go po włosach i pociągnęła złośliwie za jego kucyk, mrucząc mu do ucha:
- Nie błaźnij więcej.
Atmosfery panującej w jadłodajni w żaden sposób nie skomentowała. Wyprostowała się tylko, patrząc bez zainteresowania w stronę zaplecza i wzruszyła ramionami.
- To jak, idziesz odprowadzić swoją najlepszą przyjaciółkę do boksów, Smith, czy tak daleko Twoja noga nie powłóczy?


_________________


Zobacz profil autora

14 Re: Jadłodajnia Amaranty on Nie Sie 25, 2013 10:49 am

- Uwierz mi, marze o tym, by ten chłopak nie był taki jak ja. - Powiedział i sam wstał od stołu. Nie skomentował jej pociągnięcia za kucyk, czy jej słów o błaźnieniu się. Wsadził ręce do kieszeni i pokuśtykał w stronę drzwi.
- A mogę cię odprowadzić, nogi mi od tego nie urwie.
Chyba.
Jak postanowił - tak zrobił. Oboje wyszli z jadłodajni, zostawiając za sobą niedopita kawę i hałasy na zapleczu.



/zt


_________________



Zobacz profil autora

15 Re: Jadłodajnia Amaranty on Wto Sie 27, 2013 10:24 am

saloon --->

Szli we dwójkę ulicą, normalnym tempem, a chłopak delikatnie ciągnął swojego wierzchowca. Głowę miał przekrzywioną i patrzył się na Audrey.
-To? - skierował wzrok na swoją nogę. - To od ligera. Użarł mnie w wtedy w nogę. A potem nie miałem odpowiedniej opieki i pewno coś źle się zrosło.
Sam w sumie nie wiedział co miał z tą nogą. Myślał, że po leżeniu w tutejszym lazarecie i przyjmowaniu lekarstw wszystko będzie dobrze. Jednak nie wziął pod uwagę tego, że musieli uciekać, a bandaż robił się coraz brudniejszy, coraz bardziej zaropiały. Cudem jest to, że nie wdała mu się tam żadna gangrena i nie trzeba było ciąć.
-Audrey, czy ja Ci wyglądam na kogoś kto chodzi do restauracji? - zaśmiał się cicho i w końcu stanęli przed jadłodalnią. Koń został przywiązany, a oni ruszyli w kierunku wejścia do lokalu. 
Jednak usłyszawszy słowa dziewczyny, aż przystanął z wrażenia.
-Co?
Popatrzył się na nią uważnie, z mieszaniną zdziwienia i niepewności. Sophie? Sophie Palin została w mieście? Ta sama Sophie, która oskarżała go o wypuszczenie ligera i inne krzywdy na tym świecie?
-Co z nią? - zmarszczył brwi. Był ciekaw, dlaczego ta blond akrobatka tutaj została. 
Podszedł do drzwi i otworzył je, wpuszczając wpierw panią Curwood.


_________________

Zobacz profil autora

16 Re: Jadłodajnia Amaranty on Wto Sie 27, 2013 11:36 am

- Powinieneś iść do doktora Promnitza.
Tak, nie byle tylko nie do Pani Milton, która chyba nie powinna się edukować w tym kierunku. Audrey znowu się skrzywiła i dmuchnęła w swą grzywkę nerwowo. Dobrze, że Trevor był typem człowieka, który szybko zmieniał nieprzyjemne tory myśli w zupełnie inne. Chociaż... czy życie Sophie Palin były przyjemnym tematem? Wychodziło jednak na to, że młoda dziennikarka bardzo mało wiedziała o obecnych stanach przyjaciółki.
- Tak! Pracuje nawet tutaj. Może ją spotkamy?
Audrey weszła do wnętrza jadłodajni i rozglądnęła się po sali. Cyrkówki jednak nie było i pomyśleć można było, że po prostu ma wolne. Dziewczyna usiadła przy pierwszym wolnym stoliku i złapała za kartę z menu. W sumie miała iść pracować, tak? Ale może to przy obiedzie zdoła dorwać ciekawy materiał do gazety?
- Wydaje się, że Sophie się tu zadomowiła. Przyjaźnimy się.
Dodała z uśmiechem, unosząc brwi. To ci niespodzianki, Trevorze. Prawda?! Najpierw zaskakujące spotkanie, potem wiadomość o zamążpójściu dziennikarki, a teraz przyjaźń z cyrkówką.


_________________





Zobacz profil autora

17 Re: Jadłodajnia Amaranty on Wto Sie 27, 2013 12:42 pm

Skrzywił się na słowo 'doktor'. On tam w doktorów nie wierzył. A jakby Audrey mu oznajmiła, że w mieście jest lekarz-kobieta to by chyba wezwał wszelkich bogów na tej ziemi co by przeklnęli taką szarlatankę. 
Machnął tylko ręką. Naturalne okłady z ziół i roślin leczniczych, a także wywary w zamian za ohydne syropy dobrze na niego działały. Chyba zwymiotowałby, gdyby poczuł zapach jakiegoś sztucznego lekarstwa.
Kiedy Audrey powiedziała, że Sophie tu pracuje rozejrzał się uważnie po pomieszczeniu. Zatrzymał wzrok na każdej kelnerce, a potem na reszcie kobiet w tym przybytku. Jednak żadna nie była Palin. Zmarszczył brwi i podążył do stolika, siadając przy nim.
-To dobrze.
Chwycił kartę do ręki, chociaż nawet nie zaczął jej czytać, tylko wpatrywał się tępo w linijki literek. Sophie zadomowiła się tutaj, miała przyjaciółkę, pracę. Był w szoku, że tak dobrze sobie poradziła, mimo że została sama.
Nagle odłożył kartę z lekkim hukiem na stół.
-Nie, nie dobrze. Co jej odbiło, że tutaj została?-spytał się jakby z lekkim wyrzutem. Może był zazdrosny, że dawna znajoma znalazła swoje miejsce, a on nadal czuł się zawieszony w rzeczywistości, nie wiedząc gdzie powinien należeć i jakie miejsce jest jego domem?


_________________

Zobacz profil autora

18 Re: Jadłodajnia Amaranty on Wto Sie 27, 2013 2:13 pm

Audrey w jednej chwili skupiła się na karcie, zastanawiając co wybrać i czy aby na pewno to. W sumie miała ochotę a zbyt wiele rzeczy, których wszystkich nie pomieściłaby w żołądku. Odkąd Poppy zaczęła pracować, u Curwoodów już tak pięknie obiadkami nie pachniało. Dziennikarka nie zwracała uwagi na zachowanie Trevora, myśląc iż ten też wybiera co na obiad zamówić, dopóki ten nie trzasnął w stół.
- Co...? No a dlaczego miałaby nie zostać? Zaopiekowaliśmy się nią... Poza tym dzięki jej zeznaniom powieszono Zidlera. 
Audrey spojrzała na swego towarzysza i zmarszczyła czoło stwierdzając, że powinna mu opowiedzieć co nieco o wydarzeniach w miasteczku. Odłożyła kartę na bok i nachyliła się w stronę mężczyzny. 
- W mieście aż huczało od jego procesu... a wyrok wykonano na głównym placu.
Audrey mimo obrzydzenia z jakim mówiła o wydarzeniu, była także dumna, że widziała to na własne oczy. A w zasadzie część, bo moment samego opuszczenia klapy pod nogami dyrektora cyrku, sobie darowała.


_________________





Zobacz profil autora

19 Re: Jadłodajnia Amaranty on Wto Sie 27, 2013 3:19 pm

Powieszono Zidlera. To chyba najlepsza wiadomość dzisiejszego dnia. Trevor nie miał skąd się o tym dowiedzieć, także uśmiechnął się złośliwie pod nosem na tę nowinę. Dobrze. Bardzo dobrze. Sam powinien zastrzelić tego skurwiela, kiedy miał okazję. Lecz nie, był małym pionkiem w całym planie dyrektora cyrku.
-Dobrze. Dobrze.-odparł bądź co bądź ciut oszołomiony tą informacją. 
Zamrugał dwa razy i podniósł wzrok na Audrey uśmiechając się delikatnie. Następnie powrócił do menu, faktycznie coś sobie tym razem wybierając.
-Jak ja dawno nie jadłem słodkich ziemniaczków...!
Także, kiedy kelnerka przyjęła zamówienie i od niego i od dziewczyny rozpoczął swoją powieść. Spojrzał się na nią z tajemniczym błyskiem w oku, zapowiadającym mrożące krew w żyłach historie.
Wpierw opowiedział o tym jak parę dni szedł razem z cyrkiem, który później napadnięto i odłączył się od reszty. Znalazł się w lesie, zupełnej głuszy, z resztą jedzenia i wody, kilkoma nabojami w broni.
-Szczerze? Myślałem, że tam umrę. Rana po ugryzieniu Aresa była jeszcze świeża, tak samo jak szramy na plecach...


_________________

Zobacz profil autora

20 Re: Jadłodajnia Amaranty on Wto Sie 27, 2013 4:11 pm

Audrey zaś zamówiła naleśniki i odłożyła kartę na bok, uśmiechając się do Trevora. Ostatnimi czasy zdecydowanie żyła wspomnieniami a widok zadowolonego towarzysza, od razu przywiódł jej na myśl moment w którym umawiała się z nim na spotkanie wieczorem. Nie doszło jednak ono do skutku przez Benjamina, który siłą wyciągnął dziewczynę z jarmarku.
- Słodkie ziemniaczki chyba się tu pogorszyły.
Szepnęła do Trevora, pewnie burząc mu tym samym ochotę na akurat te zamówienie. Co zrobić jednak, że Aud to papla była i mówiła z reguły wszystko co jej na język przyszło. Zaraz jednak się zamknęła i słuchała opowieści Hunta, z wypiekami na twarzy. Mając dobrze rozwiniętą wyobraźnię, już widziała siebie w grupie cyrkowców, wędrujących wieczorem i przerażonej podczas napadu. Widziała jak nawołuje za Trevorem, który znika w mroku i lesie, zostając całkiem sam.
- I jak? Co zrobiłeś?
Zapytała jak tylko zamilkł, nie chcąc mu dać nawet czasu na przełknięcie śliny. Opowiadaj Hunt, opowiadaj! Gdyby tylko Audrey miała notesik przy sobie! Czemu Ona już go nie nosi? Spisałaby od razu wszystko!


_________________





Zobacz profil autora

21 Re: Jadłodajnia Amaranty on Wto Sie 27, 2013 4:25 pm

Oj tam pogorszyły. Nie można zepsuć słodkich ziemniaczków! Chyba... Jakby mu nie smakowały to i tak dołączył do zamówienia jajka na bekonie, więc głodny nie będzie chodzić. 
Nim podjął opowieść od nowa kelnerka przyniosła im zamówioną wcześniej herbatę owocową. Poczekał aż kobieta odejdzie i zaczął mówić.
-Doszedłem w niższe partie gór i organizm odmawiał mi powoli posłuszeństwa. Jedzenie mi się skończyło, o wodzie nie miałem co marzyć. Nie pamiętam dokładnie co się działo później... - zmarszczył brwi, jakby się nad czymś zastanawiał - Musiałem zemdleć gdzieś po drodze. Znaleźli mnie myśliwi, którzy okazali się na tyle dobrymi ludźmi, że mi pomogli.
Upił łyk herbaty, po czym zaczął opowiadać o chacie w lesie, o starszym małżeństwie, u których mieszkał i którym pomagał... potem o pierwszych polowaniach i samotnych wyprawach w wysokie góry.
Aż w końcu przyszło ich zamówienie. Chłopak podziękował kelnerce i nadział na widelec kawałek jajka, a gdy je przełknął spojrzał się na Audrey.
-Chodziłem po jaskiniach. Z reguły były opuszczone, rzadko można było spotkać tam bandytów... ale w jednej natknąłem się na niespodziankę. Był to początek wiosny i jak się okazało, mieszkał tam sobie... niedźwiedź. - zachichotał, na to wspomnienie. - Przerwałem mu trochę wcześniej sen zimowy. Wkurzył się.
Pokręcił rozbawiony głową. Może jednak pojedzie na tą Alaskę? Skoro kuśtykał po wysokich górach to czemu nie po lodzie? Chyba musi się z tym przespać.


_________________

Zobacz profil autora

22 Re: Jadłodajnia Amaranty on Wto Sie 27, 2013 8:19 pm

Audrey złapała kubek w obie dłonie i przysunęła go sobie do ust, nie odrywając spojrzenia od Trevora. Słuchała uważnie, wyłapując każdą emocję, każdy gest, związany z historiami, opowiadanymi przez swego towarzysza. Ona musiała to wszystko potem opisać! I nie będzie się pytała nikogo o zgodę! Najwyżej potem będzie musiała się tłumaczyć. 
Marszczyła czoło, gdy i Trevor go marszczył. Zagryzała brzeg kubeczka, słuchając o utracie przytomności, o braku pożywienia, by w końcu odetchnąć z ulgą dowiadując się o ratunku ze strony myśliwych. Hunt siedział teraz przed nią, a jej reakcje wyglądały jakby dopiero to wszystko się rozgrywało. 
- Niedźwiedź? Pewnie uciekałeś w podskokach!
Audrey zaśmiała się, coraz bardziej zapominając o realnym świecie a zatracając się w opowiadaniach Trevora. Miejmy nadzieję, że nie zastanie ich noc podczas wspominania historii sprzed miesięcy. I Ben się zdenerwuje i ojciec zmartwi.
- A jak znalazłeś jaskinię z tymi rzadkimi kamieniami?
Dziewczyna spojrzała na kamień leżący na stole i uśmiechnęła się jakby do niego, przysuwając bliżej siebie, gdy pojawiła się kelnerka. A bo to wiadomo co za jedna? Jeszcze połasi się na błyskotkę i tyle będzie.


_________________





Zobacz profil autora

23 Re: Jadłodajnia Amaranty on Wto Sie 27, 2013 8:36 pm

Zaśmiał się. W podskokach? On? Ah, może trochę tak to wyglądało. Szybko wytłumaczył jednak Audrey, że zaspanemu misiowi nie chciało się na niego szarżować i miał czas by pochwycić broń. Jedyną pamiątką po tamtym zajściu była blizna na ręce Trevor odpiął mankiet koszuli i podwinął rękaw, pokazując dość długą bliznę.
-Zdążyłem oddać strzał, ale jego łapa i tak mnie dosięgła. W torbie mam dwa jego zęby, potem Ci pokażę. - puścił jej oczko, z lekkim uśmiechem. 
No zębów pierwszego zabitego niedźwiedzia jej nie da, wybacz! To był jego amulet na szczęście. Przypominały o tym, aby zawsze być ostrożnym, stąpać na paluszkach, nawet jeżeli okolica wydaje się być bezpieczna i uśpiona. Czasami te uśpione mary są najgorsze.
-W sumie przez przypadek... spacerowałem gdzieś w połowie wiosny w średnich górach... Ah, jak było wtedy piękne! Dopiero co pozieleniałe drzewa i krzewy, tysiące kolorów, przyroda rozbudzona jak nigdy... Spodobałoby Ci się!
Wziął parę kęsów ziemniaczków i popił herbatą, co by podjąć opowiadanie na nowo, bo Audrey pewno już się niecierpliwiła!
-W pewnym momencie poczułem jak grunt mi się osuwa pod nogami, nie wiem czy wiesz, ale góry bywają zdradliwie. Bardzo zdradliwe! Wpadłem w nie za duże zagłębienie skalne, które okazało się być później tunelem prowadzącym do jaskini, której wejście było zaledwie kilkanaście metrów dalej.
Spojrzał się na błyszczący na stoliku kamień.
-I tam, tuż przy wejściu, zobaczyłem jak coś błyszczy w promieniach słońca. Parę takich małych kamieni utkwionych w skale...
Oparł głowę na ręce, wspominając chwilę sam na sam z przyrodą. Lubił spędzać czas samotnie, sam na sam z myślami, kuśtykając przed siebie, z uśmiechem na twarzy...
Chociaż wiatr czasami przynosił odgłosy osób z przeszłości, strzępki słów i marzeń.


_________________

Zobacz profil autora

24 Re: Jadłodajnia Amaranty on Wto Sie 27, 2013 8:58 pm

Oh blizna! Uwielbiamy blizny! A szczególności te po starciu z zaspanymi misiami! Audrey aż się podniosła na krzesełku, by lepiej ujrzeć dzieło niedźwiedzia, Wyciągnęła nawet dłoń, by dotknąć blizny. A co! Trzeba wszystko zbadać, tak? Gdy opadła z powrotem na krzesło, pokręciła głową i odkroiła kawałek naleśnika, by wpakować go sobie do ust. Chociaż o jedzeniu to już przestała myśleć. 
- O tak!
Powiedziała z pełnymi ustami, słysząc o zębach groźnej bestyji. Zaraz też zakryła usta i zrobiła niewinną minkę, przewracając oczami. Boże jakie z niej dziecko nadal! Ale przy takich opowieściach, nie umiała inaczej! Znowu odczuwała to pragnienie pędu za przygodą, sensacją i nieznanym. Szkoda, że Ona nie może na tą Alaskę pojechać! Skubiąc widelcem naleśnik, słuchała dalszych słów Trevora, szeroko otwartymi oczami pokazując jak jest historiami zafascynowana. Oj na pewno by się jej spodobało w takich miejscach! Tak bardzo teraz swemu znajomemu zazdrościła! Jak zresztą każdemu, kto mógł takie przygody przeżyć. Jej największa? Szalony bieg przez las, by sprowadzić pomoc? Nie. To nie ma co przyrównywać!
- Oh wspaniale byłoby zobaczyć taką jaskinię!
Dziennikareczka westchnęła ze zbolałą miną i wbiła spojrzenie w naleśniki, których już nie miała ochoty zjeść. Ale nabiła kolejny kawałek na widelec i władowała do ust, przeżuwając od niechcenia. Jakby tak sama mogła takie wydarzenia przeżyć. Napisać książkę i zyskać sławę. Jak Pan Darcy! Dlaczego mężczyznom tak wiele można?! Audrey stwierdzała, że to niesprawiedliwe! Nic się pod tym względem nie zmieniła.


_________________





Zobacz profil autora

25 Re: Jadłodajnia Amaranty on Wto Sie 27, 2013 9:25 pm

Wyciągnął rękę przez stolik, żeby mogła się bardziej przypatrzeć. Jego usta ułożyły się w delikatny uśmiech, gdy przesunęła palcami po bliźnie. Miała je tak delikatne. W końcu trzymała w nich jedynie pióro, kreśląc opowieści, spisując je dla potomnych.
Przypatrywał się każdej emocji pokazującej się na jej twarzy, błyszczącym oczom, rozszerzającym się ze zdziwienia źrenicom, lekko uchylonym ustom, grzywce zakrywającej czoło, kruczoczarnym włosom. Była taka śliczna. I tak urocza, gdy się ekscytowała. Zachichotał na widok jej zasłaniającej usta. 
Od pierwszego spotkania wiedział, że jest wyjątkowa. Kobieta podróżniczka, szukająca przygód i sensacji. Gdyby tylko chciała mogłaby zmusić lwa, by przed nią klęknął. Takie kobiety były stworzone do tego, by darzyć je największym szacunkiem. Dlatego Trevor nawet nie śmiałby zrobić żadnego ruchu, który uznałaby za niewłaściwy. Pocałunek sprzed miesięcy był jeszcze wystarczająco odczuwalny, nie potrzebował kolejnego, skoro wiedział, że jej usta pasowały do jego, jak odłamana cząstka jabłka.
Uśmiechnął się do niej, po czym napił się herbaty, by w końcu się odezwać.
-Cały czas ględzę o sobie... Co się działo z tobą, miłośniczko lwów?-wbił w nią metaliczne spojrzenie, czekając na jakieś rewelacje również z jej strony.


_________________

Zobacz profil autora

Sponsored content


Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 11]

Idź do strony : 1, 2, 3 ... 9, 10, 11  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach