Forum RPG


You are not connected. Please login or register

Gabinet Belasco

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Go down  Wiadomość [Strona 5 z 10]

101 Re: Gabinet Belasco on Nie Gru 02, 2012 3:02 pm

Ona wiedziała, że to nie będzie takie proste, że Belasco wciągnie ją w swoją grę, żeby tylko grali na jego zasadach, a ona nie ma tutaj nic do gadania.
W tym momencie nie była taka pewna swojej decyzji. Owszem, chciała odejść stąd, jak najszybciej, ale wiedziała też, że nie jest w stanie go spłacić. Nawet 4500 tysięcy. No chyba, że by mu płaciła do usranej śmierci.
-Wiem o tym.-odparła, kiedy zaczął jej grozić. Jeżeli mu nie zapłaci zapewne coś stanie się jej, albo którejś z osób, na których jej zależy.-Proszę dać mi kilka dni na zastanowienie.-powiedziała w końcu po dłuższej chwili.
Żeby ona musiała się wykupywać z pracy, która kiedyś sprawiała jej tyle radości. Toż to absurd...


_________________



Zobacz profil autora

102 Re: Gabinet Belasco on Nie Gru 02, 2012 5:58 pm

- Oczywiście, możesz się zastanawiać ile chcesz! - zawołał dziwnie radosny Belasco. - Tylko pamiętaj, żeby dziś wieczorem zaśpiewać, liczę na ciebie!
Podszedł do kobiety i niby po przyjacielsku poklepał ją w blady policzek. Tak, mam cię na oku, moja droga, zdawał się mówić.
Nie wypuści tak łatwo tej ptaszyny z garści, nie tym razem. Nie będzie powtórki sprzed dziesięciu lat, a nas ewangelizujący dziwki duchowny będzie musiał znaleźć sobie inne, ciekawsze zajęcie.
Elias rzucił rękawicę a Belasco właśnie ją podniósł.


_________________

EKWIPUNEK
- - - - -
Amerykański kawaleryjny rewolwer Colta / zapałki / cygara / naboje / pieniądze / duży nóż wojskowy / notatnik
Zobacz profil autora

103 Re: Gabinet Belasco on Nie Gru 02, 2012 6:44 pm

Dygnęła przed mężczyzną.
-Ależ oczywiście, panie Belasco.-uśmiechnęła się sztucznie, chociaż w środku wręcz szalała z wściekłości i miała wielką chęć, aby chwycić mężczyznę za szyję i udusić.
-Na pewno dam znać przed świętami.-odparła, po czym jakby chwilę się zastanawiała, czy wypada coś dodać, ale na język pchały się jej same przekleństwa.
Także obróciła się, zamiotła suknią podłogę i wyszła z gabinetu. Musi zapalić. I to teraz. A miała rzucić!

/zt


_________________



Zobacz profil autora

104 Re: Gabinet Belasco on Sro Gru 26, 2012 11:44 pm

Jeremy zjawił się przed gabinetem Belasco i zapukał.
Ach, ile było radości i dumy w nazywaniu samego siebie szeryfem - nie, nie zastępcą, szeryfem! Nawet biuro było jego, eheheh, ile mniej papierkowej roboty teraz będzie! Naprawdę, takiego prezentu (na gwiazdkę, warto dodać) nie dostał dawno, o ile inne w ogóle mógł do tego awansu porównać. Jego praca się opłaciła - i najlepsza była w tym właśnie satysfakcja!
No ale, trzeba było zachować się profesjonalnie, nie był aż na tyle oszalały ze szczęścia żeby rzucić się od razu Belasco na szyję - niemniej jednak zjawił się pod jego gabinetem jak najszybciej.



Ostatnio zmieniony przez Jeremy Fassbender dnia Czw Gru 27, 2012 12:01 am, w całości zmieniany 1 raz


_________________



Zobacz profil autora

105 Re: Gabinet Belasco on Sro Gru 26, 2012 11:55 pm

Gdy tylko Jeremy przekroczył próg gabinetu Belasco, powitał go nie tylko niski głos alfonsa, ale także i gęsty dym i zaduch panujący w pomieszczeniu. Jednak zdawało się to nie przeszkadzać gospodarzowi, który wypalał kolejne już dziś, cygaro.
Zaprosił szeryfa do środka, wskazał mu fotem przed sobą i uznając, ze nie ma co owijać w bawełnę, rzucił:
- Sprawa Beatrice Whittmore i tego zasranego długu jej męża. Myślę, ze wiesz co mam na myśli? - warknął, strzepując popiół z cygara. - Miasteczko ma problem, wielki. A urząd szeryfa raczej sobie nie radzi.


_________________

EKWIPUNEK
- - - - -
Amerykański kawaleryjny rewolwer Colta / zapałki / cygara / naboje / pieniądze / duży nóż wojskowy / notatnik
Zobacz profil autora

106 Re: Gabinet Belasco on Czw Gru 27, 2012 12:11 pm

Jeremy najchętniej otworzyłby okno, bo w pomieszczeniu faktycznie panował niezły zaduch. Stał jeszcze chwilę w drzwiach, rozważając możliwość zostawienia ich otwartych, przynajmniej żeby w środku się wywietrzyło, ale w końcu opanował się, zamknął je za sobą i grzecznie usiadł w fotelu naprzeciwko Belasco.
- Raczej? Myślę, że nie ma sytuacji bez wyjścia, urząd szeryfa radził sobie już w wielu, czasem krytyczniejszych sytuacjach. - odparł sucho, błądząc wzrokiem po gabinecie. W końcu zatrzymał spojrzenie na Belasco. - Jednak jak widzę masz coś do powiedzenia w tej sprawie...Jakiś pomysł, sugestia jak z tego wybrnąć?


_________________



Zobacz profil autora

107 Re: Gabinet Belasco on Czw Gru 27, 2012 12:19 pm

Belasco uważnie przyglądał się szeryfowi, jakby każdy gest i mrugnięcie tego człowieka było istotne. Długo więc milczał, patrząc tylko w stronę mężczyzny.
- Dobrze wiem kto za tym stoi. - wyznał szczerze Belasco. - Al Whittmore przed śmierci spisał nazwiska tych, którzy chcieliby jego śmierci. Mam tę listę i oczywiście dobrze też wiem, ze sama znajomość ich imion nie wystarczy.
Postukał palcami o blat biurka.
- Dobrze wiem, ze ci, którzy napadli Beatrice to tylko marne pionki, a prawdziwy szantażysta cieszy się dobrym zdrowiem. I wiem też, ze łatwo się go nie złapie... ale jak powiedziałeś, nie ma sytuacji bez wyjścia.
Zgasił cygaro, powoli, leniwie, jakby znudzony rozmową.
- Wiem, kto może nam w tym wszystkim pomóc. I mnie, bym nie mógł się denerwować, ze jakaś banda popaprańców mi spali dobytek, znowu. I tobie, byś mógł udowodnić jaki z ciebie skuteczny szeryf.


_________________

EKWIPUNEK
- - - - -
Amerykański kawaleryjny rewolwer Colta / zapałki / cygara / naboje / pieniądze / duży nóż wojskowy / notatnik
Zobacz profil autora

108 Re: Gabinet Belasco on Czw Gru 27, 2012 5:03 pm

Jeremy już miał się spytać, skąd Belasco w ogóle ma taką listę, ale po chwili zrezygnował, dochodząc do wniosku, że o ile alfons mówi prawdę, o tyle lepiej będzie z nim współpracować.
- Dobrze... - powiedział, po powierzchownym przemyśleniu sprawy - W takim razie współpraca, jak rozumiem? - dobrze, że Belasco zaznaczył, że ma w tym wszystkim jakiś interes, łatwiej Jeremy'emu było uwierzyć w te dobre intencje.
- Tak, podejrzewam, że główny szantażysta nie będzie łatwym celem... - pokiwał głową, jakby w zamyśleniu. - Przede wszystkim, muszę wiedzieć kto tym wszystkim kieruje, a wnioskuję, że ty doskonale wiesz kim on jest. - rety, jak dobrze, że on wreszcie zgasił to cygaro, jeszcze chwila, a Jeremy naprawdę otworzyłby okno. - I...kim jest tak osoba, która może nam pomóc?



Ostatnio zmieniony przez Jeremy Fassbender dnia Czw Gru 27, 2012 5:13 pm, w całości zmieniany 1 raz


_________________



Zobacz profil autora

109 Re: Gabinet Belasco on Czw Gru 27, 2012 5:08 pm

Uśmiechnął się szeroko, widząc jak szybko Fassbender łapie o co mu chodzi.
- Cóż, tak, fitnessy, magiczne słowo. Słuchaj więc, szeryfie. Pomogę ci złapać tego idiotę, co myśli, ze wysyłając swoich marnych żołnierzyków uratuje swój tyłek. Pomogę ci i z czystej sympatii do pani Beatrice i oczywiście z powodu pewnych korzyści. Tego nie ukrywam. Więc tak, szeryfie, chciałbym by pan się zdeklarował co do jednej rzeczy. Ja panu pomogę, a pan sprawi, że urząd szeryfa nie będzie się wtrącał w moje sprawy i sprawy moich ludzi. Oni dla ciebie nie istnieją, tak samo jak ich problemy i grzechy.
Zastukał palcami o blat ponownie i kontynuował, nie czkając na odpowiedź ze strony gościa.
- A ten, kto może nam pomóc zna bardzo dobrze świętej pamięci Whittmore'a bo to jego rodzony brat.


_________________

EKWIPUNEK
- - - - -
Amerykański kawaleryjny rewolwer Colta / zapałki / cygara / naboje / pieniądze / duży nóż wojskowy / notatnik
Zobacz profil autora

110 Re: Gabinet Belasco on Czw Gru 27, 2012 5:28 pm

Jeremy westchnął ciężko. Tak jak podejrzewał, pomoc zaoferowana przez Belasco nie była bezinteresowna.
- Zależy jakiej wagi będą te wasze... problemy i grzechy. - odparł, nieco się ociągając. Nie był to najlepszy układ, ale jeśli chciał przyśpieszyć sprawę i złapać tego szantażystę to chyba musiał wybrać mniejsze zło i współpracować z Belasco na jego warunkach. - Dobrze... - ponownie westchnął, czując, że kiedyś może tego żałować. - W tym momencie mogę zadeklarować, że będziemy przymykać oko na te wasze występki. Miej jednak świadomość, że jeśli ty lub ktoś z twoich ludzi, posunie się, moim zdaniem za daleko, będę interweniował. Niemniej jednak, przystaję na te warunki - masz moje słowo, że od teraz wasze występki będę traktował z przymrużeniem oka. - tyle mógł mu obiecać, chociaż taki rodzaj kompromisu szczerze mu nie odpowiadał.
- Brat? - Jeremy nawet nie ukrywał zdziwienia. - Jego brat jest w Oldwhiskey?


_________________



Zobacz profil autora

111 Re: Gabinet Belasco on Czw Gru 27, 2012 5:37 pm

- To, jakie będą te problemy, sami ocenimy. - odparł z uśmiechem Belasco, jednak jego ton nie był pozbawiony surowości i stanowczości.
Odchylił się na krześle, sięgając po butelkę whiskey, która stała przed nim. Przysunąwszy też do siebie dwie puste szklanki, wcześniej przygotowane, nalał każdemu po drinku.
- Cóż, jeszcze nie jest w Old Whiskey. - odparł, podając kieliszek szeryfowi. - Ale mogę go sprowadzić. Błąka się po Arizonie, wiem, bo ptaszki śpiewają... w dodatku się łowcą głów, który od lat idzie po śladach swego brata. I wiem, ze jest wkurzony, że ktoś mu sprzątnął nagrodę sprzed nosa za Al'a.
Upił nieco whiskey ze swojej szklanki, uważnie spoglądając znad niej na Fassbendera.


_________________

EKWIPUNEK
- - - - -
Amerykański kawaleryjny rewolwer Colta / zapałki / cygara / naboje / pieniądze / duży nóż wojskowy / notatnik
Zobacz profil autora

112 Re: Gabinet Belasco on Pią Gru 28, 2012 1:40 pm

Jeremy'emu nie szczególnie podobał się ton Belasco, ale co miał zrobić? Słowo się rzekło, musiał przystać na jego warunki.
Wziął od alfonsa kieliszek i upił łyk trunku, nie spuszczając wzroku z mężczyzny. Nie skomentował tego o problemach, miał szczerą nadzieję, że ewentualne faktycznie nie będą wielkie, a przynajmniej nie będą wymagać jego interwencji - mimo wszystko chciał być słowny.
- Rozumiem. - pokiwał głową, biorąc następny łyk - W takim razie, mam nadzieję, że sprowadzisz go szybko... ten szantażysta widać nie przebiera w środkach i dobrze byłoby załatwić tą sprawę szybko.


_________________



Zobacz profil autora

113 Re: Gabinet Belasco on Pią Gru 28, 2012 1:51 pm

- Jak tylko Smith wyliże się ze swoich bohaterskich ran to wysyłam go po naszego łowcę. - odparł, uśmiechając się lekko.
- Czyli jesteśmy umówieni. - rzekł, wstając od biurka i okrążając go tak, by znaleźć się za plecami Jeremy'ego. - A teraz niech pan się niczym nie martwi, tylko cieszy się zabawą! Oczywiście, jest pan zaproszony do mnie na przyjęcie. Mam nadzieję, ze przyjdzie pan z narzeczoną... tak, tą panną Liliane, dobrze pamiętam?
Zaśmiał się krótko, acz może nawet nie złośliwie. Stanął przed oknem balkonowym i spojrzał na główną ulicę miasteczka, na której wędrował tłum ludzi w stronę placu.


_________________

EKWIPUNEK
- - - - -
Amerykański kawaleryjny rewolwer Colta / zapałki / cygara / naboje / pieniądze / duży nóż wojskowy / notatnik
Zobacz profil autora

114 Re: Gabinet Belasco on Pią Gru 28, 2012 3:56 pm

Jeremy wstał, widząc, że rozmowa dobiega końca.
- Tak, jesteśmy umówieni. - odparł, obracając się do Belasco. - Bardzo dziękuję za zaproszenie. - zdobył się na uśmiech - Liliane... Liliane nie jest moją narzeczoną. - westchnął i chociaż bardzo chciałby, żeby tak właśnie było, to do tej pory nie zdobył się na odwagę, żeby poprosić Panienkę Whitby o rękę. Ale, ale, w końcu na pewno to zrobi!
- Ale... przyjdę z nią. - chyba, dodał w myślach, bo po zawsze była możliwość, że dziewczyna odrzuci jego zaproszenie.
- W takim razie, dziękuję, że zdecydował mi się pan... pomóc. - powiedział, powoli wycofując się do wyjścia. Rozmowa przybrała jakiś formalny obrót! - Do zobaczenia na przyjęciu. - uśmiechnął się i wyszedł z gabinetu.

zt


_________________



Zobacz profil autora

115 Re: Gabinet Belasco on Sro Lut 06, 2013 9:23 pm

Nie miała czasu, by jakoś to spotkanie zaplanować.
Gdyby miała, to z całą pewnością ułożyłaby sobie w głowie odpowiednie kwestie. Bez wątpienia także odrzuciłaby pomysł, na który składało się wtargnięcie do jego gabinetu bez zapowiedzi (pomimo tego, że niegdyś jako jedna z nielicznych miała prawo pojawiać się tutaj niezapowiedziana) i wyrzucenie z siebie kwestii, których dość szybko miała pożałować.
Nikt z głównej sali nie zdążył jej zatrzymać. W gruncie rzeczy nie była nawet pewna, czy ktokolwiek zauważył, że jakaś kobieta bez zbędnych ceregieli wprasza się na piętro.
Przekraczając próg saloonu zbiła ją z tropu tylko jedna rzecz. Zapach dymu tytoniowego wymieszanego z oparami alkoholu połączonych z wonią potu w niczym nie wyróżniał tego miejsca od innych mu podobnych. A wydawało jej się, że to miejsce, ten saloon był inny. Pachniał inaczej.
Myliła się.
Nie zmieniła się jednak woń panująca w gabinecie Belasco. Zapach dymu z drogich cygar wgryzł się głęboko w drewniane sprzęty, które przecież nie były znów takie stare zważywszy, że jeszcze nie tak dawno wszystko to tutaj było jednym wielkim pogorzeliskiem.
Stanęła przed nim i ciężko było powiedzieć kogo w tym momencie bardziej zamurowało. Ją - czy jego.
- Myślałeś, że się nie dowiem?

Zobacz profil autora

116 Re: Gabinet Belasco on Sro Lut 06, 2013 9:43 pm

Francis prędzej się spodziewał tego, ze dziś umrze w tym fotelu niż tego, że do jego gabinetu wejdzie ONA. Miał wrażenie, ze to choroba z nim igra, zsyłając na niego omamy, jego umysł płata mu figle...
A może tak wyglądała śmierć? Pod postacią tego przeklętego anioła..?
Jednak wyobrażenia o tym, ze właśnie żywot się kończy prysnęły, gdy kobieta przed nim stojąca się odezwała. Wezbrała w nim złość, wymieszana z żalem i wielkim poczuciem wstydu. Z jedne strony czuł niesamowity gniew w stosunku do tej kobiety, z drugiej zaś... cieszył się, ze to właśnie ona weszła do gabinetu. Jednak pretensje w jej głosie skutecznie pozbawiły go resztek radości.
- Jak śmiesz! - wrzasnął, zrywając się z fotel i uderzając dłonią o stół. Szklanka wypełniona do połowy whiskey wywróciła się i zalała jakieś dokumenty na biurku. Belasco się tym jednak nie przejął.
- Jak śmiesz wpadać tu z pretensjami w głosie... jak, jak?! Powinnaś ze wstydu spłonąć, a nie stać przede mną! Parszywa niewdzięcznica!
Głos jego był donośny, chociaż sam Francis wyglądał jakby zaraz miał zemdleć. Chudy, blady, z podkrążonymi oczami. Siedzący sam w kłębie dymu i oparach alkoholu - bezsilny i zagubiony.


_________________

EKWIPUNEK
- - - - -
Amerykański kawaleryjny rewolwer Colta / zapałki / cygara / naboje / pieniądze / duży nóż wojskowy / notatnik
Zobacz profil autora

117 Re: Gabinet Belasco on Sro Lut 06, 2013 10:01 pm

Spodziewała się, że może być wzburzony, przygotowywała się na to, ale dopóty pozostawało to w kwestii jej wyobraźni to jakoś sobie z tym radziła.
Stojąc teraz tutaj z nim twarzą w twarz zrozumiała, że myliła się co do swojej pewności siebie. Starała się jednak nie dać po sobie znać tego, że się po prostu wystraszyła.
Grożono jej już wiele razy, wysłuchiwała wrzasku wielu mężczyzn i kobiet, ale jego uniesiony głos robił na niej ogromne wrażenie, co nie mogło nie pozostać bez wpływu na jej wypowiedzi.
- Nie graj mi tu teraz moją niewdzięcznością! - nie powinna była chyba podnosić głosu - To ty ukryłeś to - w tym momencie wykonała w powietrzu kilka zamaszystych ruchów dłonią - wszystko przede mną - nie tak wyobrażała sobie to spotkanie - Myślisz, że ten wyjazd, to co zrobiłam - zrobiła kilka kroków w jego kierunku - Że zrobiłam to dla SIEBIE?! - spojrzała na niego wzburzona.
Wyglądał źle. Wychudł. Podkrążone oczy stały się jeszcze bardziej widoczne. Zapadał się w sobie.
Widok tego do niedawna jeszcze rosłego i zdrowego mężczyzny w takim stanie trwożył ją. Czuła lekkie ukłucia w okolicy mostka, które z każdym wypowiedzianym przez nią słowem stawały się coraz bardziej bolesne.

Zobacz profil autora

118 Re: Gabinet Belasco on Sro Lut 06, 2013 10:15 pm

Ponownie uderzył pięścią o stół, a pusta już szklanka upadła i rozbiła się o podłogę. Przez krótką chwilę dźwięk tłuczonego szkła był jedynym, który odbijał się echem od ścian. W końcu, dyszący z wściekłości mężczyzna, odezwał się, nie kryjąc kpiny w głosie.
- Taaak? Że niby dla mnie? To dziękuję, niesamowicie dziękuję, ze podwinęłaś spódnicę i spierdoliłaś!Tak, spierdoliłaś jak ostatni tchórz, Charlotte, chociaż nie miałaś powodu!
Jego wychudzona klatka piersiowa unosiła się i opadała
szybko, w rytm niespokojnego oddechu. Widać też było ile wysiłku go to wszystko kosztuje, pot spływał mu już po czole, a oczy zmętniały.
- Czego chcesz? Czego, na litość boską?! Pieniędzy? Proszę, dam ci wszystko czego zechcesz!
Rzucił się do szuflady biurka, otworzył ją z impetem i wyciągnął pliki pogniecionych banknotów. rzucił je o blat, drżącymi dłońmi wyciągając kolejne dolary.
- Masz, bierz wszystko, bierz ten przeklęty saloon! Bierz to i zostawcie mnie wszyscy w świętym spokoju!
Wreszcie, w beznadziei, opadł na fotel i ukrył zmęczoną twarz w roztrzęsionych dłoniach.


_________________

EKWIPUNEK
- - - - -
Amerykański kawaleryjny rewolwer Colta / zapałki / cygara / naboje / pieniądze / duży nóż wojskowy / notatnik
Zobacz profil autora

119 Re: Gabinet Belasco on Sro Lut 06, 2013 10:31 pm

Wiedziała, że pomysł jej powrotu może przynieść wiele szkód, nie sądziła jednak, że pogorszy tak znacząco stan zdrowia mężczyzny, dla którego w ogóle postanowiła ponownie się tutaj pojawić.
- Uciekłam, jak ostatnia kurwa - przytaknęła, bo nie było tutaj miejsca na zaprzeczanie - Ale powtarzam! Nie chodziło mi o mnie! - w momencie, gdy rzucił się do szuflady z przerażeniem ujrzała w jak fatalnym stanie jest Belasco.
Początkowo wyrwała się nawet do przodu, by pomóc mu utrzymać równowagę, ale powstrzymała się w ostatniej chwili.
- Myślisz, że chodzi mi o twoje pieniądze!? - prychnęła pogardliwie - Ty naprawdę mnie nie znasz! - spędzili razem tyle czasu, tyle wspólnych lat. Jej ucieczka mogła zachwiać w nim wiarę co do jej intencji, ale na litość boską! Była przy nim jako jedna z nielicznych!
- Nie obchodzi mnie to wszystko! - warknęła - Jestem tu dla ciebie! Mój wyjazd... - miała naprawdę już tego wszystkiego dość.
Pokręciła zrezygnowana głową.
- Nie chciałam... - zeszła nieco z tonu - Nie rozumiesz? Ty naprawdę nic nie rozumiesz? - wbiła w niego przenikliwe spojrzenie pełne żalu.
Była okropna. Miała do niego żal o to, co się wydarzyło!

Zobacz profil autora

120 Re: Gabinet Belasco on Sro Lut 06, 2013 10:40 pm

- To mnie oświeć! - krzyknął, kładąc z impetem ręce na blacie biurka. - Mów, Charlotte, czemu mnie zostawiłaś i spieprzyłaś jak tania dziwka?! Miałaś wszystko, na litość, kurwa, wszystko! Sukienki, pieniądze, pierdoły, kurwa, wszystko, żarcie, kurwa, z Paryża ci mogłem sprowadzać i wydawać ostatnie pieniądze byś się dolarami podcierała! Kurwa mać, miałaś wszystko, Charlotte!
Po raz kolejny zabębnił pięścią o biurko, jakby na nim chciał się wyżyć. Jego nerwy były w strzępach, usta mu drżały - w życiu nie dął się tak ponieść emocjom jak teraz. Nigdy. Nawet gdy jego pierwsza żona dała nogę z pierdolonym kochankiem.
Wszystko mu się przypomniało, te wszystkie kobiety, które były jak pijawki, wysysały z niego życie a potem znikały bez słowa. Spuszczały z niego litry krwi, kąpały się niej, wypijały a potem pozostawiały wysuszone zwłoki człowieka, którym kiedyś był.
Jak miał więc być teraz spokojny?
- Mów szczerze Charlotte, mów do jasnej cholery i nie kłam jak parszywa suka!


_________________

EKWIPUNEK
- - - - -
Amerykański kawaleryjny rewolwer Colta / zapałki / cygara / naboje / pieniądze / duży nóż wojskowy / notatnik
Zobacz profil autora

121 Re: Gabinet Belasco on Sro Lut 06, 2013 11:03 pm

Miała być szczera? Dobrze.
I tak nie miała już nic do stracenia. On umierał. Nie liczyło się już nic.
Zrobiła kolejny krok w jego kierunku, tak, że stała już dość blisko biurka.
- Wszystko!? - fuknęła przewracając oczami - Co mi po tych jedwabiach, dolarach, sukienkach... - westchnęła ciężko - Jednej rzeczy nie mogłam mieć... - jej głos zadrżał lekko - A teraz... Mam ją na zawsze stracić - zacisnęła w pięści trzymane w niej rękawiczki - Chciałam... - zaczęła powoli już nie krzycząc - Nie mogłam... Nie, to po prostu nie miało przyszłości - zaskakujące jak ciężko było jej to teraz ubrać w słowa - Zrozum! - znów uniosła się nieco - Przestałeś być dla mnie jedynie szefem... Przyjacielem... - westchnęła - Poczułam coś więcej - pokręciła głową - I nie jestem głupia - dodała pośpiesznie - Niepotrzebne ci to było - te słowa były chyba najbardziej bolesne - Wydawało mi się, że potrafię trzeźwo ocenić sytuację... - zbliżyła się kolejny niewielki krok - I znów się myliłam
- A teraz... Przyszło mi za to zapłacić

Zobacz profil autora

122 Re: Gabinet Belasco on Sro Lut 06, 2013 11:19 pm

Słuchał uważnie każdego słowa wypowiedzianego przez Charlotte - nie przerwał jej ani na moment. Uspokoił oddech, spuścił wzrok i zacisnął dłonie w pięści; każde słowo tej kobiety sprawiało mu ból, jednocześnie słuchając ich czuł ulgę.
Ale też i żal do siebie samego.
Powoli wstał, wyszedł zza biurka, ale nie miał odwagi podejść bliżej.
- Jesteś złą kobietą. - wyszeptał, bo tylko na tyle było go stać.
Przymknął na moment powieki, czując niesamowite zmęczenie tą całą sytuacją - mimo to chyba poczuł spokój ducha, gdy Charlotte to wszystko z siebie wyrzuciła.
- Jesteś też szalona.
Zrobił krok w kierunku kobiety, chwycił ją za rękę i przyciągnął do siebie. Mimo choroby wciąż miał w sobie resztki tej wielkiej siły. Wreszcie zrobił coś na co czekał ten długi czas, po prostu ja pocałował, poświęcajac tej kobiecie ostatnią energię.


_________________

EKWIPUNEK
- - - - -
Amerykański kawaleryjny rewolwer Colta / zapałki / cygara / naboje / pieniądze / duży nóż wojskowy / notatnik
Zobacz profil autora

123 Re: Gabinet Belasco on Sro Lut 06, 2013 11:36 pm

Wyrzucenie tego wszystkiego wbrew pozorom przyniosło jej wielką ulgę.
Sądziła, że wyznanie prawdy będzie niezwykle bolesne. Ale znowu się myliła.
Uniosła nieco kąciki ust słuchając o tym, że jest złą kobietą. Dla wielu była zła. Równie zła jak sam Belasco.
Wydało jej się, że to wszystko sprawia ulgę nie tylko jej, ale i Francisowi. Choć możliwe, że to tylko choroba mniej mu się naprzykrza.
I wtedy stało się coś, czego zupełnie po tej rozmowie się nie spodziewała.
Znowu poczuła jego siłę, która pomimo choroby wciąż w nim drzemała. Znów poczuła się bezpieczna w jego ramionach, a chwila ta wydawała się mniej ulotna niż wszystkie pozostałe. W końcu nic już nie stało im na przeszkodzie. Poza nieuchronną śmiercią.
Jak długo trwał ten pocałunek? Nie wiedziała. Wydawało jej się, że ta chwila trwa wieczność.


_________________



Zobacz profil autora

124 Re: Gabinet Belasco on Sro Lut 06, 2013 11:52 pm

Gdy wreszcie oderwał się od ust Charlotte, spojrzał na nią tymi zmęczonymi oczami - jednak powrócił do nich cień blasku, który był w nich kilka miesięcy temu.
- Nie waż się robić tego nigdy więcej.. - powiedział cicho. - Inaczej cię zabiję. Jeśli wcześniej sam nie umrę.
Dobrze wiedział, ze to wszystko nie miało przyszłości, było bezsensu i wbrew wszystkim zasadom zdrowego rozsądku. Teraz jednak Belasco nic nie tracił; przecież był jedną nogą w grobie, prawda?
- Nidy więcej tego nie rób, nie bądź jak Scarlett, błagam.
Pierwszy raz w życiu ten mężczyzna o coś błagał; zazwyczaj sytuacja przecież był odwrotna, prawda? A jednak to on teraz przed kimś się płaszczy...


_________________

EKWIPUNEK
- - - - -
Amerykański kawaleryjny rewolwer Colta / zapałki / cygara / naboje / pieniądze / duży nóż wojskowy / notatnik
Zobacz profil autora

125 Re: Gabinet Belasco on Czw Lut 07, 2013 12:04 am

W końcu jednak i ta chwila musiała się skończyć. Ale nie żałowała tego, co się przed chwilą wydarzyło. Naprawdę nie liczyło się już nic. Pieniądze... Byt... W tej chwili był tylko on.
- Nigdy - odparła słabo wciąż próbując złapać oddech.
Co teraz? Nie rozważała tego, co się wydarzy, gdy już tę rozmowę odbędą. Ale czy to w ogóle było ważne?
Błagający Belasco dodatkowo wyraźnie osłabiony chorobą robił piorunujące wrażenie. Nigdy nie chciałaby widzieć go w takiej sytuacji.
- Nigdy - powtórzyła, by upewnić go o swym, od tej chwili, pełnym oddaniu.


_________________



Zobacz profil autora

Sponsored content


Powrót do góry  Wiadomość [Strona 5 z 10]

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach