Forum RPG


You are not connected. Please login or register

Gabinet Belasco

Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Go down  Wiadomość [Strona 1 z 10]

1 Gabinet Belasco on Sob Lip 14, 2012 10:05 pm

Jest to spore pomieszczenie znajdujące się na piętrze Saloonu. W nim urzęduje jego właściciel, Francis Eliot Belasco, przyjmuje tu swoich "sojuszników" i współpracowników
To tutaj ważą się losy Old Whiksey...
Wstęp mają tu tylko wybrani, na zaproszenie samego pana Belasco. Jeśli chcesz mu złożyć sam wizytę, z własnej inicjatywy, musisz się zapowiedzieć i liczyć na szczęście.

Zobacz profil autora

2 Re: Gabinet Belasco on Nie Lip 15, 2012 9:40 am

Oboje weszli do gabinetu. Tego słynnego gabinetu.
Dla Charlotte nie był już on tak tajemniczy i niedostępny, nigdy jednak nie pozwoliłaby sobie na zbyt wielką zuchwałość polegającą na samowolnym wtargnięciu.
Puszczona przodem zajęła miejsce naprzeciwko biurka. Siedziała tu już wiele razy, wiele też tu się wydarzyło, ale za każdym razem czuła pewien niepokój.
- Wnioskuję, że to dość ważne, skoro przeszliśmy tutaj - w końcu o możliwym najeździe rozmawiali na dole. A więc teraz musiało chodzić o coś ważniejszego lub też...
Ale nie wyprzedzajmy faktów.


_________________



Zobacz profil autora

3 Re: Gabinet Belasco on Nie Lip 15, 2012 10:13 am

- Przejdźmy d konkretów. - rzucił i z papierośnicy na biurku wyciągnął jednego skręta. Siadając na swoim ukochanym fotelu, zapalił i kilka razu się zaciągnął w milczeniu.
Okno w gabinecie Belasco było otwarte, a jako, że wychodziło na główną ulicę, można było słyszeć gwar rozmów i odgłosy jeżdżących powozów. Stukot naczyń, śmiech dzieciaków, upadające skrzynki, prychanie koni... nie tyle dźwięki ulicy, co też i jej smród był częstym gościem tego gabinetu, jednak do tego przez te wszystkie lata Belasco zdążył się przyzwyczaić.
- Ludzie ścigający Whittmore'a to nie jest nasz jedyny problem. - mruknął, patrząc w okno, w którym wiatr targał firanki - Patrz...
Belasco sięgnął do szuflady w biurku, która zazwyczaj była zamyka przez niego na klucz. Wyciągnął z niego list,bardzo krótki, ale treściwy. Pokazał go Charlotte.

Panie Belasco, pamięta pan jak Cash dostał posadę szeryfa? Nie tylko pan ma to w pamięci.

Mężczyzna niecierpliwie stukał palcami o blat stołu, wyglądał na wściekłego, ale nieco też i... bezsilnego?
- Albo ktoś blefuje i chce ode mnie wyciągnąć kasę... albo mnie całkowicie pogrążyć. Po tylu latach nagle ktoś posyła mi ten list. Najgorsze jest to, że nie mam pomysłu kto może być takim idiotom, by to zrobić. I to jeszcze teraz... kiedy mamy n głowie sprawę Whittmore'a.


_________________

EKWIPUNEK
- - - - -
Amerykański kawaleryjny rewolwer Colta / zapałki / cygara / naboje / pieniądze / duży nóż wojskowy / notatnik
Zobacz profil autora

4 Re: Gabinet Belasco on Nie Lip 15, 2012 10:45 am

Przyglądała mu się w milczeniu. Nie jakoś nachalnie, ale jednak.
Jej nie przeszkadzał charakterystyczny zapach wpadający przez okno. Przyzwyczajenie? Możliwe. W końcu każdy przyzwyczaiłby się do tego mieszkając nad saloonem, w którym nie pachniało jak w perfumerii.
Sięgnęła po podany jej list. Wyjątkowo krótki, ale jasny w przekazie. Przynajmniej dla tych, którzy znali historię miasteczka. A przez dziesięć lat zdołała poznać ją dość dobrze.
- Nie sądzę, żeby na świecie istniał taki idiota, który wysyłałby ci taki list - odparła po chwili milczenia i kilkukrotnym przeczytaniu tych dwóch linijek tekstu - Szukałabym raczej kogoś, kto dobrze wie co robi. A sprawa Whittmore'a może mu być na rękę - nigdy nie lubiła tych męskich intryg.


_________________



Zobacz profil autora

5 Re: Gabinet Belasco on Nie Lip 15, 2012 11:13 am

Belasco niespodziewanie uderzył pięścią o stół, całkowicie nie przejmując się teraz obecnością Charlotte w gabinecie.
Był wściekły. Jeżeli to nie blef i ktoś naprawdę wie, że to on stoi za "zniknięciem (a raczej czystym zabójstwem) starego szeryfa i przekupieniem nowego... pierwszy raz od tylu lat czuł jak pętla zaciska mu się na szyi. Pierwszy raz od tych dziesięciu lat od kiedy pierwszy raz spłonęło Old Whiskey czuł prawdziwy strach.
- Szlag by to, kurwa, wziął wszystko... - warknął zły i znowu uderzył o stół. - Ale.. ale najpierw skupmy się na Whittmorze. Tem fałszywy nawrócony anioł dobroci ma wiele za uszami, nie dziwię się, że ktoś za nim biega. Ale z drugiej strony nie chcę tutaj takiej afery jak z McConnorami. Zresztą, chyba wiesz, że Al Whittmore po tym jak zastrzelili McConnorów przejął po nich pałeczkę i resztę gangu? No właśnie... Jeśli nic nie zrobimy będziemy mieć powtórkę z rozrywki...
Westchnął ciężko i potarł palcami skronie, jakby chcąc się pozbyć bólu głowy.
- Myślałem, żeby spłacić za Whittmore'a długi, ale skąd mam wiedzieć komu płacić?


_________________

EKWIPUNEK
- - - - -
Amerykański kawaleryjny rewolwer Colta / zapałki / cygara / naboje / pieniądze / duży nóż wojskowy / notatnik
Zobacz profil autora

6 Re: Gabinet Belasco on Nie Lip 15, 2012 12:33 pm

To nie były jej problemy, ale gdyby coś miało się stać z saloonem, czy też Belasco, wówczas dotknęłoby to także ją.
Głównie finansowo, ale zawsze.
Owszem, dawno z nikim nie nawiązała tak bliskich związków, które nie opierałby się na seksie, lubiła go i dobrze jej się z nim współpracowało.
Na jej twarzy pojawił się niewielki grymas w momencie, gdy Belasco uderzył pięścią w biurko. Nie sądziła, że ta sprawa jest aż tak paląca.
- Nie prościej byłoby pozbyć się tego Whittmore'a? - zapytała w pewnym momencie - Prościej i taniej - tak, jej prawie zawsze chodziło o pieniądze. Taki zawód można rzec.
- Nie sądzę, żeby ktokolwiek przejął się w tym miasteczku jego nagłym zniknięciem. A ci, którzy za nim łażą też powinni być z tego powodu zadowoleni - tak naprawdę nigdy tą sprawą się nie interesowała. Ot, ktoś komuś zalazł za skórę, ktoś kiedyś zastrzelił szeryfa. Dopóki to jej nie dotyczyło, to się tym nie przejmowała. Dziś najwidoczniej stało się to także jej sprawą.

Zobacz profil autora

7 Re: Gabinet Belasco on Nie Lip 15, 2012 1:17 pm

- Stary Whittmore jest tu znany, ma też bogatą żonę, która raczej by się przejęła jego zniknięciem... zresztą, musiałbym świecić oczami przed rada miasteczka. Każdy by mnie podejrzewał, nie sądzisz? Nie chcę potem dostawiać jeszcze więcej anonimów od jakiś kretynów i dostać zawału serca...
A tak, a zdrowie Belasco ostatnio nie miało się najlepiej.
- Do tego młody Whittmore. Może nie mją za dobrych kontaktów z ojcem ale to jednak jego syn. I równie szalony co Johnny McConnor. No, może jeszcze nie ześwirował ja ten walnięty blondas, ale jest bliski...
Wstał, przeszedł się nieco po biurze. Stukot jego butów rytmicznie wypełniał pomieszczenie i górował nad gwarem ulicznym, który zdawał się nieco słabnąć o tej porze dnia.
Podszedł do siedzącej Charlotte, położył swoją duża, ciężką dłoń na jej ramieniu i pochylił się nad nią.
- Ale nie zaprzątaj sobie aż tak bardzo główki moimi problemami.. po prostu każ dziewczynom mieć oczy i uszy otwarte... i miej na oku tego nowego, co siedzi na dole przy barze. Chce wiedzieć jak ma na nazwisko, bo dam sobie głowę uciąć, że go widziałem już... da się zrobić, słońce?


_________________

EKWIPUNEK
- - - - -
Amerykański kawaleryjny rewolwer Colta / zapałki / cygara / naboje / pieniądze / duży nóż wojskowy / notatnik
Zobacz profil autora

8 Re: Gabinet Belasco on Nie Lip 15, 2012 2:19 pm

- Zdrowie najważniejsze - szczególnie twoje chciałoby się dopowiedzieć, ale lepiej zostawić to dla siebie. Ale fakt faktem, że zdrowie szefa było dla niej ważne, z nikim tak dobrze jej się nie układało jak z nim.
Poczuła jego dłoń, która spoczęła na jej ramieniu. Kolejny powód, by pozostać posłuszną. Podejrzewała, że pomimo przyjaźni, która ich łączyła, nie zawahałby się użyć swoich wpływów i siły, by ją zniszczyć, gdyby kiedykolwiek przyszło jej na myśl, by go zdradzić.
- Wiesz przecież, że nikt nie wyciąga informacji lepiej niż kurtyzana - odparła spokojnie uśmiechając się znacząco - A tym nowym zajęła się już nasza Maggie. I z tego co mi mówiła jest już jej - a on już wiedział co to oznaczało - Na moich dziewczynach można polegać


_________________



Zobacz profil autora

9 Re: Gabinet Belasco on Nie Lip 15, 2012 3:37 pm

- Maggie, mówisz? - zapytał z zaciekawieniem. Uśmiechnął się zadowolony, z pewną dumą w oczach, patrząc góry na Charlotte. Wyciągnął rękę i opuszkami palców swojej dłoni delikatnie przejechał po policzku kobiety.
- Zadbaj o to, żeby Maggie jeszcze z nim porozmawiała - odparł z uśmiechem i odszedł kilka kroków w stronę okna, zaciągając się ponownie papierosem.
Wspaniale, Old Whiskey znowu ma problemy, jakby te przeklęte fatum nie mogło ich wszystkich opuścić i iść w cholerę. Chyba ta klątwa McConnorów o której te wszystkie stare baby gadają na targu, jest prawdą. Mszczą się zza grobu.
- Możesz iść... pilnuj interesu. a będę musiał się spotkać z Evansem jak najszybciej i ustalić jakiś plan.
Spojrzał jeszcze przez ramię na siedzącą wciąż przy jego biurku Charlotte.
- Uważaj na siebie.


_________________

EKWIPUNEK
- - - - -
Amerykański kawaleryjny rewolwer Colta / zapałki / cygara / naboje / pieniądze / duży nóż wojskowy / notatnik
Zobacz profil autora

10 Re: Gabinet Belasco on Nie Lip 15, 2012 3:50 pm

Dziesięć lat spokojnego życia to dużo. Zwłaszcza jak na standardy Dzikiego Zachodu.
A może to ona przynosi pecha wszystkim wkoło? Tylko, że był uśpiony przez te lata?
Nigdy by o tym nie pomyślała, gdyby nie przywiązanie do tego miejsca i samego Belasco. Powiedziałaby, że się starzeje, ale przecież ona jest jeszcze taka młoda!
Wstała chwilę po tym, gdy ją odprawił. Ale nie wyszła. Podeszła do stojącego do niej tyłem szefa i poklepała go lekko po ramieniu.
- Wiesz przecież, że umiem o siebie zadbać - odparła uśmiechając się, po czym opuściła gabinet wychodząc na wąski korytarz.

---> saloon!


_________________



Zobacz profil autora

11 Re: Gabinet Belasco on Nie Lip 22, 2012 1:47 pm

Al Whittmore, ten Al Whittmore, kiedyś postrach Arizony jeżdżący z gangiem McConnorów, rabujący, gwałcący, zabijający. Teraz po jakiejś świętej przemianie, po ujrzeniu jakiejś świętej panienki nagle zmienił swoje życie i postanowił być przykładnym obywatelem.
Ten sam bandyta, morderca i złodziej jest teraz wielbionym i szanowanym za swoją wieczną pokutę. Ten, któremu się teraz kłaniają, stał przed Belasco i w oczach Francisa był dalej tym samym zapchlonym kundlem, który wraz ze swoją sforą biegał i gryzł ludzi w Arizonie. Dla niego stary Whittmore był wielkim kłamcą i oszustem, który wspaniale wcielił się w swoją rolę.
I co Al., czy coś wiesz o tych wszystkich plotkach, ze nagle twoi dawni znajomi sobie o tobie przypomnieli? Nie? Nie zgrywaj idioty przede mną , Al. Dobrze wiem, że przeszłość nigdy nie chce odejść, szczególnie jeśli bardzo tego chcemy. Wiec gadaj, kto może chcieć twojej głowy.
Nie wiesz? Kretyn, mów co wiesz, inaczej pożałujesz wszystkich swoich podjętych tutaj decyzji. Czemu milczysz, boisz się, ze żona się dowie? Spokojnie, nie pozwolę słodkiej Beatrice zaprzątać swojej pięknej główki twoimi problemami. Więc mów, kutasie, inaczej porozmawiamy bardziej dosadnie!
Dobrze, teraz widzę, ze rozumiesz o co chodzi. I trzeba było się tak upierać?
Nazwiska, wymieniaj nazwiska, dalej, słyszysz?
Nie…? Jednak nie będziesz gadać? Szlag by cię Whittmore, szlag i cholera niech cię weźmie i tę całą twoją rodzinkę. Nie dość, ze twój smarkaty syn rozpierdolił nam bank, nastraszył lokalnych żółtodziobów i naśle mi na kark naiwnych „łowców nagród” … to mam jeszcze z tobą problem.
Bo ktoś chce spłaty długu, bo ktoś doskonale wie, dlaczego się „nawróciłeś” i cię szantażuje, prawda? Zgadłem? To umowa jest prosta, uratuję ci tyłek jak podasz nazwiska tych co chcą cię powiesić i zabrać ci wszystko czego się teraz dorobiłeś. Podaj nazwiska tych, których zdradziłeś, jeśli nei chcesz żeby twoja tajemnica wyszła na jaw.
Grzeczny chłopiec. A teraz spierdalaj stąd i nie chcę cię widzieć przez najbliższy czas na oczy. Sprowadzasz więcej problemów niż cały gang McConnorów…
Bo ich przynajmniej mogłem zabić.
Tak, idź, trzaśnij drzwiami, idź zapiąć swoją żonę od tyłu i wypłakać w poduszkę. Ja tu ci będę dupsko ratował, chociaż nie powinienem.
Bo ja tego nie robię dla ciebie, a dla Old Whiskey, żeby znowu nie spłonęło w ogniu fatum McConnorów.


_________________

EKWIPUNEK
- - - - -
Amerykański kawaleryjny rewolwer Colta / zapałki / cygara / naboje / pieniądze / duży nóż wojskowy / notatnik
Zobacz profil autora

12 Re: Gabinet Belasco on Nie Lip 22, 2012 2:35 pm

<--- targ

Wciąż wyglądała na nieco wyprowadzoną z równowagi. Zwykle wyniosła i dostojna wbiegła szybko po schodach zostawiając J.B. bez słowa wyjaśnienia.
Wiedziała, że nie lubił nagłych wtargnięć, ale przecież tu chodziło o JEJ życie. Owszem, miała już klientów, którzy zamiast zapłaty pokazywali jej lufę swojej broni, ale ten nieznajomy z targu naprawdę był gotów jej coś zrobić.
A przynajmniej tak uważała.
Pchnęła drzwi gabinetu swojego szefa i gdy znalazła się w środku zamknęła je za sobą. Oparła się o nie chowając za sobą dłonie. Spojrzała na mężczyznę siedzącego za masywnym biurkiem.
- Grożono mi bronią - odparła bez słowa na powitania - Na targu - w jej głosie było można wyczuć oburzenie, ale i strach. Kto by pomyślał. Charlotte Johnson, nieustraszona burdelmama, która jeszcze kilka dni temu stała na straży swoich podopiecznych się bała.
Szok był tym większy, że ten spacer miał być przyjemnym oderwaniem od codzienności, a skończył się naprawdę nieprzyjemnie.

Zobacz profil autora

13 Re: Gabinet Belasco on Nie Lip 22, 2012 2:50 pm

Gdy Charlotte bez zapowiedzi wpadła do gabinetu, Belasco właśnie popalając papierosa, czytał dzisiejszą gazetę - dokładniej artykuł o domniemanej obecności Whittmore'a w Tomstone.
Na samym początku nie był zadowolony z tego, ze kobieta ot tak, bez pukania wchodzi do jego pokoju, nawet Johnson musiała się stosować do obowiązujących tu zasad. Ale gdy zobaczył w jakim jest stanie i jak zdenerwowana, coś w nim zamarło. Gdy jeszcze do jego uszu doszły słowa o grożeniu bronią, nerwowo odłożył gazetę i podniósł się z krzesła.
- Jak to, co, kiedy i kto?! - pytał zdenerwowany. nie było już śladu po opanowanym Francisie. Teraz nawet nie wyglądał na wściekłego, a bardziej na przestrasznego, co jest naprawdę rzadkim widokiem. Szybko obszedł biurko i podszedł do kobiety. Pierwszy raz od bardzo dawna Belasco chyba poczuł jakieś namiastki jakiejkolwiek troski w stosunku do kogoś.
- Kurwa, co... Charlotte, mów co się stało, kto to był? - objął kobietę ramieniem i doprowadził do fotela, który stał przed jego biurkiem. Kazał jej usiąść, potem sam wrócił do biurka, by z szafki wyciągnąć butelkę whiskey.


_________________

EKWIPUNEK
- - - - -
Amerykański kawaleryjny rewolwer Colta / zapałki / cygara / naboje / pieniądze / duży nóż wojskowy / notatnik
Zobacz profil autora

14 Re: Gabinet Belasco on Nie Lip 22, 2012 3:02 pm

Reakcja Francisa tylko potwierdziła w niej, że sytuacja, w której brała udział kilka minut temu naprawdę była groźna.
Z jego pomocą usiadła na fotelu, co było naprawdę dobrym rozwiązaniem, bo obawiała się, że jej nogi mogą wkrótce odmówić posłuszeństwa. A na omdlenia nie mogła sobie pozwolić w żadnym wypadku. Przecież była twardą kobietą, która nie boi się byle gówniarza z bronią. Tylko, że tamten facet wcale gówniarzem nie był.
Wypuściła ciężko powietrze, po czym wzięła głęboki oddech. Tak, to trochę ją uspokoiło.
- Na targu, kilka minut temu - zaczęła patrząc na niego jeszcze przerażonym wzrokiem - Jakiś mężczyzna, około czterdziestki podszedł do mnie przy stoisku z materiałami - postanowiła pominąć wszystko aż do momentu spotkania nieznajomego - Powiedział, że musimy natychmiast porozmawiać. Twierdził, że ma WAŻNE informacje - tu się zatrzymała - A ja głupia dałam się mu przekonać - pokręciła głową naprawdę nie dowierzając własnej głupocie. Przecież tyle razy powtarzała dziewczynom, żeby uważały.
- Mieliśmy odejść dosłownie na kilka kroków w bok, ale wciągnął mnie w zaułek - na jej ramieniu nadal widoczne było zaczerwienione miejsce po uścisku mężczyzny. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że szarpnął nią całkiem nieźle. Widocznie szok opóźnił pojawienie się otarcia.
- Wyciągnął rewolwer i przyłożył mi go do pleców - wypuściła kolejną porcję powietrza - Mówił coś o tym, że masz przestać węszyć. Groził nie tylko mi, ale i tobie. To miało być pierwsze ostrzeżenie. A jeśli ich nie posłuchasz - założyła, że nieznajomy nie działał w pojedynkę, musiał mieć coś wspólnego z tymi popieprzonymi Whittmore'ami.
- Twój saloon zniknie z miasteczka - koniec. Nie chciała wspominać o odcinaniu nosów, czy wyzywaniu jej od zwykłych kurew.

Zobacz profil autora

15 Re: Gabinet Belasco on Nie Lip 22, 2012 3:20 pm

Najpierw przerażony Belasco stał się mężczyzną pełnym gniewu i złości - w pewnym stopniu kierowanej do siebie samego. Podszedł do kobiety z butelką whiskey i napełnioną szklanką i podał kobiecie drinka. Butelkę położył niedaleko, na niskim stoliku.
- Do kurwy nędzy! - zakrzyknął, zaciskając pięści i waląc nimi o biurko. Uderzenie było tak silne, że popielniczka i szklanka na blacie aż podskoczyły.
- Nic nie mówił więcej? Nie mówił kto go posyła i czego chce więcej? Chcą kasy, dziwek, czego oni chcą?1 - wrzeszczał, jakby to Charlotte miała znać na wszystkie te pytania odpowiedzi.
Przystanął na chwilę, zapalił kolejnego papierosa i wpatrzony w okno przed sobą usiłował się uspokoić. Widać było, ze jest naprawdę nerwowy, ręce mu się trzęsły, twarz miał pobladłą, co chwila mężczyzna zagryzał wargi. Po chwilach ciszy wreszcie się odezwał, nieco łamiącym głosem, co naprawdę było niespotykane.
- Nie będziesz już wychodzi sama, nie. J.B. albo Smith muszą ci towarzyszyć. Tak samo dziwki, nie wypuszczaj ich jeśli to nie będzie naprawdę konieczne... Jezu, kurwa, Chryste...
Trudno było powiedzieć czy bardziej przejmował się groźbami wobec niego, saloonu, czy samej Charlotte.


_________________

EKWIPUNEK
- - - - -
Amerykański kawaleryjny rewolwer Colta / zapałki / cygara / naboje / pieniądze / duży nóż wojskowy / notatnik
Zobacz profil autora

16 Re: Gabinet Belasco on Nie Lip 22, 2012 3:29 pm

Jeszcze drżącą rękę sięgnęła po podaną jej szklankę. Bez słowa od razu pociągnęła z niej zdrowo. Alkohol najlepiej koi nerwy, choć czasami chińskie ziółka też pomagały.
Nie lubiła widzieć go w takim stanie, zwłaszcza, gdy to ona była powodem jego wzburzenia. Pośrednio, ale mimo wszystko. Gdyby nie postanowiła właśnie dziś się tam wybrać, to kto wie? Może nie musieliby tu teraz siedzieć.
- Nic więcej - odparła wpatrując się w niego. Naprawdę, chciała powiedzieć coś więcej, dostarczyć mu jakiejkolwiek dodatkowej informacji, ale nie mogła.
Słuchała go uważnie, w końcu być może od tego będzie zależało jej zdrowie i życie.
Kiwnęła jeszcze raz głową bez słowa. Wiedziała, że te na nic się w tej sytuacji zdadzą. W końcu pocieszanie kogokolwiek byłoby irracjonalne, oboje przecież wiedzieli, że nie ma tutaj na to miejsca.
- Zajmę się tym jeszcze dzisiaj - może wolałaby teraz posiedzieć w swoim pokoju, sama, bezpieczna, ale wiedziała, że nie może go zostawić z tym wszystkim samego. Dziwki pozostaną na jej głowie.


_________________



Zobacz profil autora

17 Re: Gabinet Belasco on Nie Lip 22, 2012 3:49 pm

Belasco wolnym krokiem spacerował po gabinecie, który była naprawdę wielkim, acz nieco pustym pomieszczeniem. Odgłos jego kroków odbijał się od ścian, i sprawiały, ze stawały się one denerwującym nieco dźwiękiem.
- Dziś masz wolne, J.B. zajmie się dziwkami. - oświadczył, gdy stanął wyprostowany przed kobietą. - Możesz spędzić dziś nawet cały dzień leżąc w łóżku... jak będziesz czegoś potrzebować to możesz się zwracać bezpośrednio do mnie... nie musisz już nawet pukać.
W jakiś sposób chciał jej wynagrodzić ten stres... ale nie wiedział jak,z resztą wolne w tej sytuacji jest trochę śmieszne. Ale nawet gdyby obsypał Charlotte teraz dolarami to i tak nie byłoby to wystarczającym zadość uczynieniem.
Podszedł bliżej i szorstką dłonią dotknął jej policzka, jak to czasami miał w zwyczaju. Chciał się uśmiechnąć, ale sam nie mógł się do tego zmusić.
- Weź butelkę - powiedział, odsuwając rękę. - Możesz się dziś nawet urżnąć...


_________________

EKWIPUNEK
- - - - -
Amerykański kawaleryjny rewolwer Colta / zapałki / cygara / naboje / pieniądze / duży nóż wojskowy / notatnik
Zobacz profil autora

18 Re: Gabinet Belasco on Nie Lip 22, 2012 3:58 pm

Dopiła alkohol znajdujący się w szklance, po czym wstała ze swojego miejsca.
Czuła się już nieco pewniej, choć nie wiedziała, czy to zasługa alkoholu, czy wizyty u Belasco. W każdym bądź razie coś jej pomogło i była za to wdzięczna.
Chciała coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili się powstrzymała zamykając już lekko rozchylone usta.
Dla niej wystarczająca była już troska z jaką podszedł do niej w tej sytuacji.
- Dziękuję - odparła w końcu kładąc dłoń na jego klatce piersiowej. Ona też próbowała się uśmiechnąć, ale nie była w stanie. Wciąż czuła chłód lufy przystawionej do swojej skóry, wciąż czuła oddech tego faceta na swojej szyi.
Belasco miał rację. Musiała odpocząć. Przespać się, niekoniecznie upijać, co nie byłoby dobrym rozwiązaniem. Chwyciła jednak za butelkę, alkohol z całą pewnością pomoże jej zasnąć. Tak...
- Nie martw się już o mnie - odparła stojąc już przy drzwiach - Jestem silną kobietą, dam sobie radę - choć tego ostatniego nie była pewna. Robi się coraz starsza, a tryb jej życia jakoś drastycznie nie zwiększa jej szans na szczęśliwą starość.
Wyszła z gabinetu kierując się do swojego pokoju.

---> z/t


_________________



Zobacz profil autora

19 Re: Gabinet Belasco on Pon Lip 30, 2012 11:08 am

Go??


Gość
Następnego dnia po feralnym morderstwie, do przygotowującej sie w swoim pokoju Gail przyszedł J.B. i poprowadził ją do gabinetu ich wspólnego pracodawcy.
Niepewnie weszła do pokoju, zatrzymała się w komfortowej dla niej odległości od biurka pana Belasco i przestąpiła z nogi na nogę. To pomieszczenie zawsze napawało ją lekkim przerażeniem, to nie miejsce dla takiej prostej dziwki jak ona. Z niepokojem czekała na to, co właściciel Saloonu ma jej do powiedzenia.

20 Re: Gabinet Belasco on Pon Lip 30, 2012 11:26 am

Belasco już od wczesnego ranka był w gabinecie. Można było nawet stwierdzić, on nigdy nie wraca do domu i całe swoje życie spędza w saloonie, nie śpiąc, nie jedząc, tylko paląc papierosy i pijąc whiskey.
Tak jak teraz, jego ulubione śniadanie!
Nie licząc jajecznicy za którą mógł zabić. Chyba nawet raz tak zrobił.
- Siadaj, Gail! - Mężczyzna wskazał kobiecie krzesło stojące przed tym sporym, starym biurkiem, na którym znajdywała się tylko popielniczka i prawie pusty kieliszek.
Zanim Belasco powiedział coś jeszcze, uważnie obserwował kobietę i samego J.B., który stał z tyły jak jakiś strażnik czy ochroniarz. Gestem ręki Francis kazał barmanowi wyjść z gabinetu.
- Mów, co słyszałaś w tej stajni. - mruknął, gdy już drzwi za J.B. zostały zamknięte. - Wszystko, co do słowa. Czego chcieli od tego starego Whittmore'a?


_________________

EKWIPUNEK
- - - - -
Amerykański kawaleryjny rewolwer Colta / zapałki / cygara / naboje / pieniądze / duży nóż wojskowy / notatnik
Zobacz profil autora

21 Re: Gabinet Belasco on Pon Lip 30, 2012 3:06 pm

Go??


Gość
Gail zmarszczyła brwi próbując sobie jak najdokładniej przypomnieć wymianę zdań pomiędzy świętej pamięci Alem Whittmorem i bandytami.
-Ci dwaj bandyci... Zdaje się, że znali pana Whittmore'a z dawnych czasów. Był im winien jakieś pieniądze. Mówili też coś o kobiecie, że Whittmore na ich oczach ją zgwałcił, a potem zabił. Potem zaczęły się groźby, że ujawnią jego prawdziwą tożsamość, że powiedzą żonie, że ją oszpecą. Pan Whittmore postrzelił wtedy jednego w ramię, a oni władowali w niego pięć kul. A potem była jeszcze ta Chinka...- dziwka wzdrygnęła się.- Gdy ją spostrzegli, postrzelili ją w plecy. - westchnęła - No i to tyle, dwa trupy, siedem strzałów, jakieś tajemnicze pieniądze i zbiegli bandyci. Mam nadzieje, że już nigdy więcej się tutaj nie pokażą.

22 Re: Gabinet Belasco on Pon Lip 30, 2012 3:51 pm

Belasco uważnie słuchał tego co mówiła Gail. Wydawało się, że jest wiarygodna, nie zmyśla i Francis aż się zdziwił, że mimo tego, iż widziała morderstwo wszystko tak dokładnie pamięta. Zazwyczaj ludzie w takich sytuacjach są w takim szoku, że nie są w stanie sobie przypomnieć jak mają na imię.
- Mogłem się domyśleć wcześniej... - powiedział cicho sam do siebie, nie patrząc nawet na kobietę, tylko w bliżej nieokreślony punkt w przestrzeni. - Zawsze wiedziałeś, że Whittmore ma na swoim koncie nawet większe grzechy.
Pieniądze z napadu? Dług? Cóż, pewnie już dawno zostały te dolary wydane, przepite albo przegrane. Nie ma już kogo prosić o dług... chyba,że Beatrice...
- Mówili o jego żonie? - zapytał z większym zainteresowaniem i nachylił się nad biurkiem - Mówili, ze ją oszpecą? Czy coś więcej słyszałaś? Mów!
Jeżeli nie blefowali doskonale wiedzieli kto jest żoną Whittmore'a. zresztą, Bea przyznała się Francisowi, ze ktoś jej groził bronią przed śmiercią jej męża.
Jeżeli trafili się wyjątkowo uparci skurwiele, to mogą chcieć pieniędzy od młodej wdowy, czyż nie? A ona jest majętna, ma restaurację, pieniądze, sukces i reputację na koncie. Nic tylko kraść, prawda?


_________________

EKWIPUNEK
- - - - -
Amerykański kawaleryjny rewolwer Colta / zapałki / cygara / naboje / pieniądze / duży nóż wojskowy / notatnik
Zobacz profil autora

23 Re: Gabinet Belasco on Pon Lip 30, 2012 4:05 pm

Go??


Gość
-Jeżeli coś jeszcze mówili o żonie pana Whittmore, to niedosłyszałam. - Wzruszyła ramionami. - Jedyne co pamietam, to to, co już powiedziałam. - obniżyła głos i zrobiła groźną minę - "Jeżeli nam nie oddasz kasy, to powiemy wszystko twojej żonce, a potem zrobimy z jej twarzy patchwork" albo coś takiego. - zamyśliła się na chwilę - Nie... Nic więcej sobie nie przypominam.

24 Re: Gabinet Belasco on Pon Lip 30, 2012 5:41 pm

Postukał palcami o blat, jakby ten dźwięk miał mu pomóc w myśleniu. Wreszcie oderwał się od tego prowizorycznego muzykowania i sięgnął do szuflady swego biurka. Wyciągnął z niej dwa, pogniecione i pożółkłe ogłoszenia, które wyglądały jakby zostały zerwane z jakiejś ściany.
Ułożył je na blacie, by kobiet mogła im się przyjrzeć.
To były ogłoszenia o poszukiwanych mężczyznach, za których była łączna nagroda tysiąca dolarów - za bycie członkami gangu napadającego na domostwa w Arizonie.
Dwa zdjęcia przedstawiały mężczyzn w średnim wieku, z licznymi zmarszczkami i bliznami. Może i przypominali tych, którzy napadli Whittmore'a w stajni...
- Podobni? - zapytał Belasco podsuwając jeszcze bliżej kobiety oba ogłoszenia.


_________________

EKWIPUNEK
- - - - -
Amerykański kawaleryjny rewolwer Colta / zapałki / cygara / naboje / pieniądze / duży nóż wojskowy / notatnik
Zobacz profil autora

25 Re: Gabinet Belasco on Pon Lip 30, 2012 10:58 pm

Go??


Gość
Pani O'Reilly popatrzyła na ogłoszenia. Ale zakazane mordy. Przyglądała się im dłuższą chwilę, przetrząsnęła włosy, zmarszczyła brwi, odchrząknęła, przygryzła wargę. No, cholera jasna, skąd ja mam wiedzieć?!
- Nie mam pojęcia. -wydusiła w końcu. - Prędzej poznałabym ich po sylwetkach i głosie, ale ich twarzy nie widziałam dokładnie - westchneła - Może to oni, może nie, nie mam pojęcia, panie Belasco. Przepraszam, z miejsca w którym byłam z klientem nie było widać ich twarzy.

Sponsored content


Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 10]

Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach