Forum RPG


You are not connected. Please login or register

Główna ulica

Idź do strony : Previous  1 ... 20 ... 35, 36, 37

Go down  Wiadomość [Strona 37 z 37]

901 Re: Główna ulica on Nie Paź 09, 2016 6:28 pm

Jolene wcale nie miała zamiaru być ostrożna! Miała zamiar tak upaprać tą sukienkę, że własna-przyszywana matka jej nie pozna, o! Tak chciała! Że te mydliny to będzie trzeba trzy razy wymieniać zanim się ją upierze!
-Ostrożnie nie jest fajnie!-odkrzyknęła, wskakując z impetem (jeszcze większym) w kolejną kałużę. I aż się poślizgnęła i prawie gołym dupskiem chlasnęła o błoto. No cóż, trudno! Zaczęła chichotać jak głupia. Mokra ziemia miała taką śmieszną konsystencję. Aż wzięła trochę w garść i rzuciła nim w jedną z tych wypięknionych dziewuszek, co niby takie ślicznotki, a dwóch przednich zębów im brakowało! Phi! Jolene za to miała dwa najpiękniejsze przednie zęby na świecie! Jak króliczek! Tatuś tak mówił! O, i tak apropo tatusia, to musi wrócić na kolację, bo po niej zawsze śpiewa mu dobranockę o bocianie. A potem zapyta go, dlaczego nie ma takiego przyrodzenia jak Django! To STRASZNIE niesprawiedliwe to wszystko! Czym ona się ma chwalić kolegom jak nie tym, co ma pod spódnicą? Ech!
I w końcu zebrała się z tego błota, ignorując piski swojej ofiary i usiadła sobie smutno na werandzie, wycierając palce w materiał swojego ubrania, dekorując go dodatkowymi barwami ziemi.
-I dobrze!-odparła hardo, zakładając ręce na klatce piersiowej.-Ona nigdy nie jest!-poskarżyła się, jeszcze bardziej naburmuszona.-A przecież kokardki są dla jakichś głupich dziewuch, a nie dla wojowników! A ja jestem Czarną Hańczą, jak na mnie będzie PLEMIE paczeć jak ja będę w koronkach chodzić jak jakaś... jak jakaś... jak jakaś DZIEWCZYNKA?!-wylała całą swoją frustrację, łapiąc się za warkocze i naciągając je na boki.


_________________

Zobacz profil autora

902 Re: Główna ulica on Nie Paź 09, 2016 6:30 pm

/początek/

Błoto, które zalegało od paru dni na ulicach Old Whiskey, obklejające buty i wydające niesmaczne dźwięki gdy się po nim szło, w odczuciach Roisin reprezentowało jej obecne życie.
Kupa plaskającego pod nogami gówna.
Radość ze znalezienia pamiętników nie była długa. Nie odzyskała dzięki nim pamięci, ale dowiedziała się, że najbliżsi jej ludzie okłamywali ją długie miesiące, a ona sama była w wielkim konflikcie z mężczyzną, którego poślubiła. Chociaż "konflikt" to łagodne określenie, rudzielec nie znosił Patricka całym swoim cholerycznym sercem.
Biddy znajdowała sobie każde zajęcie na ziemi, byleby nie spędzać z nim czasu. Pracowała, udzielała się w kołach gospodyń, piła nalewki w kuchni wraz z kucharką i jeździła konno tyle, że w jej patykowatych nogach wykształciły się mięśnie zdolne do morderczego uścisku. I oczywiście, nie dzieliła z Patrickiem małżeńskiego łoża i nie pcozęła jeszcze potomka.
Przedzierała się przez główną ulicę, nie zwracajac uwagi na kałuże. Woda i tak przelała się przez cholewy butów i chlupotała w środku. Kropla deszczu wpadła jej do oka i przez chwilę zamazała wizję, co spowodowało, że wpadła na słup na ulicy.
Przetarła oko i gdy chciała ruszyć dalej zorientowała się, że słup jest dzieckiem, a dokładniej małą Promnitzową.
- O... O, Jolene. Cześć! - Uśmiechnęła się pogodnie mimo niepodogody. - Beatrice. - Kiwnęła kobiecie z uśmiechem i pomyślała, że to miasto nie lubi rudych. Jej zesłało nieszczęście w postaci męża, a sytuację pani O'Dwyer można było opisać podobnie. Obie były nieszczęśliwe w swoich związkach małżeńskich, chociaż Patrick nigdy na Roisin ręki nie podniósł.
- Jak się czujesz? Jak zdrowie? - Zwróciła się do niej bezpośrednio. W końcu była mężatką i już tak mogła, mimo różnicy wieku. Prawda? Prawda...? Nigdy nie pamiętała tych zasad. Była ranczerką, więc czy w ogóle musiała?


_________________


Zobacz profil autora

903 Re: Główna ulica on Nie Paź 09, 2016 6:46 pm

Jej usta wygięły się znowu delikatnie w górę. Obserwowanie tak pełnej życia istotki przynosiło jej dużo ulgi. I przedłużało chwilę oddechu, jaki Beatrice miała - zanim nie wróci do domu. Widząc, jak Jolene ląduje jak długa w błocie, przycisnęła dłoń do ust i szerzej otworzyła oczy. Jeśli jej córka przyszłaby tak do domu, to Panie Boże dopomóż, ale też nie byłaby zadowolona. Jej myśli przeniosły się na chwilę do córeczki, którą zostawiła pod opieką pani Owens. Jakimś cudem Shane akceptował pomoc wdowy, co było nieocenione w przypadku Bei. Choć była zakochana w dziecku po uszy, potrzebowała czasem przerwy. Potrzebowała wyjść do ludzi. Popatrzyć na budynek, w którym niegdyś prowadziła znaną i lubianą restaurację.
- Och... Nie wiedziałam - powiedziała, nieco zbita z tropu. Nawet zaniepokoiła się trochę wzmianką o plemieniu. Temat dzikich nie był najprzyjemniejszy. Dzieci, oczywiście, postrzegały to inaczej.
- Roisin, dzień dobry - obróciła się w stronę panienki... a nie, nie, p a n i Canizas. Boże, jak to się stało? Beatrice pamiętała jak przez mgłę ślub panny Quinally z weterynarzem. Trudno się niby dziwić, biorąc pod uwagę, że jej życie było w tym czasie trzaskane w drobny mak.
- Dobrze, dziękuję - jakże inaczej mogła odpowiedzieć? Beatrice bardzo, bardzo rzadko pozwalała sobie na słabość. Nawet, jeśli było bardzo źle. - Trochę zmęczona - dodała po chwili wahania z cichym westchnieniem, mimo wszystko zezwalając na drobne wynurzenie. - A ty, Roisin?


_________________


Wiem jak ułożyć rysy twarzy, by smutku nikt nie zauważył.
Zobacz profil autora

904 Re: Główna ulica on Nie Paź 09, 2016 6:51 pm

// początek

Rozległy się strzały. W oddali, na obrzeżach miasta. Wpierw nikt na to nie zwracał uwagi, każdy zajęty sobą. Dopiero gdy odgłosy strzelaniny stawały się coraz silniejsze, nie można było ich zignorować. Gdy do dźwięku doszedł obraz, mało kto miał w głowie swoje małe problemy.
Na główną ulicę wpadła uzbrojona po zęby banda. Brudni mężczyźni z szaleństwem w oczach. Wymachujący strzelbami i rewolwerami. Było ich dwudziestu – nie zważali na to czy kogoś stratują. O to im chodziło, wystraszyć, poobijać, dać o sobie znać! Wykrzykiwali przekleństwa, po angielsku i po hiszpańsku; pluli i celowali z karabinów w okna. A na ich czele on – Młody McConnor.
Ruszył na przód, wyprostowany i dumny, jakby nic nie miało mu zagrozić. Był gotowy na wszystko – nawet na utratę żywota. Był tak bezczelny w tym co robił, że traktował tę dumę jak tarczę. Wycelował w starego Joe z poczty. Dwa pociski i mężczyzna wylądował twarzą w błocie, topiąc się w nim.
Steven wrócił wzrokiem na ulicę. Spośród gęstwiny panikujący ludzi dostrzegł ogniste loki wyglądające spod czepka. Jedne, drugie... Zarówno Beatrice jak i Roisin przykuły jego uwagę, ale to właśnie ta młodsza... tak, przecież ją znał, pamiętał najlepiej! Czyli szaleństwo nie odebrało mu jeszcze do końca rozumu!
Przez ostatnie miesiące pogłębiała się ta jego chora paranoja i nienawiść do tego miejsca – napędzała jego chęć zemsty. Jedynie przebłyski znajomych twarzy nie pozwalały mu na nagłe spalenie tego miejsca. To one sprawiły, że miał jakiś PLAN. I teraz wprowadzał go w życie.
Zagwizdał. Starał się by było go słychać ponad te wszystkie krzyki i wrzaski. Popędził klacz i przechylił się w siodle, by móc sięgnąć ręką w stronę pani Canizas. Oplótł ramię wokół jej pasa i pociągnął do góry, ledwo unikając zsunięcia się z grzbietu wierzchowca. Zatrzymał się kilka metrów dalej, próbując okiełznać wierzgającą pannicę. Gdy trzeba było, przylał jej w twarz.

Beatrice i Jolene, mnożnik na uniknięcie stratowania, refleks + sprawność fizyczna, poziom do przekroczenia 80.

(siła+refleks)+ 5 * K6 > 80


Jeśli przekroczycie, uciekacie przed koniem Stevena. Jeśli nie, padacie na ziemię i jesteście poturbowane.


_________________



Zobacz profil autora

905 Re: Główna ulica on Nie Paź 09, 2016 7:00 pm

A jednak wcale się nie pośliznęła, tylko ta niezdara Roisin na nią wpadła i upadła! Ale ona to była w sumie całkiem w porządku, bo była królową krów, a one takie dobre mleko dają!
-Roisin!-uśmiechnęła się szeroko.
Na zakończenie swojej opowieści tylko pokiwała smutno głową pani Beatrice, wzdychając niezwykle dorośle dla efektu.
-No bywa, takie jest życie, pani Beatrice.-odparła jeszcze bardziej dojrzale, prostując się dumnie, bo jej przecież nie przygniotą takie zwykłe problemy egzystencjonalne!
I nagle rozegrała się scena jak z tych wszystkich opowiadań, ciszę przerwało rżenie koni, ich rozwiane grzywy, tętno kopyt, to tempo, te emocje, ten... och, ten stary Joe, który utopił się w błocie.
Poderwała się do góry, przykładając ręce do ust w niemym szoku.
-O RAJUŚKU!-wykrzyknęła, w ostatniej(?) chwili przetaczając się na bok, kiedy ten zły pan porwał Roisin.-ALE Z PANA BANDYTA!!! TATUŚ NA TAKICH TO NAJBARDZIEJ WYKLINA!-pogroziła mu najstraszniejszym argumentem na świecie, czyli własnym ojcem. Na kolegów ze szkoły to działało!


_________________

Zobacz profil autora

906 Re: Główna ulica on Nie Paź 09, 2016 8:06 pm

Beatrice nie doczekała się odpowiedzi Roisin. Wszystkie zamarły, gdy rozległy się strzały. Zamarły nawet plotkujące dziewuchy po drugiej stronie ulicy, zamarli sklepikarze pakujący towar do lokali i zamykający drzwi. Przede wszystkim zamarł jednak stary Joe, którego ciało przeszyły kule, i który w sekundę później topił się już w błocie na ulicy. Beatrice wraz z pojawieniem się hordy bandytów pisnęła, wypuściła kosz z zakupami z rąk, warzywa chlupnęły w kałużę, a ona cofnęła się pod ścianę budynku, przyciskając dłonie do ust i plecy do drewna.
Nie wiedziała, czemu to zrobiła, tak egoistycznie troszcząc się tylko o swoje życie (bo wyrzuciłam 81, hehehe)- może z powodu córki czekającej na nią w domu, a której życia nie chciała pozostawiać w rękach męża? W każdym razie wszystko stało się bardzo szybko i nim Bea się zorientowała, jeden z mężczyzn przejechał tuż obok nich, porywając ze sobą...
- Roisin! - krzyk wyrwał się z jej gardła, a zaraz kolejny: - Jolene! Jolene, CISZA, DO MNIE - wrzasnęła, czując, jak serce wali jej głucho w piersi. Po cóż nosiła rewolwer przypięty do uda, skoro nie była w stanie go użyć? I co by jej z tego przyszło, gdyby spróbowała? Zostało jej ze zgrozą przyglądać się uprowadzeniu (kolejnemu, Boże, czemuś ją opuścił?) Biddy i modleniu o zachowanie własnego zycia.


_________________


Wiem jak ułożyć rysy twarzy, by smutku nikt nie zauważył.
Zobacz profil autora

907 Re: Główna ulica on Nie Paź 09, 2016 8:13 pm

Roisin wierzgała, kopała, usiłowała wydostać się z uścisku McConnora, Ten jednak nie dawał za wygraną. Przyciągnął dziewczynę do siebie, by ograniczyć jej ruchy. Przytulił swoje lico do jej policzka i wysyczał jej do ucha, ze to wszystko to dla jej bezpieczeństwa. Ale czy dziewczyna usłucha?
Przywalił je jeszcze raz w twarz, by ta już tak się nie rzucała. Może straciła przytomność? Mężczyzna chwycił za lejce i pogonił konia, by móc zjechać z głównej ulicy.

Beatrice mogła wycelować w mężczyznę, mnożnik na celność, próg 80. Jeśli przekroczy to trafia go w ramię, a ten wypuszcza Roisin, która spada z konia. Jeśli jednak nie przekroczy 80, ALE przekroczy 30, to drasnęła go w ramię, co go na moment dezorientuje i zwalnia. Jeśli >30 – pudło.



W tym samym czasie inni bandyci strzelają do ludzi wokoło, wybijają okna a też... podpalili jeden ze sklepów! Jolene jest blisko płomieni.  


_________________



Zobacz profil autora

908 Re: Główna ulica on Nie Paź 09, 2016 8:26 pm

Wpadła twarzą w błoto. I chyba ten głupi koń ją uderzył kopytem! Kapitan Grzmiące Kopytko nigdy by jej czegoś takiego nie zrobił! Zapłakała więc z frustracji.
-ROISIN, UDERZ GO W SZCZEPIONKĘ!!!!-zagrzmiała z wściekłością, jako wyraz ostatecznej zemsty.
A potem zamknęła na moment usteczka, kiedy pani Beatrice kazała jej się zamknąć. A potem jakiś budynek zaczął płonąć, były strzały, ludzie krzyczeli, a to, co się działo, to przechodziło wszelkie pojęcie.
-TATUŚ NIE BĘDZIE Z WAS WSZYSTKICH ZADOWOLONY!-zatupała wściekle, ale zaraz potem z paniką pobiegła do pani O'Dwyer.-O rajuńku, co tu się dzieje! Co się dzieje!-westchnęła, wczepiając się w nogę kobiety.-Trzeba im wszystkim lanie dać!-postanowiła, kiedy klatka unosiła jej się nerwowo.-Szybko, pani Beatrice, musimy ostrzec Ogórka!


_________________

Zobacz profil autora

909 Re: Główna ulica on Pon Paź 10, 2016 8:55 am

Dziwny dźwięk wydobył się z nosa dziewczyny, która próbowała powsrzymać prychnięcie, słysząc słowa Beatrice. Szybko zaczęła udawać, że bierze ją na kichanie, żeby zakamuflować swoje faux pas. Nie wierzyła ani trochę w trochę zmęczenie, ale nie zdążyła nawet odpowiedzieć, a co dopiero zacząć drążyć temat, gdy usłyszała strzały. 
- Uciekajcie! - Krzyknęła tylko, popychając i Jolene i Beatrice za ramiona. Sama nie pobiegła jednak daleko. Nagle poczuła się jakby latała - jej stopy oderwały się od ziemi a ona sama przez chwilę szybowała przez powietrze... Dopóki nie spotkało ją twarde spotkanie z siodłem.
- Puszczaj mnie, gnoju! - Zaczęła krzyczeć po chwili, gdy oddech wrócił do jej piersi. Ostatnią rzeczą, którą usłyszała był szept dziwnej treści McConnora. Cios w twarz sprawił, że ją zamroczyło, przestała krzyczeć, a wszystkie wierzgające członki opadły.


_________________


Zobacz profil autora

910 Re: Główna ulica on Pon Paź 10, 2016 4:29 pm

38 (co to za próg z kosmosu ;_Wink

- O Boże, o Boże - powtarzała gorączkowo, trzęsącymi rękami podnosząc poły sukni (dlaczego tego materiału było tak dużo?!) i dobierając się wreszcie do pasa na udzie, gdzie podczepiony był jej mały rewolwer. Śmieszny w porównaniu z bronią, którą dysponowali bandyci. Widząc jednak, co się dzieje, co za piekło znów rozgrywa się na ulicach Old Whiskey, nie mogła stać i czekać, aż zbłąkana kula trafi ją, albo Jolene. Podbiegła do niej, szarpnęła niezbyt delikatnie za ramię i przyciągneła do siebie.
- Cisza, Jolene! - krzyknęła cała roztrzęsiona, nie panując nad spokojnym tonem, który można było u niej zwykle usłyszeć. Naokoło padały strzały i ludzie, zewsząd krzyki, znikąd pomocy. Budynek obok nich stanął w płomieniach szybciej, niż byla w stanie się zorientować.
Może dlatego, że jej wzrok wciąż utkwiony był w jeźdźcu, który porwał Roisin. Beatrice z mocno bijącym sercem wyprostowała ramiona i wycelowała w niego. Szarpnęło, gdy oddała strzał. Mężczyzna zachwiał się, co utwierdziło ją w przekonaniu, że trafiła. Jak na stres i odległość, to i tak dobrze.
- O Boże - powtórzyła, szarpiąc się chwilę z bronią, żeby ją zabezpieczyć. Spojrzała na Jolene, odciągając gdzieś między budynki, co chyba nie było najlepszym pomysłem. - Chodź, szybko! - chcąc nie chcąc, stała się za nią odpowiedzialna. Tylko dokąd iść, gdzie będzie bezpiecznie? Kogo ostrzec - i czy było w ogóle warto, skoro bandyci narobili już tyle złego?

---> nie wiem, wybierz coś


_________________


Wiem jak ułożyć rysy twarzy, by smutku nikt nie zauważył.
Zobacz profil autora

911 Re: Główna ulica on Pon Paź 10, 2016 4:45 pm

Coś szarpnęło go za ramię; potem ból i coraz większa adrenalina. Spojrzał na ręce i dostrzegł rozcięcie w koszuli. Syknął; bardziej ze złości niż bólu. Nawet jeśli rana nie była głęboka, to postrzał zdezorientował go na kilka chwil, przez co reszta bandy go wyprzedziła. Wzrokiem powędrował na scenę za sobą, gdzie płomienie trawiły już jeden ze sklepów. Ściągnął lejce, chwycił nieprzytomną Roisin pewniej, po czym zawołał do jednego z kompanów. Ręką dał mu znać, że powinni zająć się hotelem. Na te rozkazy dwóch bandytów zeskoczyło ze swoich koni, by wpaść do pobliskiego lobby. Nie minęło zbyt wiele czasu, gdy kolejni goście wybiegali z krzykiem z budynku, a za nimi pojawił się ogień.


_________________



Zobacz profil autora

912 Re: Główna ulica on Pon Paź 10, 2016 7:17 pm

- Kurwa, ja pierdolę, jego mać - zdążył wycharczeć Baker, wyrzucając z łóżka jedną z tych dziewcząt, jedną z tych, które Jolene obserwowała nieopodal, na zabłoconej ulicy. Głupia kwoka. Młoda, jędrna i chętna, za parę dolców - świeższa niż te rozklapiochy w saloonie. Najwyraźniej zainteresowany jej cipką stracił poczucie czasu. Ale co tu się dziwić, dawno nie zamoczył, od dawna nie widział nawet nieowłosionej mordy, bo wszędzie tylko te brzydale (bo on to oczywiście Adonis). Teraz więc niemal kopniakiem wyrzucił ją z łóżka, samemu wyskakując z powodu dobiegających już z holu krzyków.
- Ruchy! Wypad, niunia! - popędzał ją, wciągając spodnie na dupę i szelki na ramiona. Jeszcze tylko dopiąć koszulę, kapelusz na łeb i broń w garść. Wyszedł na pełnym luzaku, śmiejąc się perfidnie z uciekających gości.
- Mieliście być, kurwa, później! - wrzasnął na ludzi McConnora, osłaniając twarz ręką i wyłażąc na bagnisko, szumnie zwane główną ulicą miasta. Rozejrzał się, podejrzewając, że gdzieś tu zobaczy tego szczyla. Ostentacyjnie wyciągnął rewolwer i sprawdził, czy ma pełny magazynek. A potem ze złośliwym rechotem strzelił prosto pod nogi jakiegoś uciekającego mężczyzny.


_________________


Zobacz profil autora

913 Re: Główna ulica on Pon Paź 10, 2016 8:35 pm

Bakerowi odpowiedziały gwizdy i śmiechy. Podjechał do niego jedne z kompanów młodego Stevena; zsiadł z konia i podał mężczyźnie butelkę whiskey, na wpół opróżnioną. Czas na toast?
Ogień z hotelu powoli przenosił się już na pobliską jadłodajnię. Kilka kucharek wybiegło z zaplecza, a Tępa Dzida Sam (tak się nazywał właściciel butelki), wskazał na cycate kobieciny.
- Ej, jak se szef przygruchał pannę to my też możemy!
Nie czekają długo, podbiegł do jednej ze starszych bab i chwycił ja za włosy. Ta wylądowała w błocie, wierzgając nogami, lecz nic jej to nie pomogło.
W tym czasie, gdy Baker obserwował to co dzieje się wokoło, ktoś strzelił w jego stronę.
Z tłumu wyłoniła się stara babinka w koszuli nocnej (prześwitującej). Zwała się Stasia i znana była z czaju. Wszyscy do niej chodzili na ten czaj.

Widocznie nie w smak jej było, ze jakieś łobuzy jej tu miasto palą!

Zobacz profil autora http://oldwhiskey.my-rpg.com

914 Re: Główna ulica on Pon Paź 10, 2016 8:50 pm

Zdezynfekować usta zawsze warto, toteż łyknął sobie zdrowo, przepłukał gardło z głośnym gulganiem i splunął soczyście na ziemię. Kolejny łyk poszedł już do żołądka.
- Ugh - skrzywił się, zeskakując z drewnianego podestu pod hotelem i kierując naprzeciwko, gdzie do żerdzi przywiązany stał jego koń. Miał czas, by popatrzeć na obraz zniszczenia, którego dokonywali jego kompani. Kompani, ha, dobre sobie. Wybiłby połowę z nich bez mrugnięcia okiem, gdyby ktoś dobrze zapłacił. Albo, gdyby cholernie go wkurwili. Tępa Dzida byłby jednym z pierwszych do odstrzału.
- Bo ja jestem, kurwa, dżentelmenem, nie to co wy, durnie! - warknął, ale nie podjął żadnej aktywności w celu wybawienia kucharki z rychłej opresji. Wychodził z założenia, że w życiu większości kobiet nadchodził taki moment, no co zrobić. Długo nie zaprzątał tym sobie głowy, bo tuż obok niej świsnęła kula. Odchylił się gwałtownie, zaciskając już palce na rewolwerze, gotów do strzału. Skrzywił się, widząc staruchę.
Ech, no i co? Głupi moment na stwierdzenie, że ma się sumienie.
- Rzuć broń, stara ruro, jeśli ci życie miłe! - wrzasnął zatem, ewakuując się za najbliższą osłonę. Oparł plecy o belkę i rozejrzał dookoła. Pożar się rozprzestrzeniał jak szalony. Kretyni. Zgliszczy obrobić się nie da.


_________________


Zobacz profil autora

915 Re: Główna ulica on Wto Paź 11, 2016 12:33 pm

Stara rura jednak nie chciała dać za wygraną i wystrzeliła w stronę Bakera. Spudłowała, a i ją odrzuciło, jednak próchwa wciąż trzymała się na nogach. Co za ironia lodu, żeby stare babsko miało zabić takiego bandziora jak Tim?!
Sam Baker musiał teraz postanowić – wymyka się ukradkiem na tyły (jeszcze stojącego) budynku, czy może jednak stawi czoła wyzwaniu i niczym Johny Wayne w samo południe, pozbawi Stasię życia. Bo, mimo swych 120 lat, kobieta wciąż była pełna wigoru. Była niebezpieczna.

Jeśli chcesz się wymknąć – mnożnik na refleks, z progiem 35. Jeśli przekroczysz, udaje ci się uciec za budynek i umknąć babce. Jeśli nie przeskoczysz, ale wynik będzie powyżej 25 pkt – umykasz, ale babcia cię zauważa i oddaje w twoją stronę strzał (na szczęście chybia). Jeśli wynik będzie <25 to babka cię zauważa i jesteś na linii ognia – kobieta strzela do ciebie. Wtedy ślepy los: 1,2 – dostajesz kulkę w ramię; 3,4,5 – kobieta chybia; 6 – dostajesz w lewe udo (draśnięcie).

Jeśli chcesz strzelać do kobiety – mnożnik na refleks i celność, próg 60. Jak przekroczysz, strzelasz jej prosto w serce i kobieta umiera na miejscu. Możesz wtedy tez ograbić jej ciało (MG opisze co znalazłeś).

Niezależnie od decyzji, jeśli umkniesz pozbędziesz się kobiety, możesz zresztą gangu ruszać do BANKU lub na POCZTĘ (twoja decyzja).  

Zobacz profil autora http://oldwhiskey.my-rpg.com

916 Re: Główna ulica on Wto Paź 11, 2016 4:51 pm

67, jeśli dobrze policzyłam xd

Kolejna kula świsnęła mu gdzieś przy stopie. No pięknie. Odezwał się w babsztylu duch walki! Baker jeszcze raz zajrzał do magazynka. Nie było tragedii. Powinien starą prukwę rozwalić jednym strzałem. Wpierw wychylił tylko czubek głowy, sprawdzając, czy aby starucha nie szykuje się do kolejnego strzału. Najwyraźniej jednak poprzedni nieco ją oszołomił, co Tim chętnie wykorzystał. Wyskoczył zza belki i nacisnął spust. Idealny, czysty strzał, który odrzucił kobietę w tył. Zachwiała się lekko i padła na ziemię. Nie było mu szkoda. I tak już stała nad grobem, więc czy teraz, czy za parę dni, albo tygodni - co to za róznica? Podszedł bliżej. Cienka nocna koszula nasiąkała krwią, ale jego nie interesowało jej paskudne, pomarszczone ciało, lecz ewentualne błyskotki. Sprawdził więc palce, szyję, nadgarstki - kluczowe miejsca, które mogły przynieść mu nieco srebra lub złota.


_________________


Zobacz profil autora

917 Re: Główna ulica on Wto Paź 11, 2016 4:57 pm

Baker miał szczęście, przy kobiecie znalazł dwa złote pierścionki i medalik ze zdjęciem jakiejś młodej, blond kobiety. 
Przy pasie na napoje, który oplatał chude, stare biodra, były naboje do strzelby oraz sakwa z dolarami. W posiadanie mężczyzny wpadło 20$ i... jakaś mapa na której była oznaczona droga kolejowa do Chapparal i samo miasteczko. Wokół niej jakieś napisy po hiszpańsku i angielsku.

Zobacz profil autora http://oldwhiskey.my-rpg.com

918 Re: Główna ulica on Wto Paź 11, 2016 5:03 pm

Zarechotał wesoło pod nosem, pakując biżuterię do kieszeni. Nawet się jej zbytnio nie przyglądał. W odpowiednim miejscu wszystko da się spieniężyć. Gdy będzie po wszystkim, wtedy na spokojnie zobaczy, czy coś z tego się nadaje i ile może za to żądać. Przykucnął i sprawnym ruchem zaczął wyciągać naboje, które wrzucił do drugiej kieszeni. W ślad za nimi sakwa. Widok monet i banknotów cieszył, nawet jeśli nie była to zawrotna kwota. Nie miał czasu przyjrzeć się papierowi. Pobliskie budynki rozpalały się coraz bardziej i należało się ewakuować. Poderwał się na nogi, wskoczył na zaniepokojonego hałasem i ogniem konia, a następnie ruszył za kompanami - do banku.

---> jw


_________________


Zobacz profil autora

919 Re: Główna ulica on Wto Paź 11, 2016 9:47 pm

Odgłosy końskich kopyt uderzających o mokrą glebę, krzyki i strzały zaczęły powoli dochodzić do uszu Biddy. Ocknęła się, jednak wciąż była zamroczona. Dłuższą chwilę nie wiedziała co się dzieje, a cały świat wydawał sie jej być obrócony do góry nogami.
...bo był.
Dziewczyna wzięła głęboki oddech, kiedy zorientowała się, co się dzieje naokoło. McConnor. McConnor, ten miły bandyta z chatki Javiera Buendii. Leżała przewieszona przez jego wierzgającego konia, a siodło wbijało się niemiłosiernie w jej brzuch.
- Nie! - Krzyknęła zchrypniętym głosem i podjęła próbę wyswobodzenia się. Ze zdziwieniem zauważyła, że uścisk McConnora wcale nie był tak mocn jak się spodziewała. Wierzgnęła jeszcze raz, po czym zaczęła odpychać się od konia. Miała nadzieję, że upadek zapewni jej wolność.


_________________


Zobacz profil autora

920 Re: Główna ulica on Wto Paź 11, 2016 10:10 pm

Wierzcie, lub nie – Steven naprawdę nie chciał się do tego posunąć. Nie czuł przyjemności w tej agresji i przemocy wobec Roisin. Wręcz przeciwnie, miał pewność, że to co robił, było niegodziwe i perfidne. Z drugiej jednak strony chciał się usprawiedliwić. Bo cel miał dobry, prawda? Nie chciał by dziewczyna zginęła od kulki wystrzelonej przez jednego z jego towarzyszy. Znał ją... to wystarczyło, by chcieć ją „uratować”?
Uratować od klęski, którą sam spowodował. Ha! Dobre sobie! 
Już dawno pogodził się ze swoim losem, lecz to nie znaczyło, że było mu łatwo. Dziwne poczcie, że MUSI rozprawić się z tym miastem nie dawało mu spokojnie umrzeć, dlatego też teraz albo nigdy! Ale niech nie cierpią ci, których McConnor lubi. Nie, nie! 
Gdy poczuł jak dziewczyna zaczyna się szamotać, zachwiał się w siodle, ledwo opanowując konia, który powoli zaczynał panikować. Chwycił mocnej za lejce, a potem gwałtownie pociągnął za bluzkę Biddy; po to, by przywrócić ją d pionu.
-Cicho! Cicho... spokojnie! To dla twojego dobra... nic ci nie zrobię, nic złego ci nie zrobię!
Sam Steven chyba czuł, jak go ta cała sytuacja przerastała.
Spojrzał za siebie, widząc swoją bandę, która teraz kierowała się do banku. Wszyscy wiedzieli co robić, planowali to od dłuższego czasu. Pogonił więc konia i ruszył przed siebie, zabierając ze sobą Roisin Quinally. 


→ do Appaloosa


_________________



Zobacz profil autora

Sponsored content


Powrót do góry  Wiadomość [Strona 37 z 37]

Idź do strony : Previous  1 ... 20 ... 35, 36, 37

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach